wtorek, 31 grudnia 2013

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!


Niech w nowym roku - 2014 - wzejdzie wszystko dobre, co zasiane wcześniej!
Niech znajdzie się w nim miejsce dla wszystkich planów, 
dla których za ciasny był stary rok!
Stare porażki niech okażą się nowymi sukcesami,
 a światła i radości witających Nowy Rok fajerwerków 
niech wystarczy na wszystkich  dwanaście miesięcy!


Dwie Słowie

piątek, 27 grudnia 2013

32. SZOPKA

Kochana Babciu!
               
                Święta się skończyły, ale tak nam się w tym roku kalendarz ustawił, że świętujemy dalej! Weekendy, Sylwestra, Nowy Rok i Trzech Króli – tak się rozłożyły, że, jak mówi tata, jeśli ktoś był przez cały rok grzeczny, to teraz może mieć przeszło dwa tygodnie wolnego! Szkoda tylko, że nie ma śniegu, bo ja go nigdy na Boże Narodzenie nie widziałam. Jedyne święta ze śniegiem, jakie znam, to Wielkanoc.


                Ale i tak wolę Boże Narodzenie, bo jest bardziej dziecięce. W tym roku poszliśmy na pasterkę! Ale tam była szopka! Najbardziej podobały mi się bydlęta, które klękały przed Dzieciątkiem. Stajenka i figury Marii z Józefem też były ładne, a Trzej Królowie mieli nawet wielbłądy! Ale najciekawsi byli pastuszkowie. Nie tylko figury ze stajenki, ale i ci, którzy tak jak ja przyszli do kościoła, bo przecież można nas tak nazwać, skoro przyszliśmy na pasterkę, prawda, Babciu?
                Kościół był pełny ludzi, wszyscy odświętnie ubrani i wyperfumowani, żeby sobie Jezusek nie pomyślał, że brudasy jakieś przyszły Go przywitać. Eleganccy panowie pod krawatami, a niektóre panie w futrach – kilka razy nawet powstało zamieszanie, bo trzeba było te panie wynosić na świeże powietrze, kiedy zemdlały od gorąca. Zastanawiałam się, dlaczego tak się ciepło ubrały, skoro nie było zimno, ale mama mówi, że dla tych pań musiało być bardzo ważne, żeby się w tych właśnie strojach pokazać na pasterce. Pewnie dlatego, że prawdziwi pasterze też chodzili w skórach. Mam nadzieję, że Dzieciątko to doceni, bo te panie strasznie musiały cierpieć.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

31. WESOŁYCH ŚWIĄT!

Kochana Babciu!
               
                Z okazji Bożego Narodzenia chciałam Ci życzyć Wesołych Świąt, tak, jak wszyscy sobie nawzajem życzą, ale pomyślałam sobie, że Tobie powinnam napisać coś od siebie. Najpierw wyobraziłam sobie, że najlepiej by było, życzyć Ci spełnienia  marzeń, ale mama mówi, że jest taka chińska klątwa: „oby spełniły się wszystkie Twoje życzenia”. No i tata stwierdził, że pewnie nie wyszedłby na tym najlepiej.
                Dlatego zaczęłam się trochę zastanawiać, na czym ma polegać wesołość Świąt. Na pewno w telewizji będą znów te same komedie, co każdego roku, może kogoś to ucieszy. W talent show może uda się żiri  w zabawny sposób kogoś skrytykować. Albo kiedy spotkają się całe rodziny i zaczną wspominać najzabawniejsze familijne historie, też będzie wesoło. I tak mi wyszło, że każdego ucieszy coś innego.
                I wtedy przypomniałam sobie, że przecież to jest Boże Narodzenie! Czas, kiedy świętujemy przyjście długo oczekiwanego Dzieciątka, które ma naprawić nasz świat! I z tego, co widzę każdego roku, to na ten jeden dzień to się nawet trochę udaje! Może to dlatego, że każdy chciałby Mu się pokazać z jak najlepszej strony? Nie wiem, ale kiedy widzę, jak uśmiechają się do siebie nawet sąsiadki, które codziennie się kłócą, to znów zaczynam wierzyć, że w Wigilię zwierzęta naprawdę mogą przemówić ludzkim głosem. W ten jeden dzień w roku każdy chce mieć swój wkład w to naprawianie świata i zaczyna od siebie.
                Skoro tak, to chyba najlepsze czego mogłabym życzyć, nie tylko Tobie, Babciu, ale wszystkim, którzy chcieliby poczuć się adresatami tego listu, to żeby jak najwięcej z tej wigilijnej atmosfery zostało na cały rok. Żeby każdy spojrzał na świat w taki sposób, w jaki chciałby go pokazać Dzieciątku, żeby chciało na nim zostać.

Wesołych Świąt!

 J. z rodziną


piątek, 20 grudnia 2013

30. GORĄCZKA GRUDNIOWEJ NOCY

Szanowny Kliencie!

               
                Kiedy już przeanalizujesz gazetki wszystkich sklepów w okolicy, żeby wybrać towary, za pomocą których uszczęśliwisz w te Święta siebie i swoją rodzinę, kiedy sporządzisz listy zakupowe i zaplanujesz trasę przejazdu przez wszystkie punkty handlowe, uwzględniając (albo nie) przedświąteczne korki, kiedy uzbroisz się w portfel wypchany bonami, którymi obdarował Cię pracodawca, żebyś chociaż przez chwilę mówił o nim bez niechęci  – przed wyjściem z domu wypij herbatkę z melisą, podobno działa uspokajająco.

                Skoro na ulicach i parkingach pełno jest samochodów, to znaczy, że nie jesteś jedynym, który obchodzi w tym kraju Boże Narodzenie. Co gorsza, istnieje duże prawdopodobieństwo, że większość rodaków będzie spędzała Święta w podobny sposób jak Ty. Nie wiń ich o to.
                Kiedy już znajdziesz miejsce parkingowe i uda Ci się przeżyć drogę przez parking, między samochodami, których kierowcy powinni trafić do Ciebie na naukę i zmrużysz oczy oślepiony blaskiem świetlnych choinek, gwiazdek, dzwonków i aniołków, nie zapomnij się zachwycić – to dla Ciebie są tutaj!

wtorek, 17 grudnia 2013

29. LIST DO P.


Szanowny Panie P.


Jest dla mnie bardzo ważne napisanie tego listu w odpowiedzi na Pańskie niefortunne uwagi  na temat pewnego dziecka z łoża o rzekomo kwestionowanej reputacji.
Rozumiem, że emocje wywołane decyzją sędziów Sądu Najwyższego, którzy uznali, że twierdzenie o istnieniu narodu śląskiego godzi w polską rację stanu, może wywoływać gęsią skórkę i kojarzyć się z niechlubnymi epizodami z dziejów mniej lub bardziej Miłościwie Nam Panującej Rzeczypospolitej, ale odwoływanie się do słów patrona niezdrowych koktajli jest pogłosem tej samej autorytarnej czkawki, co rzeczony wyrok. Chyba nie o takie wkur..nie chodziło Panu Kutzowi. Jako Ślązak od pokoleń, czuję się obywatelem tego kraju, którego język wyewoluował m.in. z naszej gwary i określanie go mianem „bękarta” bije również w moją godność, więc nie mogę pozostać wobec takiej obelgi obojętny. Człowiek z Pańskim wykształceniem, zdobytym, jak mniemam, za własne, a nie „bękarcie” pieniądze, z pewnością wie, że, jako Ślązacy, jesteśmy ostatnimi spadkobiercami dziedzictwa kulturowego, które jeszcze 100 lat temu sięgało Nysy Łużyckiej i było dziełem wieków pracy kilku wielkich narodów spotykających się w tej części Europy. W języku jednego z nich myślę i się wypowiadam, więc do niego mi najbliżej, ale osobiście nie widzę powodu, żeby którykolwiek z tych narodów gloryfikować ani któremukolwiek ubliżać, skoro każdemu coś zawdzięczamy i każdemu mamy coś do zarzucenia. Wiele moglibyśmy mieć dzisiaj do zaoferowania światu, gdybyśmy umieli oprzeć na tym dziedzictwie naszą tożsamość, a nie budowali nowej, w opozycji do kogokolwiek. Czy do tego potrzeba nam błogosławieństwa urzędników?

wtorek, 10 grudnia 2013

28. WIELKIE UMOWNE D

Czyli "Demoniczna" historia o tym, gdzie Operator ma klienta, kiedy klient nie przeanalizuje cyrografu...
Ku przestrodze.

                Prolog

                Lipiec 2013

                Potrzebny był mi komputer i mobilny internet. Po zebraniu danych, analizie i porównaniu ofert zdecydowałem się skorzystać z promocji mojego dotychczasowego Operatora, chociaż, odkąd przestał być, na potrzeby tej historii nazwijmy go Epoką, a stał się, niech będzie umownie D-phonem, miałem wrażenie, że pewna epoka dobiegła końca…
                Przyszedłem do salonu: za biurkiem siedziała Niebieskooka i orlim wzrokiem wpatrywała się w monitor, ale zostałem zauważony. Świetny początek! Zapytałem o ofertę ze strony WWW Operatora: laptop, internet, antywirus i MS Office. Oczywiście, była dostępna.
- Czy trzymiesięczny darmowy abonament za internet dla stałych klientów też mi się należy, jeśli do tej pory korzystałem tylko z telefonu w waszej sieci?
Niebieskooka potwierdziła pomrukiem i miną pt. „Wiem, co mówię!”, nie spuszczając wzroku z monitora. Świetnie, zdecydowałem się. Umówiłem się na kolejną wizytę po odbiór akcesoriów i podpisanie umowy.
                Kilka dni później czekały na mnie komputer, modem i umowa. W umowie znalazły się kody promocji i wysokości opłat, bez szczegółów oferty. Okazało się, że trzy miesiące darmowego abonamentu nie dla mnie – Niebieskooka zdziwiła się, że nie wiedziałem… Cóż, oferta nadal mi się opłacała, więc przełknąłem to z kwaśną miną, żałując, że nie skorzystałem z Biura Obsługi nagrywającego rozmowy. Zapytałem o antywirusa i MS Office. Dowiedziałem się, że powinny być zainstalowane w komputerze. Dopełniłem formalności i wyszedłem. W domu okazało się, że nie mam ani antywirusa, ani Office’a…
                Następnego dnia musiałem wyjechać na ponad dwa tygodnie.

piątek, 6 grudnia 2013

27. MIKOŁAJ DO REKLAMACJI

Szanowny Panie Mikołaju Święty!

               

                Ja wiem, że jestem już za duża, żeby w Pana wierzyć, ale skoro po wpisaniu w wyszukiwarkę pojawia się tyle Pańskich adresów, to znaczy, że gdzieś naprawdę musi Pan być! Piszę do Pana Mikołaja, bo myślę, że powinien Święty wiedzieć, że tu się próbuje Pana na prawo i lewo podrabiać! Proszę Szanownego Świętego, żeby zaprzągł czym prędzej te swoje renifery, wsiadł w sanie i przyleciał tu jak najszybciej zrobić porządek!
                Od początku grudnia do samych Świąt snują się po mieście takie mikołaje-podróby, jak Barbie z chińskiego centrum handlowego: z watą zamiast brody, z czarnymi włosami, bez wielkiego brzucha, w chińskich adidasach i szmacianym stroju, z którego sypią się czerwone paprochy, na t-shircie z wilkiem wyjącym do księżyca! Kiedyś byliśmy z rodzicami w galerii handlowej i był tam taki mikołaj, że jak dzieci schodziły mu z kolan, to kręciło im się w głowie od jego oddechu. Tata powiedział, że to pewnie po barbórce. Wtedy się dziwiłam, co Mikołajowi do barbórki, ale teraz wiem, że to był ten podrabiany Święty.

piątek, 29 listopada 2013

26. CIAPTAK ATAKUJE!

Kochana Babciu!
               
                Tym razem piszę do Ciebie w bardzo trudnej sprawie. Stało się u nas coś strasznego: u K. w przedszkolu mają gelender, czy coś takiego! Czy Ty wiesz co to może być? Bo ja nie wiem. Ale wczoraj byli u nas ciocia i wujek C. i jestem przerażona!
                Najpierw się zmartwiłam, że przyszli bez A. i W., bo bardzo lubię się z nimi bawić. Potem poprosili mnie, żebym poszła do swojego pokoju i zamknęli drzwi. Tutaj muszę Ci się przyznać do czegoś brzydkiego: podsłuchałam ich rozmowę… Nie wszystko dokładnie słyszałam przez drzwi, ale przecież bez tego nie wiedziałabym, co się dzieje i nie mogłabym Ci opowiedzieć! A to bardzo straszne!

sobota, 23 listopada 2013

25. WINDA NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI - NOWA NADZIEJA


Od: "Członek Spółdzielni" <poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 15:42 Poniedziałek 2013-11-18
Temat: Odnawianie windy.


              
  Szanowna Pani A.

                Z prawdziwym niedowierzaniem zobaczyłem  nowe przyciski przy drzwiach naszej windy! Chciałbym z całego serca złożyć najgorętsze podziękowania i pogratulować gustu: błyszczący inox pięknie kontrastuje z kamuflażem odrapanego brązu a la późny Jaruzelski! Mam nadzieję, że ten promyk XXI wieku, który przebił się przez mrok panujący w naszej Spółdzielni, pozwoli z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nawet, jeżeli wymieniona część była ostatnią, która w tym urządzeniu jeszcze działała.

niedziela, 17 listopada 2013

24. WSZYSTKIE ŚWIATŁA NA TATĘ!

Kotek  (09:05)
I jak?

Misiek  (09:11)
Żyjemy.

Kotek  (09:13)
Kochanie! Pytam poważnie, wszystko w porządku?

Misiek  (09:25)
Co miałoby nie być w porządku?

Kotek  (09:27)
Kochanie, martwię się o Bąbelka!
Pierwszy raz zostajesz sam w domu na cały dzień
 z 3-miesięcznym dzieckiem!
Radzicie sobie?

Misiek  (09:40)
Wydawało mi się, że masz ważną konferencję? Nie przerywaj sobie.

Kotek  (09:41)
Bo mam! I nie mogę wysiedzieć, bo nie wiem, co się u Was dzieje, za to muszę słuchać jakiejś durnej prezentacji na temat wyników sprzedaży maści na porost włosów i strategii marketingowej na najbliższe stulecie!

czwartek, 14 listopada 2013

23. LIST DO N.

 […]
Nie będziemy się troszczyć o daleką przyszłość.
Postaramy się o to, żeby działo się jak najlepiej.
Im gorliwiej się postaramy, tym więcej zepsujemy
I tym gorzej wszystko powikłamy, aż wreszcie się pogrążymy
Na samo dno zamętu. Wtedy się zatrzymamy.
Konstandinos Kawafis Zstąpienie bogów, przeł. Z. Kubiak, 
za Jacek Dukaj, Crux

Szanowny N.
               
             W pierwszym odruchu użyłbym słów wyrażających obrzydzenie i odrazę. Ale kiedy próbuję przemyśleć to spokojnie, dochodzę do wniosku, że to nie tylko Twoja wina. Całe lata zaniedbań, cynizmu, kłamstw, manipulowania i lekceważenia przez kolejne władze i opozycje musiało przynieść takie efekty. Ale może jeszcze nie wszystko stracone? Kiedy czytam albo słyszę Twoje argumenty, utwierdzam się w przekonaniu, że światem rządzą tylko dwie emocje: miłość i strach. Obie są ludzkie. Wszystkie inne od nich pochodzą. Jeśli wierzysz, że Bóg dał Ci wolną wolę (a lubisz się na Niego powoływać), musisz unieść świadomość, że to Ty sam wybierasz między nimi. Ktokolwiek nie szeptałby Ci do ucha.

niedziela, 10 listopada 2013

22. ŚNIĘTO PAŃSTWOWE

Daremne żale, próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.

Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu; 
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

Wy nie cofniecie życia fal, 
Nic skargi nie pomogą.
Bezsilne gniewy, próżny żal!
 Świat pójdzie swoją drogą.

Adam Asnyk 1877


Kochana Babciu!
               
                Znowu listopad i znowu te wszystkie smutne święta! Najpierw 1. listopada – wiadomo, Wszystkich Świętych, pamięć, zaduma, refleksja – zrozumiałe. Ale dziesięć dni później znowu jest to samo święto, już nie kościelne, tylko państwowe – i tego już nie mogę zrozumieć. Inaczej się nazywa – Dzień Niepodległości,  ale znowu odbywają się uroczystości na cmentarzach, tylko już nie ma takich korków w ich okolicach. Za to wszyscy mają wolne i jeśli nie chcą się grupowo i patriotycznie smucić, to mogą liście w ogrodzie posprzątać. Gorzej, jeśli trafi się pochmurna i deszczowa pogoda. Wtedy narodowe dołowanie przed telewizorami mamy murowane! Babciu, to w końcu dobrze, że mamy tę niepodległość, czy nie?

środa, 6 listopada 2013

21. ODCIENIE

„W domu mówią tylko tym językiem, modlą się w nim a jeżeli w towarzystwie chcą być wesołymi zamienia się rozmowa prowadzona dotychczas w języku niemieckim wnet na takąż prowadzoną łatwiejszym dla nich języku polskim. Charakterystycznym zdaję się być pod tym względem pewien rys, który dlatego też tu zamieszczam, chociaż raczej należałby do notatek jakiegoś rękopisu w archiwum. – W Rybniku bowiem gromadzą się od przeszło 30 lat znakomici obywatele miasta, po większej części członkowie magistratu i tacy , którzy nimi byli, w pewnym lokalu, ażeby tam sobie zagrać w karty mianowicie w ulubioną grę solo. – Ponieważ są tam także obecni niemcy, mówi się z początku tylko po niemiecku. Skoro się jednak gra ożywi i jakiś nieszczęśliwiec, zapowiedziawszy słabą grę, jedną bitkę po drugiej przegrywa, powstanie przy każdym biciu głośna radość. <<Momy go, momy go>> słychać wszędzie i polski język zwycięża. Towarzystwo tych graczy nazywają inni żartobliwie towarzystwem momegów” (pisownia oryginalna)[1]

           
                        Szanowny Panie Arturze,

Niech mi niy majom za złe, że Im wiekuisty spoczynek przerywom, ale chciołbych, żeby tyn briyf trefiył do Ponboczka zamiast rzykanio, a żywi niech se z niego weznom do sia, co bydom chcieć.
            Taki teraz czas jesiynny, kiedy liście na stromach majom tela kolorów i odciyni, że się sztyjc niy umia nadziwić, żech se nigdy pryndzyj niy doł pozór, że ich tela jest, chocioż co roku sie tak miyniom. Pan Artur tyż na pewno je widzieli. Bo chocioż zdjyncia wtedy były yno czorno – biołe, abo właśnie skiyrz tego, Pan wiedzieli, że nawet szarość może mieć setki odciyni.

piątek, 25 października 2013

20. octROWer fest!

Kochana Babciu!
               
                Trafiły nam się tej jesieni jakieś takie letnie dni: słoneczko grzeje, niebo błękitne, tylko poranki wymagają ciepłego ubrania – i dobrze, bo na co byśmy narzekali? Korzystając z pogody wsiedliśmy całą rodziną na rowery i hejże, na wyprawę! W naszym wesołym mieście mamy mnóstwo ścieżek rowerowych – grzechem byłoby  z nich nie korzystać! Mój rowerek jest niewielki, za to w taki różowy dżez, jak śpiewa pan w radio. Muszę się dużo na nim napedałować, żeby przejechać tyle, co rodzice na swoich olbrzymach. Ale spokojnie, beze mnie nie pojadą! Tylko M. stroi głupie miny i mnie pogania – też bym była taka mądra w foteliku na taty rowerze!
                Najpierw jedziemy ścieżką – chodnikiem. Wypasiona dróżka! Falująca: góra, dół, góra, dół, chodnik, wjazd, chodnik, wjazd – super! Jak w wesołym miasteczku! Potem przejeżdżamy przez miasto – na szczęście znamy drogę, bo gdybyśmy chcieli szukać szlaku, mielibyśmy kolejną atrakcję: podchody. Podobno jazda na rowerze pomaga schudnąć,  bo częścią jazdy przez miasto jest aerobik: wsiąść, zejść, wsiąść, zejść. A to światła, a to rondo, to znów skrzyżowanie - mama twierdzi, że to jej poprawia figurę. Nasze miejskie ścieżki! Gdy pojedziesz nimi pierwszy raz, zaskoczą Cię na pewno! To taki zaplanowany dreszczyk. 

niedziela, 20 października 2013

19. AKUSTYCZNIE

Kochana Babciu!
               
Czy słyszałaś kiedyś takie słowo: anplakt? Mama bardzo lubi koncerty anplakt. Po polsku to znaczy „bez prądu”, a jeśli dotyczy koncertu – „akustycznie”. Mama mówi, że podczas takich występów okazuje się, kto naprawdę potrafi dobrze grać, a kto nie, bo prąd pomaga ukryć różne niedociągnięcia. Dlaczego Ci o tym piszę? Bo my mieliśmy niedawno poranek anplakt!
Rano obudziło mnie wielkie bum, a potem głos taty warczącego pod nosem jakieś brzydkie wyrazy. Otworzyłam oczy: ciemno. Popatrzyłam w okno: mokro i ciemno. Spróbowałam włączyć lampkę: pstryk – ciemno. Znowu pstryk, znowu ciemno… To się raczej rzadko zdarza, a z samego rana chyba po raz pierwszy – nie mamy prądu! To stąd ten hałas - rowerek K. został wczoraj w przedpokoju, tata zauważył pierwszy…

piątek, 18 października 2013

18. BALKONOWISKO

Kochana Babciu!
               

Coraz częściej trafiają się deszczowe, ciemne, jesienne dni, ale nam one niestraszne. Dzięki balkonom! W szary i mokry dzień, kiedy siedzi się w domu i nawet psa szkoda na dwór wypuścić (dlatego wyprowadza go tata) lubię usiąść przy drzwiach balkonowych i podziwiać tę paletę barw. Od razu robi mi się weselej! A jest co podziwiać, bo nasz blok jest jednym z kilku ustawionych w podkowę, więc jest kolorowo jak w sklepie z guzikami! A zamiast guzików są talerze. Setki białych albo szarych anten do podglądania kolorowego świata. Można by je liczyć, kiedy nie można zasnąć.

Kiedy tak oglądam tę naszą podkowę, lubię sobie wyobrażać, że każdy właściciel mieszkania mówi światu coś o sobie, dobierając wystrój balkonu. To tak, jak z ubraniem. Na przykład balkon w kolorze świeżych wiosennych listków z suszącymi się pieluchami należy do młodych rodziców i ich dzieci - oni są weseli i pogodni. Błękitny z wentylatorem z klimatyzacji jest zawsze pusty – tam mieszka ktoś, kto lubi chłód. Balkon w kolorze jasnobrązowym, jak piwo, należy do rodziny, którą często słychać na całym podwórku. Rodzice wtedy zamykają okna, bo mówią, że ci sąsiedzi rzucają mięsem i mama z tatą pewnie się boją, że dostanę jakimś schabem. Nie wiem, z jakiej książki kucharskiej ci sąsiedzi korzystają, bo mama zawsze mięso kroi albo tłucze specjalnym młotkiem, a podrzuca tylko naleśniki na patelni.

niedziela, 13 października 2013

17. WESOŁY AUTOBUS [A.D. 1997]

W autobusie, w dzień targowy
Istne jest urwanie głowy:
www.listyprowincjonalne.blogspt.comOd przystanku do przystanku
Lud się ściska bez ustanku.
Pchają wszyscy się do środka:
Kuzyn, wujek, babcia, ciotka.
Pod nogami, nad nogami,
Wspomagając się rękami,
Upychają się jak śledzie,
Bo do miasta każdy jedzie!

Na siedzeniu matki z dzieckiem
Siadła sobie gwiazda z pieskiem,
Dwaj rozsiedli się młodzieńcy,
Starowinka obok klęczy.
W tyle siedzi Zimny Bolek,
Jęczy, śmierdzi alkoholem.
Wszyscy klną na czym świat stoi,
Panny też, choć nie przystoi.

czwartek, 10 października 2013

16. KOMUNIKEJSZYN BREJKDAŁN

Kochana Babciu!
               

Babciu, czytałaś o naszym mieście w gazetach? Bo głośno  o tym w całej Polsce, że będzie można u nas jeździć autobusami dużo taniej. Jeszcze nie za darmo, jak u sąsiadów, ale zawsze to taniej! Nasi urzędnicy nie przestają nas zaskakiwać!  Kto obieca, że zacznie jeździć autobusem zamiast swoim samochodem, będzie mógł kupić bilet (uwaga, trudne słowo) „zrównoważony”. Jeszcze nie wiadomo, od kiedy one będą i póki co trzeba będzie korzystać z „niezrównoważonych”.

niedziela, 6 października 2013

15. SMOK IN THE FOG

Kochana Babciu!
               

Właśnie siedzę w domu, bo byłam z mamą u pani Doktor. Tam dowiedziałam się, że to co mi jest, nazywa się infekcją dróg oddechowych. Organizm wyrzuca z płuc różne śmieci, które się w nim zbierają i dlatego kaszlę, aż mnie mdli. Do szkoły mogę chodzić, bo wszystkie dzieci to mają, więc i tak nikogo bym nie zaraziła. Ale dzisiaj nie poszłam, bo po wyjściu z przychodni było za późno, więc opowiem Ci bajkę.

Widziałaś kiedyś, Babciu, świąteczną pocztówkę z domkiem przysypanym białym puchem? Dookoła domku rozjaśniona śniegiem noc i trzaskający mróz, na niebie skrzą się gwiazdy, a z komina spokojną strużką unosi się dymek, który świadczy o tym, że za rozświetlonym okienkiem jest cieplutko i przytulnie. Słodziutkie, prawda? Na niektórych kartkach można zobaczyć całą wioskę takich domków i też wyglądają uroczo. 
Wyobraź sobie teraz, że tych domków jest kilka tysięcy, a z każdego komina sączy się dymek. Coś się zmieniło na obrazku, prawda? Tak, gwiazdy zasłonił czarny welon, a śnieg nie rozjaśnia już nocy, bo jest szarobury. Wioska stała się miastem.

czwartek, 3 października 2013

14. OBYWATEL POD CHMURKĄ

Kochana Babciu!
               
                Muszę Ci się pochwalić, w jakim wspaniałym mieście żyjemy i jaką mamy dojrzałą demokrację. Jak jabłka jesienią! Otóż nasi urzędnicy są tak wspaniałomyślni, że pomyśleli sobie, że mieszkańcy miasta, czyli obywatele, też mogą coś uchwalić. Wyobrażasz sobie? Nie ustalą w tym roku sami, na co będą wydane pieniążki z miejskiego skarbca, ale każdej dzielnicy przyznali określoną kwotę i zapytali obywateli, na co chcieliby ją wydać. I to nawet nie tak, jak w niektórych teleturniejach, żeby wybrać właściwą odpowiedź. Nie, można było nawet własne pomysły zgłaszać! To się nazywa „projekty obywatelskie”. „Obywatelskie”, bo przygotowane bez urzędników. „Projekt”, czyli taki pomysł, który zostanie wcielony w życie albo nie. Oczywiście, potem urzędnicy sprawdzili jeszcze te zgłoszone propozycje, czy nie są z kosmosu, jak mówi mama. Bo przecież Mars nie leży w granicach naszego miasta!

niedziela, 29 września 2013

13. NA DZIEŃ CHŁOPCA

Chłopaki!

Z okazji Dnia Chłopca składam życzenia wszystkim chłopcom: tym w sensie ścisłym oraz tym „wiecznym”, bez względu na wiek.



W garniturach, mundurkach, kombinezonach czy różowych sweterkach z gruszką. Pracującym na ziemi, pod ziemią, na wodzie i w powietrzu. Biednym, średnio zamożnym i bogatym. Niestrudzonym żołnierzom najpotężniejszych armii we wszechświecie podwórek, urzędów, fabryk i biur. Zapracowanym przy łopatach, za sterami, za kierownicami, przy klawiaturach i przy joystickach. Mecenasom, sponsorom i kasjerom od kieszonkowego. Z paznokciami wypielęgnowanymi, obgryzionymi czy czarnymi od smaru.
Tym, którzy dają z siebie wszystko.

czwartek, 26 września 2013

12. CHŁÓD I ZGRZYTANIE ZĘBÓW

Kochana Babciu!
               

Wrzesień w tym roku jest u nas wyjątkowo brzydki, chociaż wszyscy zapowiadali, że będzie najcieplejszy w historii. Tata mówi, że to się nazywa zaklinanie. Opowiadał mi, jak to kiedyś w każdej wiosce był taki czarownik, który nazywał się Szaman i on zaklinał pogodę. Jak mieszkańcom dokuczała susza, to szło się do Szamana, mówiło mu: „Szamanie, potrzebujemy deszczu. Pozaklinałbyś trochę, co?”. A Szaman na to: „Mieszkańcy wioski, takie wtrącanie się w wolę bogów wymaga odpowiedniej ofiary!”. Mieszkańcy zaczynali wtedy zgrzytać zębami, a Szaman chował się w swoim namiocie, niby obrażony, ale tak naprawdę to ze strachu, żeby sam miał czym zgrzytać, gdyby kiedyś potrzebował. I tak nikt mu nic nie mógł zrobić, bo tylko on jeden w całej wiosce znał się na zaklinaniu pogody.

niedziela, 22 września 2013

11. MATEMATYCZNE SZANSE


Misiek  (10:47)
Kochanie, jesteś?
  

Kotek  (10:50)
Pracuję!
 

Misiek  (10:51)
Dobrze, już dobrze! Chciałem tylko o coś zapytać…

Kotek  (10:53)
No, to pytaj…

Misiek  (10:55)
Nie, no… Jak nie masz humoru to nawet nie pytam…

Kotek  (10:59)
No, pytaj!!!

Misiek  (11:00)
Za trzy tygodnie jest mecz i chcielibyśmy z kumplami pójść do knajpy, żeby pokibicować. Tylko że to piątek i mógłbym nie zdążyć z treningu dzieci, dlatego chciałem zapytać, Kochanie, czy masz na ten dzień jakieś plany?...

Kotek  (11:05)
Jeszcze nie wiem…
A co to za mecz?

Misiek  (11:08)
Nasza reprezentacja w piłce nożnej gra o awans do finałów Mistrzostw Świata.

Kotek  (11:10)
Myślałam, że Euro się już skończyło, a tu o finały będą grać, ho, ho, ho!

czwartek, 19 września 2013

10. DRUGI MUSZKIETER

Kochana Babciu!
               

Tak jak obiecałam, piszę do Ciebie po Wielkim Koncercie, który odbył się w sobotę.  Wszyscy teraz mówią o naszym mieście i się zachwycają! Bo chociaż pogoda była brzydka i padał deszcz, to po występie wszyscy byli zadowoleni.
                Skoro już zaczęłam o deszczu: nie wierz temu, co mówią o pogodzie w radiu, telewizji albo w Internecie! I nie chodzi nawet o prognozy, bo mama mówi, że je górale przygotowują, a oni mają do nas daleko. Zazwyczaj kiedy słyszę o słońcu w całej Polsce – u nas pada deszcz. Kiedy w całej Polsce pada – u nas świeci słońce. Tata mówi, że tutaj kiedyś był inny kraj niż Polska, ale to było tak dawno, że lunatycy, czyli naukowcy od pogody, powinni mieć już zmienione mapy. Mama mówi, że to może wynikać z oszczędności i dlatego niekiedy pokazywana jest pogoda z poprzednich lat. Jeśli się sprawdzi, to wszyscy są zadowoleni, a jak się nie sprawdzi, to i tak nikt się nie przejmuje. Tylko ja się czasami zastanawiam, czy wszystko ze mną w porządku, kiedy Internet pokazuje mi, że u mnie akurat jest ciepło i bezchmurne niebo, a ja od trzech dni oglądam spod czapki tylko szare chmury.
                W dniu koncertu lunatycy nie oszczędzali i było tak, jak pokazywał Internet: zimno i mokro. Ale zrobiło się cieplej, kiedy wystąpił ten miły starszy pan w kolorowych marynarkach. Mama mówi, że ten pan, śpiewał kiedyś z dwoma innymi piosenkę o trzech muszkieterach. Jeden z tych pozostałych też już u nas był, więc został tylko ten trzeci i jak on jeszcze u nas wystąpi, to będziemy mogli powiedzieć, że byli u nas trzej muszkieterowie! Jak w Paryżu!

niedziela, 15 września 2013

9. NIŻ

Kochana Babciu!
               
                Dopiero co wysłałam do Ciebie jeden list, ale mam teraz czas, żeby znowu do Ciebie napisać , bo rok szkolny nie zaczął się jeszcze na dobre, a do tego ciągle pada deszcz, bo przyszedł niż i nie ma po co iść na dwór. I zadań domowych nie muszę jeszcze robić. To znaczy nie musimy. Z rodzicami, bo sama nie dałabym rady. Jedno takie zadanie to nawet musiała kiedyś rozwiązać koleżanka mamy, która pracuje na uniwersytecie, bo rodzice nie umieli. Większość klasy zapomniała wtedy zeszytu. Już niedługo pewnie znów tak będzie i chociaż trochę nudziłam się w czasie wakacji w domu, to już zaczynam za nimi tęsknić.
Podobno do szkół też przyszedł niż. Tata mówi, że to dlatego, że bociany odleciały i jest teraz mniej dzieci. Z powodu niżu niektórzy nauczyciele okazali się niepotrzebni. Mieliśmy taką fajną panią od polskiego, która puszczała nam dużo śpiewanych wierszyków, bajek i filmów o autorach. Zawsze lubiliśmy Panią i jej lekcje, ale za krótko pracowała w naszej szkole i teraz mamy polski z Panią z biblioteki, która sama czyta nam wierszyki i opowiada i to już nie jest takie ciekawe. Ostatnio prawie zasnęłam na lekcji, ale to pewnie przez ten niż. Pani z biblioteki pracuje od lat i okazała się bardziej potrzebna od naszej Pani.

wtorek, 10 września 2013

8. CZEKAJĄC NA...

Kochana Babciu!

                Właśnie wróciłam do szkoły po wakacjach, dzisiaj miałam pierwsze lekcje, a teraz siedzę na świetlicy i czekam aż przyjedzie po mnie tatuś, żeby mnie odebrać. W naszym mieście w najlepsze trwają właśnie „naprawy nawierzchni”, dlatego tata się spóźni, a ja mogę spokojnie do Ciebie napisać. Czy u Ciebie też remonty dróg zaczynają się w połowie albo pod koniec wakacji? Bo u nas często. Tata mówi, że urzędnicy planują tak po to, żeby wszyscy zwrócili uwagę, że się te drogi naprawia. Bo gdyby drogi zostały naprawione w czasie, kiedy wszyscy są na wakacjach, to po powrocie kierowcy mogliby nie zauważyć, że dziur jest mniej. A jak się postoi kilka godzin w korku przez całe miasto, to łatwiej zapada w pamięć, że przecież w naszym mieście dba się o drogi. Pierwszy dzień roku szkolnego idealnie się do tego nadaje! Co roku całe miasto zakorkowane, nawet bez remontów, więc można sobie spokojnie pooglądać, jak się miasto rozwija.
Pamiętasz, jak wiosną pisałam Ci, jakie fajne drogi nam robią? Tamte już skończyli. Naprawdę ładnie je zrobili. Niektórym się nawet wydaje, że są na autostradzie, bo w niektórych miejscach są dwa pasy i tak szybko tam jeżdżą, że robi się niebezpiecznie. Ale teraz do naszego miasta prawie ze wszystkich stron wjeżdża się nowymi drogami i nie musimy się wstydzić. Mama mówiła, że kiedy taka nowa droga jest gotowa, to robi się uroczystość, na której ktoś ważny przecina wielkimi nożyczkami wielką czerwoną wstęgę. Jak na prezencie. Przyjeżdżają wtedy dziennikarze z kamerami, aparatami i mikrofonami i ten ktoś ważny jest szczęśliwy i dużo się uśmiecha. U nas tym razem nie było uroczystości, bo kilka dni przed oddaniem jednej drogi jakiś urzędnik skręcił nogę na dziurze w nowym chodniku, kiedy pojechał zobaczyć, czy już wszystko gotowe. Chodnik został naprawiony, ale uroczystość mogliby jeszcze zepsuć przedsiębiorcy, którzy musieli się przeprowadzić albo zmienić zawód z powodu długiego remontu. Mama mówi, że jak ktoś nie lubi kogoś ważnego, to niekiedy rzuca w niego jajkiem, a takie plamy się źle pierze i dlatego nie było wstęgi. A poza tym tego roku rodzice nie muszą iść na żadne wybory i mama mówi, że taka Pani Poseł, którą nam z jakiegoś wielkiego miasta przysłali, nie potrzebuje jeszcze wybiórcom przypominać, jaka jest fajna. Szkoda. Ale za to przyjemniej się wracało z wakacji takimi nowymi drogami.

piątek, 6 września 2013

7. WAKACJE W MIEŚCIE.

Kochana Babciu!


Dawno do Ciebie nie pisałam, bo dużo czasu spędzałam ostatnio przy grze na xboksie, ale tata wczoraj mi ją odłączył i schował, po tym, jak podczas gry ze zdenerwowania użyłam takiego słowa, którego mogą używać tylko rodzice. Mama i tata powiedzieli, że za dużo czasu spędzam przed telewizorem albo monitorem i robię się od tego niegrzeczna. Babciu, czy moi rodzice naprawdę nie oglądali bajek? Tata mówi, że kiedy był w moim wieku, to nie było jeszcze gier komputerowych, a w telewizji można było tylko oglądać zdradzieckie filmy o wojnie. Jeśli rodzice musieli oglądać takie straszne filmy, to jak musieli być niegrzeczni, skoro ja robię się podobno nieznośna od śmiesznych bajek i gier?

Rodzice mówią też, że jak oni byli mali, to więcej czasu niż ja spędzali na podwórku. I ja nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pójść na plac zabaw, ale na naszym osiedlu już prawie nie ma takich miejsc. To znaczy place są, ale odkąd wróciliśmy z wakacji, to wyglądają jak plaże bez wody: dużo piasku, dużo słońca i dużo miejsca do biegania – tak chyba wygląda pustynia? Jeszcze przed naszym wyjazdem były huśtawki i zjeżdżalnie i było fajnie, ale kiedy ktoś złamał jedną z huśtawek na naszym osiedlu, to okazało się, że te wszystkie drewniane zabawki na placach, które podobno nie tak dawno nam Spółdzielnia zafundowała (tata mówi, że mogły być już pełnoletnie – co to znaczy, Babciu?), są niebezpieczne i mogłyby dzieciom zrobić krzywdę. Nie wiem, dlaczego stało się to tak nagle – może w tym roku sprowadziły się na nasze osiedle jakieś robaczki i zaczęły je zjadać z takim apetytem, że trzeba było szybko całe drewno zabrać? A dzięcioły nie miałyby u nas gdzie mieszkać, bo wszystkie gniazda zajęły jaskółki wyjadające komary!?

czwartek, 5 września 2013

6. STROFOWANIE ŚMIECI

                Kochana Babciu!

                Tyle się teraz mówi o ekologii i strofowaniu śmieci, że aż postanowiłam do Ciebie o tym napisać, bo jestem ciekawa, jak to się odbywa u Ciebie? Tatuś mówi, że kiedyś ludzie nie dbali o środowisko tak jak teraz i dlatego wyginęło dużo zwierząt, a w niektórych rzekach do dzisiaj nie można się kąpać, bo nadal są brudne. Ale kiedy ludzie zobaczyli, jak narozrabiali, to się przestraszyli, że też wyginą i postanowili się poprawić. Na przykład zaczęli zbierać zużyte baterie, stare radia, telewizory i lodówki w sklepach, gdzie je sprzedają, żeby ludzie nie wywozili ich do lasu. Ale niektórzy dalej wywożą. Różne odpady. A niektórzy nawet je spalają w piecach i wtedy wszyscy w okolicy wiedzą, że w tym domu pali się śmieci, bo z komina leci gęsty i śmierdzący dym, który wszystko zasłania i drapie w gardło. Zapytałam tatusia, czy ci ludzie nie boją się, że wyginą. Tatuś powiedział, że niektórzy tak robią, bo za wywożenie śmieci trzeba zapłacić, a oni mają inne, ważniejsze wydatki. Na szczęście dla większości ludzi dbanie o czyste rzeki i powietrze jest bardzo ważne i dlatego teraz wszyscy żwawo zabrali się do  gregowania śmieci. Szkoda tylko, że teraz za to, żeby było zdrowiej, trzeba płacić więcej niż przedtem, bo ja myślę, że znowu znajdą się tacy, którzy będą mieli ważniejsze wydatki.
A z tym strofowaniem to jest tak, że u nas robi się to jeszcze nie całkiem po europejsku, według tego, czego uczyłam się w szkole. Trochę jak z butelkami zwrotnymi. Kiedy tatuś kupi piwo, a potem zgubi paragon, to może wymienić je w sklepie tylko na pełne. Tatuś zawsze gubi paragony, a mamusia potem krzyczy na niego, że znów chrapie. Bo naprawdę chrapie jak niedźwiedź! (Babciu, czy piwo też robią pszczoły?)  A kiedy byliśmy w Czechach, to tatuś mógł wrzucić wszystkie butelki po piwie do takiej maszyny w ścianie, z maszyny wyszła karteczka, na której było napisane, ile były te butelki warte i mogliśmy zrobić inne zakupy, a tatuś nie musiał kupować następnych piw i wszyscy byliśmy wyspani.

środa, 4 września 2013

5. WINDA NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI...

Dnia Wtorek, 30 Kwietnia 2013 14:50 <radoscsama@rewelacyjnasm.pl > napisał(a)

No widzicie, S., nie można było tak od razu?

A.


Od: "Członek Spółdzielni" <poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 12:22 Poniedziałek 2013-04-29
Temat: Uszkodzona winda.

Wielce Szanowna Pani A.

Pragnę wyrazić szczere ubolewanie z powodu mojej samolubnej i egoistycznej retoryki oraz niezrozumienia wyższych celów, jakimi kieruje się nasza oświecona Spółdzielnia dla dobra kolektywu, w wyniku czego dopuściłem się względem Pani bezpodstawnych i bezczelnych pomówień i insynuacji. Niniejszym chciałbym z całego serca Panią przeprosić i uroczyście przysiąc, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Chciałbym też wyrazić nadzieję, że nasza kochana winda będzie służyła nam jeszcze co najmniej tyle lat, ile panować nam będzie nasza  Rewelacyjna Spółdzielnia…

Z wyrazami szacunku

C.S.


Dnia Piątek, 26 Kwietnia 2013 08:10 <radoscsama@rewelacyjnasm.pl > napisał(a)

Panie S.

Niniejszym wzywa się Pana do osobistego stawienia się w siedzibie KC RRSM w dniu 29. kwietnia 2013r o godzinie 9.00, pokój nr 333 w celu złożenia wyjaśnień dotyczących wypełniania przez Pana obowiązków spoczywających na członku Spółdzielni. Obecność obowiązkowa.

Spółdzielnia

wtorek, 3 września 2013

4. OGRÓD POLSKI

Kochana Babciu!
                Jestem dzisiaj w radosnym nastroju, bo mamy piękną wiosnę! Słoneczko grzeje, jakby było już lato, ptaki ćwierkają wesoło, roślinki rosną jak oszalałe i wszędzie jest zielono! Nasze osiedle, które od listopada do kwietnia wygląda brzydko i smutno, jak nieczynna kopalnia, nagle robi się żywe i kolorowe. Dla jaskółek i jerzyków nasze szare betonowe bloki wyglądają jak skały, a że lubią mieszkać wśród kamieni, przyprowadzają się do nas wiosną. Uwielbiam patrzeć wieczorami, kiedy przelatują jak strzały między blokami i głośno ćwierkają. Polują wtedy na owady. Gdyby nie ptaki, komary wypiłyby z nas latem chyba całą krew! Owady żywią się nami, jaskółki owadami, a my możemy się cieszyć, kiedy ptaki nam ćwierkają! Mama mówi, że to się nazywa sympatia, czy jakoś tak. Po jaskółkach wylatują nietoperze. Mieszkają na strychach naszych bloków, bo poddasza kojarzą im się z jaskiniami. Nietoperze też polują na owady. Nie rozumiem, dlaczego tyle komarów trafia do mojego pokoju, skoro tak dużo zwierząt je zjada!
2013
2014

poniedziałek, 2 września 2013

3. DROGOWE PACZŁORKI

Kochana Babciu!

                Tatuś mówi, że skoro nie chcesz do nas przyjechać, to nie mam być natrętna. Rozumiem, że nie chcesz nam zrobić tej „łaski”, jak to tata powiedział, bo pewnie uważasz, że na nią nie zasługujemy. Dlatego ja będę Ci w kolejnych listach pisać, co u nas nowego, aż do nas zatęsknisz i znów nam tę „łaskę” zrobisz i przyjedziesz.
                Gdyby Cię teraz Dziadek przywiózł samochodem, to od autostrady jechalibyście nowiutką, równiutką drogą! Ta droga była tam już dawno, ale podobno była wąska i dziurawa i nie miała chodników w niektórych miejscach, przez co była niebezpieczna. Byłoby wstyd, gdyby od strony autostrady, skąd już niedługo cały świat do nas będzie jeździł, taką brzydką drogą wjeżdżało się do takiego pięknego miasta jak nasze, więc Pan Prezydent nam tę drogę odnowił. Wiem to od mamy, bo jak się to odnawianie zaczęło, to jeszcze M. nie było na świecie, a ja byłam taka mała, że w ogóle nie pamiętam, jak tam kiedyś wyglądało. Mama mówi, że to bardzo długo i dlatego nie wszyscy się z tej nowej drogi cieszą i niektórym nic już się tam nie podoba. Nawet to, że teraz będzie czyściej i bezpieczniej, tak się zdenerwowali! A najbardziej, to się niektórzy rozzłościli, jak zobaczyli ozdoby na nowych rondach. Na jednym jest taka śmieszna figurka, która wygląda jak M., kiedy się o coś potknie i próbuje się nie wywrócić! Od tego potknięcia straciła nawet głowę! Naprawdę, taka śmieszna! A na drugim są takie kolorowe rybki, podobno szczupaki. Mama mówi, że najbardziej niektórych ludzi rozgniewało to, że te ozdoby razem kosztowały tyle, co porządny samochód i uważają, że można było lepiej takie pieniądze wykorzystać. Ja jestem jeszcze za mała i się na tym nie znam,  ale skoro już są, to mnie się podobają, bo są takie jasne i pogodne. Poza tym, to zawsze jest śmieszne, kiedy ktoś się potknie i tak leci i myślę sobie, że jak ktoś będzie wjeżdżał teraz do naszego miasta od tej strony, to zawsze będzie musiał się uśmiechnąć, a to chyba dobrze, żeby ludzie byli w dobrym humorze, prawda?

czwartek, 29 sierpnia 2013

2. NIE JEDZIE POCIĄG Z DALEKA...


Kochana Babciu!

Słyszałam kiedyś, że u nas coraz trudniej podróżuje się pociągami, ale nie wiedziałam, że musiałabyś trzy razy się przesiadać, żeby dojechać do jakiegoś bliższego miasta, gdzie czekalibyśmy na Ciebie. Może jednak przyjechalibyście samochodem, skoro nie lubisz też autobusów? Tata mówi, że teraz mamy autostrady, to nie będzie już pociągów, bo nie można mieć wszystkiego. Szkoda, bo ja lubię pociągi. Kiedy nimi podróżuję, nie muszę łykać tych wstrętnych tabletek, żeby nie było mi niedobrze, jak się czasami zdarza, gdy jedziemy autem.

Poza tym, taka podróż pociągiem, to cała wyprawa i wielka przygoda! Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy! Najpierw trzeba trafić w takie miejsce, gdzie zatrzymują się pociągi – to może być dworzec kolejowy albo centrum handlowe. Dworce mogą być brudne, brzydko pachnieć i czasami boję się do nich wchodzić, żeby mi się nie zawaliły na głowę. Ale mama mówi, że takich strasznych jest coraz mniej. Centrum handlowe zawsze jest jasne, czyste i ogromne i trzeba się pilnować rodziców, żeby się nie zgubić. Za to można przyjść bez bagażu i przed podróżą zrobić wszystkie potrzebne zakupy. Nawet telewizor na drogę można kupić. Naprawdę! Ale żeby kupić bilety, trzeba się nabiegać, bo trudno za pierwszym razem trafić do kasy, która sprzedaje bilety akurat na ten pociąg, którym chce się jechać. Nikt nie wie, kiedy pociąg przyjedzie i czy na pewno na ten peron, który jest podany na rozkładzie, no a potem jest taka fajna zabawa, gdy już wjeżdża na peron i trzeba zgadnąć, w którym dokładnie miejscu będą drzwi, kiedy już się zatrzyma – to takie śmieszne! Jeśli się zgadnie, to w nagrodę można usiąść, jeśli stanie się w złym miejscu, za karę trzeba stać tak długo, aż jakieś miejsce się zwolni – bardzo lubię w to grać, bo jestem mała i tak zawsze gdzieś się dla mnie miejsce znajdzie. A w pociągu nie muszę być przypięta pasami, mogę sobie chodzić i przyglądać się innym ludziom.

1. PROWINCJA





Kochana Babciu!

Postanowiłam napisać do Ciebie, ponieważ nie odezwałaś się do nas od Wielkanocy, kiedy musiałaś zostać u nas dłużej niż planowałaś, bo tyle spadło śniegu, że przez trzy dni nie dało się wydostać z naszego osiedla. Pamiętam, jak bardzo byłaś wtedy zdenerwowana i jak oprócz pewnego brzydkiego słowa, którego rodzice zabronili mi powtarzać, użyłaś jeszcze takiego trudnego: „prowincja”.  Pomyślałam wtedy, że chyba nie lubisz naszego miasta.
Dopytywałam rodziców, co to takiego, ta „prowincja”. Mama powiedziała mi, że to takie miejsce, z którego wszędzie jest daleko, moda dociera, kiedy gdzie indziej jest już niemodna, a ludzie zachowują się, jakby żyli nie teraz, ale sto lat temu, że jak zwykle masz rację i że jak tylko mama albo tata dostaną propozycję lepszej pracy w jakimś dużym mieście, to ani przez chwilę nie będą się zastanawiać, tylko od razu się spakujemy i wyprowadzimy stąd najszybciej, jak się da.
Tata powiedział, że to taka część świata, w której życie toczy się trochę wolniej niż w wielkich miastach i dzięki temu ludzie mają więcej czasu i ochoty, żeby ze sobą rozmawiać i że chociaż zazwyczaj mają mniej pieniędzy, to są bardziej spokojni i życzliwi dla innych niż, na przykład, w stolicach, a kierowcy chętniej przepuszczają dzieci przez ulicę. Chyba dlatego, że w wielkich miastach są bardzo drogie mieszkania i trzeba się spieszyć, żeby na nie zarobić. Powiedział też, że na „prowincji”bardziej dba się o kultowanie tradycji, czy jakoś tak, a w wielkich miastach to już całkiem się wszystkim we łbach poprzewracało i sami nie wiedzą, co jest prawdą, a co reklamą. Mówił też, że niektórym się wydaje, że jak z małego miasteczka przeprowadzą się do dużego, to od tego stają się lepsi, a to świadczy tylko o ich pionie umysłowym. Chciałam Cię przy okazji zapytać, Babciu, po co Ci w butach ta słoma, o której wspominał tatuś? Chyba powinnaś ją mocniej uciskać, skoro już musisz ją nosić, bo podobno wystaje. Mogłabyś mi też wytłumaczyć, dlaczego mama, która to słyszała, nakrzyczała na tatę, że sam jest ćwikła czy cebula, nie pamiętam, a potem nie chciała rozmawiać z nim przez trzy dni?
Ja nie wiedziałam do tej pory, że mieszkam na „prowincji” i jeszcze nie zastanawiałam się nad tym, czy to dobrze, czy źle. Lubię moje koleżanki i niektórych kolegów, podoba mi się w mojej szkole. Za to rodzice co roku chodzą nerwowi na początku kwietnia: kiedyś martwili się, bo nie byli pewni, czy na następny rok będzie dla mnie miejsce w przedszkolu, a teraz nie wiedzą, czy będzie dla K. Dlaczego miałoby nie być? W naszej sali było dużo miejsca. Uwielbiam chodzić z rodzicami do kina, bo my tu, Babciu, mamy naprawdę fajne kina z bajkami i basenów mamy dużo, chociaż małych i tylko takich na zimę. Place zabaw mamy trochę gorsze niż w niektórych mniejszych miasteczkach, ale i do nich mamy samochodem piętnaście minut drogi! To niedużo. A jak wsiądziemy z tatą na rowery, to mamy tyle różnych ścieżek: w lesie, nad stawami, między łąkami albo polami i tyle fajnych zwierząt można spotkać! Kiedyś nawet spotkaliśmy dziki! Tylko czasami za bardzo pod górkę i niekiedy tata używa brzydkich wyrazów, jak nie może znaleźć znaczka z rowerkiem na ścieżce, na której jesteśmy pierwszy raz. Aha! Tatuś mówi też, że taka dziura, w której dziadek Stefan zepsuł sobie w zeszłym roku koło na naszym osiedlu, to mogła się Wam wszędzie trafić, bo takie można znaleźć w całej Polsce. Naprawdę, Babciu, nie jest u nas tak źle i chyba nie chciałabym się stąd wyprowadzać. No, może czasami, jesienią i zimą, kiedy nad miastem przeleci smok i zostawi po sobie taki dym, od którego mam później kaszel, boli mnie gardło i muszę leżeć w łóżku, ale mamusia mówi, że on przelatuje też nad innymi dużymi miastami, więc musielibyśmy chyba wyprowadzić się zupełnie na wieś, żeby przed nim uciec, a to przecież też byłaby wtedy „prowincja”, prawda?
Proszę Cię więc, Babciu, żebyś się na nas nie obrażała, tylko przyjechała do nas znowu, nawet pociągiem, jeśli nie chcesz już samochodem, a mama albo tata odbiorą Cię z tego miasta, do którego Twój pociąg dojeżdża, tak, jak już kiedyś robiliśmy. Jest już ciepło i słonecznie, będziesz mogła zabrać mnie na lody, a ja opowiem Ci, co u nas nowego.

Całuję Cię mocno!

Twoja J.

05.05.2013