poniedziałek, 24 kwietnia 2017

179. "CHIŃSZCZYZNA"?

          
      Drogi Dziadku!

                Słyszałeś kiedyś o terakotowych żołnierzach? O tej chińskiej armii glinianych żołnierzy potężnego cesarza? Jadą do nas! Oczywiście nie wszyscy, tylko 50, ale nie trzeba będzie jechać do Chin, bo Chiny przyjadą do nas! Mógłbyś powiedzieć, że nie ma się co podniecać, bo dzisiaj trudno kupić coś, co nie przyjechało do nas z Chin i miałbyś rację. Tylko że to, co przyjeżdża do sklepów zazwyczaj zostało wyprodukowane w ciągu ostatniego roku, a armia cesarza Qin Shi ma 2200 lat!
                Ostatnio dużo się mówi o tym, że Wielki Naród Polski bardzo chciałby się zaprzyjaźnić z Wielkim Narodem Chińskim. Tata mówi, że wynika to stąd, że Chińska Republika Ludowa odnosi liczne sukcesy gospodarcze i polityczne, a my też byśmy tak chcieli, dlatego będziemy się od nich uczyć. Podobno mamy pewne wspólne tradycje, wcale nie takie stare, i w ogóle więcej wspólnego, niż nam się wydaje.

czwartek, 23 marca 2017

178. A JEDNAK ŚMIERDZĄ...


              Kochana Babciu!

                Słyszałaś kiedyś, że pieniądze nie śmierdzą? Nie wierz w to. Śmierdzą, a jakże. Nie tylko dosłownie - zapach wysmarowanego ludzkim potem żelastwa nie należy przecież do najprzyjemniejszych - ale także w przenośni. Okazuje się, że są, zdaniem niektórych, prace, którymi rąk brudzić sobie nie warto. I nie chodzi wcale o jakieś historie mrożące krew w żyłach.
                Mieszkanie we własnym domu wiąże się z tym, że problemy techniczne trzeba rozwiązywać we własnym zakresie. W przeciwieństwie do spółdzielni mieszkaniowej, w której płaci się czynsz i za usuwanie większości awarii odpowiada spółdzielnia. W (do niedawna) naszej Najwspanialszej Spółdzielni, kiedy na przykład pękła rura, wystarczyło zadzwonić na telefon alarmowy i po jakimś bliżej nieokreślonym czasie pojawiał się ktoś, żeby zakręcić zawór. Potem, po jeszcze bardziej nieokreślonym czasie, pojawiała się ekipa, która z reguły usuwała awarię. W oczekiwaniu na usunięcie awarii można by nieraz umrzeć od odwodnienia albo pod ciężarem warstwy brudu, ale nie trzeba było szukać kogoś, kto by problem rozwiązał, należało tylko nękać bez ustanku panią A. albo wziąć głęboki oddech i wyjechać w tym czasie na urlop. A we własnym domu należy poradzić sobie samemu albo znaleźć fachowca…

czwartek, 16 marca 2017

177. BALLADA O WIEŃCZYSŁAWIE

                Drogi Dziadku!

                Niedawno znalazłem na szkolnym podwórku kawałek zwiniętego w kulkę papieru. Podniosłem, rozwinąłem, a tam taka historia:

                BALLADA O WIEŃCZYSŁAWIE

                To jest Wieńczysław. Wieńczysław jest Polakiem, ale równie dobrze mógłby pochodzić z jakiegokolwiek kraju, bo w każdym można znaleźć jemu podobnych. Wieńczysław nie czuje się szczęśliwy. Ale Wieńczysław już wie, kto jest temu winien.
Oprócz wielu zalet Wieńczysław uważa się za patriotę. Patriotyzm według Wieńczysława polega na wyznawaniu wiary w związek między narodowością a moralnością oraz w wyższość narodu polskiego nad innymi. Zdaniem Wieńczysława wyższość bierze się z uczciwości i przywiązania do „wartości chrześcijańskich”. Dlatego Wieńczysław za najlepsze uznaje tylko to, co polskie. Wszystko, co unieszczęśliwia Wieńczysława, niechybnie spoza Polski pochodzi.
                O wyjątkowej roli narodu polskiego na świecie Wieńczysław wie z polskich gazet oraz stacji telewizyjnych i radiowych. Wieńczysław jest bardzo wdzięczny ludziom, którzy „otworzyli mu oczy” i głosuje na nich w każdych wyborach. Wieńczysław gardzi tymi, którzy wolą czytać i słuchać treści z polskojęzycznych mediów sterowanych przez wrogie narody, mające kompleksy na punkcie wyjątkowości narodu polskiego. W każdą niedzielę i święto Wieńczysław chodzi z rodziną do kościoła i modli się o zbawienie dla prawdziwych Polaków i piekło dla wszystkich oszustów, złodziei i morderców, którzy z całą pewnością Polakami nie są.

wtorek, 28 lutego 2017

176. DOWCIPNISIE

                Kochana Babciu!

                Pytałam Cię już, czy masz poczucie humoru? Bo tata upiera się, że większe od Ciebie ma skrzynka z narzędziami. A podobno mądrzy ludzie poczucie humoru mają… Musieli je też mieć dawni mieszkańcy naszego miasta, którzy nadawali nazwy dzielnicom. Nie chodzi, oczywiście, o te wszystkie „-ice”, czy „-yce”, których pełno w całej Polsce. Nasi przodkowie chcieli być bardziej światowi i można by pomyśleć, że nazwy niektórym dzielnicom nadawali z atlasem geograficznym z IV klasy w ręku, żeby nie to, że każda z dzielnic wydaje się zupełnym przeciwieństwem pierwowzoru. Czyli głupi nie byli i co nieco o innych krajach wiedzieli.

piątek, 24 lutego 2017

175. HUSARIA W POKRZYWACH


              Drogi Dziadku!

                Już niedługo wiosna! Już nie mogę się doczekać, jak gdzieś w maju urosną te wszystkie pokrzywy i inne chaszcze i będę mógł wpaść między nie, żeby ścinać je jakimś orężem tradycyjnym, jak na słowiańskiego woja przystało! Jak Longinus Podbipięta tatarskie łby swoim Zerwikapturem. Albo jak Maćko z Bogdańca krzyżackie czerepy. Jak husaria Sobieskiego pod Wiedniem bisurmańskie turbany! Lubisz też tak czasem coś powycinać? Bo Twoim rówieśnikom nie przeszło od dzieciństwa i ostatnio sobie używają do woli…
                Jeszcze niedawno, żeby uzyskać zgodę na wycięcie drzewa, które np. groziło zawaleniem na dom właściciela posesji, trzeba było przedstawić więcej pozwoleń i dokumentów niż na certyfikat ISO – a i tak nie można było być pewnym, że się tę zgodę otrzyma. A za samowolne wycięcie groziła kara mogąca przewyższać wartość domu. Jako że było to prawo ustalone przez jedną władzę, którą zastąpiła zupełnie inna, teraz musi być całkowicie odwrotnie, bo gdyby było jakoś rozsądniej, tak pośrodku trochę, to by było za mało zauważalne. Tną więc wszyscy na potęgę.

piątek, 17 lutego 2017

174. DEMOLOPER WAY

                Kochana Babciu!

                Lubisz swoje miasto? Pewnie tak, skoro tak niechętnie z niego wyjeżdżasz. Ja swoje też lubię. A lubisz patrzeć jak się zmienia? Bo ja nie zawsze. Podobno każde miasto ma swój charakter. Różne charaktery mogą też mieć poszczególne dzielnice. Mogą np. wyglądać jak urocze stare miasteczko z niewysokimi domami o spadzistych dachach pokrytych czerwoną dachówką. Albo składać się z wysokich i szerokich kamienic z bogato zdobionymi fasadami, które przed 100 laty miały świadczyć o zamożności ich właścicieli. Mogą też przypominać ogród z postawionymi gdzieniegdzie domkami. A mogą wyglądać na pierwszy rzut oka jak płyta główna komputera z blokami i biurowcami podobnymi do urządzeń elektronicznych. Każdy rodzaj ma swoich zwolenników i wrogów. Do którego typu bliżej Twojemu miastu? Bo ja mam wątpliwości, co do mojego…

środa, 25 stycznia 2017

173. MI SIĘ PODOBA

                Drogi Dziadku!

                Co u Cię? Bo u mnie ferie. A jak ferie, wolne od szkoły, to się wyłanczam i odpoczywam: robię wszystko po najmniejszej linii oporu! Powiem Tobie: mi się to podoba! A że wyjątkowo w tym dwutysięcznym siedemnastym roku dopisało śniegiem, mogę ubrać ciepły swetr, wziąść sanki i pójść pozjeżdżać z górki. Podobno za to mamy taką fajną zimę, że ferie przypadły nam w innym okresie czasu niż w stolicy. Karkonoscy górale gadają, że jak w województwie mazowieckiem są ferie, to śniegu zawsze trzeba sztucznie naprodukować, bo innego nie ma, a ceny za pokoje są wtedy najtańsze, bo nikt na ten czas nie rezerwuje. Wydaje mnie się, że to jednak ktoś tak tylko złośliwie wymyślił, bo niby skąd chmury miałyby się znać na geografii – przecież do szkoły nie chodziły nawet przed reformą…