niedziela, 2 września 2018

190. EGO


                Kochana Babciu!
               
Jak się miewa Twoje ego? Wystarcza mu metrażu w Twoim „M”? Bo tata wątpi, nie wiem czemu.

                Pewnie dziwisz się, że używam takich mądrych słów, a to przecież wybory w tym roku i rodzice mówią, że u niektórych kandydatów znowu nie tylko nasila się wybujałość ego, ale jeszcze uważają oni za stosowne obnosić się z tym publicznie.

                Musiałam, oczywiście, zapytać, co to takiego to ego i teraz już wiem, że to takie drzewko, które każdy hoduje w swojej głowie. I tak np. moje drzewko jest moim wyobrażeniem o mnie samej i o tym, jak chciałabym być postrzegana przez innych. A skoro jako ludzie żyjemy w stadach, nasze drzewka zachowują się jak las.

piątek, 27 kwietnia 2018

189. SZCZYBNY SZCZUPOK


Szczybny* szczupok abo zapomniano historyjo Rybnika.

            Downo, downo tymu, ale tak downo, że już żodyn niy pamiynto, jako rychtyk tymu było, żył se we grodzisku nad wielkom rzykom Łodrom synek. Łeboń był ś niego dobry, yno chwolno rzić, beztoż godali mu Chwałek.
            Grodzisko wały miało wysoki i mocne, palisada łostro, a fosa głymboko, bo ksionże był dobry gospodorz i umioł ło swoi dbać. Chwałkowi jednak duszno było w ciasnych chaupach ustawionych w rownych raiach i sztyjc uciekoł za wały, żeby wandrować po łokolicznych lasach. Dycki broł ze sobom łuk a szczały i dycki coś z tego lasa przinios: a to jakigo zajonca, a to bażanta, to zaś jako gyńś. Chwałek przoł takij jednej szwarnej dziołszce, co  jom mianowali Lynka. Dycki ji przinosiył nojbardzij masne konski z polowań. A że i łon sie Lynce podoboł, to tyż dostoł konsek chleba, a niykiedy i kołocza. 
            Chwałek był za smarkaty, coby go ksionże wzion do drużyny wojokow, ale pryndko sie skapnył, że synek dobrze zno kożdo polana i kożdo przikopa w lasach dookoła grodziska, toż broł go za kożdym razym, jak chcioł polować. A że fest to lubiył, to broł Chwałka ze sobom na kożdy gon. Chwałek za to fest se mioł to w zocy, że mu ksionże tak wierzył i za ksiyńciym skoczyłby w łogiyń.

środa, 7 lutego 2018

188. DWOROWANIE

                Drogi Dziadku!

                Jak tam, ucichły już u Was echa słynnych urodzin obchodzonych w naszych stronach? Głośno było, co nie? I wesoło! A torcik, jak Ci się podobał, Dziadku? Gustowny, prawda? Ha, ha! Takie to wesołe towarzystwo hasa sobie po okolicznych lasach i zabija czas na beztroskich zabawach, aż tu nagle – afera! Wyobraź sobie, Dziadku, że ktoś to wziął na poważnie… No przecież każde dziecko w tym kraju wie, że urodziny Hitlera są 20. kwietnia, a nie 13. maja! Prawdziwego nazisty żaden tam deszcz ze śniegiem nie odwiódłby od czczenia prawdziwej rocznicy. Przecież to ewidentnie tylko takie dworowanie…

                Tak sobie do tej pory myślałem, Dziadku, że też się w takim dworowaniu podszkolę i zamiast siedzieć z kolegami pod blokiem, politykiem zostanę.

piątek, 2 lutego 2018

187. ZADANIE DOMOWE

                Kochana Babciu!

               Przepraszam, że tak długo do Ciebie nie pisałam, ale mam teraz tyle zadań domowych, że ledwo nadążam tłumaczyć rodzicom, co było źle w poprzednich! Słyszałaś może kiedyś o „szoku czwartej klasy”? Ogólnie mówiąc, polega on na tym, że w czwartej klasie nagle okazuje się, że słodkie dzieciństwo sięgające czasów przedszkolnych dobiegło końca i pora brać się do roboty, co przejawia się zwiększeniem trudności, ilości poświęcanego czasu i częstotliwości zadań domowych, klasówek i sprawdzianów o jakieś 500% w stosunku do roku poprzedniego. Testy postępów w nauce stają się sprawdzianami, buźki, ptaszki i kwiatuszki zostają zmienione na stopnie, a te przekładają się na końcowe oceny, mające wyrazić w sześciostopniowej skali poziom pracy włożonej w zdobycie wiedzy przez ucznia. No i to może powodować ból głowy rodzica, a ból głowy rodzica nigdy nie przekłada się na uśmiech na twarzy potomstwa…

piątek, 12 stycznia 2018

186. POCHWAŁA NIENAWIŚCI


              Szanowny Obywatelu!

                Czy kiedykolwiek czułeś się gorszy? Czy nie możesz pozbyć się wrażenia, że ciągle jesteś oszukiwany? Czy brzydzisz się cudzych opinii? Czy otaczający Cię świat wydaje Ci się obcy i nieprzyjazny, a rządzące nim reguły skomplikowane i niesprawiedliwe? Czy masz poczucie, że wszystko jest w nim poukładane zupełnie inaczej, niż Ty byś chciał? Że rzeczywistość nie jest skrojona na Twoją miarę? Odnosisz czasem wrażenie, że stoi za tym ktoś, kto robi Ci to specjalnie? Że wszyscy Oni sprzymierzyli się właśnie przeciwko Tobie? Czy odczuwasz potrzebę naprawienia świata i znasz na to sposób?
Jeżeli na powyższe pytania odpowiedziałeś twierdząco, to znaczy, że nasza oferta jest skierowana właśnie do Ciebie!

sobota, 23 września 2017

185. BIAŁY KOT, CZARNY KOT


 
            Drogi Dziadku!


                Mamy problem z kotem. W dodatku z nie swoim. Ja wiem, jak to brzmi: sami mamy kota, a nie pasuje nam cudzy. Ale ja nie o polityce.
                Jeden z naszych kotów jest kocurem. Czarnym. Niektórzy uważają, że to stworzenie o piekielnym rodowodzie i na jego widok przezornie przechodzą na drugą stronę ulicy. Inni robią znak krzyża i rozglądają się za wodą święconą. Jeszcze inni rzucają kamieniami i gonią z pokrzykiwaniami ewidentnie odziedziczonymi po przodkach, do których nie chcą się przyznać.
                A nasz kocurek, czy to dzięki białej plamce w kształcie koloratki na szyi, czy też rzeczywiście za sprawą mocy piekielnych, od kiedy tylko pojawił się w naszym domu, od razu zdobył sobie sympatię wszystkich sąsiadów. No, mogło mu w tym też trochę pomóc to, że był jedynym kocurem na ulicy – do tej pory żyły tu sobie dwie niezaprzyjaźnione gromadki kotek.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

184. PIELĘGNACJA PRÓCHNICY

Kochana Babciu!

Bolą Cię czasem zęby? Tata mówi, że Twoje mogą boleć co najwyżej gryzionego. Moje czasem bolą mnie i wtedy muszę iść do dentysty. Można go nie lubić, unikać jak ognia, ale prędzej czy później każdy trafia na fotel, żeby pozwolić sobie zajrzeć w zęby. Bo leczenie domowymi sposobami może skończyć się źle.
A zęby mogą boleć z różnych powodów. Na przykład tatę bolą od oglądania, słuchania albo czytania wiadomości. Dlatego opowiedział mi ostatnio taką bajkę.

Dawno albo wcale nie tak dawno temu, za siedmioma smogami, za siedmioma wygaszonymi fabrykami, za siedmioma wyciętymi lasami była sobie gmina. Powiadają, że nazywała się Polanice. Polaniczanie, oprócz kościoła, remizy i karczmy przez pewien czas mieli u siebie dwóch dentystów. Pierwszy, umówmy się, że nazywał się Piszczyk, pochodził z rodziny, która praktyki stomatologiczne prowadziła od pokoleń, od pradziada, kowala Piszczyka począwszy. Drugi, niech mu będzie Poprawski, był synem kancelisty w miejscowym urzędzie gminy. Ojciec wysłał go w świat, żeby się kształcił w tym zawodzie. Kiedy młody absolwent wrócił do Polanic, wójt uznał, że chociaż w gminnym ośrodku zdrowia stary Piszczyk z przyuczonym synem leczą Polaniczan za pieniądze z funduszu zdrowia, to jednak szczęk w gminie do leczenia tyle, że i dla Poprawskiego roboty wystarczy. Zwłaszcza że próchnica, zbierała tu bogate żniwo i Polaniczanie w ogóle się do siebie nie uśmiechali.