Jak Ci minął koniec starego
roku? Spokojnie? Czy może z kimś się pokłóciłeś, dałeś choć raz w mordę, żeby
się zamknął? Nam pani Wychowawczyni nie pozwala na takie rzeczy, ale Ty jesteś
dorosły, to kto Ci zabroni? Zwłaszcza po tym minionym roku. Bo chyba nie
powiesz, że nigdy nie miałeś ochoty walnąć kogoś raz i porządnie w zęby, żeby
mu udowodnić, że nie ma racji…
Ostatnio słyszałem jak dwóch
panów przy papierosie przed galerią (handlową, oczywiście) rozmawiało o tym, że
nie należy w sobie tłumić emocji, zwłaszcza tych niedobrych i że nie da się
wszystkich lubić. Udawanie, że się wszystkich lubi, nazywa się poprawnością
polityczną, która, jak wiadomo, została zdemaskowana jako wymówka mięczaków.
Czasy mięczaków bezpowrotnie minęły, teraz twardym należy być i dlatego ostatni
rok minął pod znakiem ogólnie przyjętego za naturalne wyzywania i obrażania.
Oczywiście zwyczaje te dozwolone są tylko dla dorosłych, bo dzieciom się
zabrania. No i mnie na przykład znowu wolno dawać za to klapsy.
Ale Ty, Dziadku, możesz już
sobie pozwalać. Masz kogo nienawidzić? Jeżeli nie, to koniecznie musisz sobie
kogoś do tego znaleźć, bo jeszcze ktoś może pomyśleć, że coś z Tobą nie tak. Nienawiść
jest dziś tak powszechna jak smog. Czym więcej ma się jej w sobie, tym mniejszy
widzi się w niej problem – tak jak nie jest problemem smog dla kogoś, kto
przywykł do dymienia przez komin na całą dzielnicę. Nienawiść jest jeszcze jak
smartfon – obciachem jest go nie mieć. Ostatnio dyskutowaliśmy o tym z kolegami
na przerwie.
Przede wszystkim należy
pamiętać, że nienawiść może mieć dobroczynny wpływ na zdrowie psychiczne -
pomaga pozbyć się wyrzutów sumienia, zrekompensować kompleksy i wytłumaczyć
sobie własne porażki i niepowodzenia. Słyszałem, że kamień może spaść z serca
człowiekowi, który znajdzie jakiegoś winnego za wszystkie niedociągnięcia
otaczającej go rzeczywistości. Wystarczy tylko znaleźć sobie kogoś do
nienawidzenia i przypisać mu wszystkie cechy, których nienawidzisz. Również w
sobie. Zwłaszcza w sobie. To może być ktoś konkretny, np. znajomy głosujący na
inną partię niż Ty, szeroko pojęty nie-Polak, bardzo wąsko rozumiany arcy-Polak
albo np. jakaś grupa: „lewaków”, „pedałów”, „Januszy”, „sebixów”, „ciapatych”
czy „łysych” - w zależności od upodobań. Ważne, żeby był to taki ktoś, kim z
przyjemnością mógłbyś sobie pogardzić, bo gardzenie kimś też bardzo dobrze robi
na samopoczucie. A potem przelej na niego całą złość, jaka się w Tobie przez
lata nagromadziła. I broń Boże nie zastanawiaj się, czy słusznie. Teraz wszyscy
tak robią, nie ma się co wstydzić, Dziadku.
Gdyby
z jakiegoś dziwnego powodu z trudem przychodziło Ci zmuszenie się do życzenia
komuś wszystkiego najgorszego, powinieneś czytać jakieś gazety albo oglądać
telewizję. To podobno bardzo dobry sposób na wyrobienie w sobie nienawiści. Ale
koniecznie muszą to być pisma i programy polityczne! Ogrodnicy albo wędkarze
mogą za mało miejsca poświęcać na szkalowanie i obrzucanie błotem tych, którzy
wolą siać ogórki w inny niż proponowany w programie sposób albo łowić grube
ryby inną metodą niż zalecana przez redaktora naczelnego. Aha! pod żadnym
pozorem nie porównuj czasopism o przeciwnych poglądach! Mógłbyś dojść do
wniosku, że nie ma co się emocjonować, bo nie zajmuje się w tym kraju polityką
nikt normalny. Śledzić należy tylko te czasopisma i kanały, które przynajmniej
potwierdzają nasz punkt widzenia, a najlepiej, żeby podsuwały nowe teorie i
wnioski – czym mniej sprawdzone, tym lepiej – grunt, żeby brzmiały sensacyjnie i budziły emocje. Bez emocji nie ma nienawiści.
Gdyby jednak to nie zadziałało,
pozostaje niezawodny środek – Internet. Jeżeli kogoś nie rozpali wystarczająco
lektura dzienników albo oglądanie serwisów informacyjnych, nadrobią to
internauci, którzy powielają i roztrząsają to wszystko, co im media podsuną.
Tam trwa udostępnianie, komentowanie, lajkowanie, wrrowanie i ogólne międlenie
na papkę informacji prawdziwych i nieprawdziwych, sprawdzonych i
niesprawdzonych. A potem obrażanie, poniżanie i wyśmiewanie wszystkich, którzy
uważają inaczej. Wystarczy wypowiedzieć się na jakiś temat ocierający się o
politykę, a prędzej czy później przeczytasz ze zdziwieniem, kim jesteś, co
należałoby z Tobą zrobić i jak obejść się z Twoimi zwłokami. A na to naprawdę
mało kto jest odporny.
Kiedy
już osiągniesz podstawowy standard nienawiści, warto przyłączyć się do jakiejś
jednomyślnej grupy. Bo grupowo nienawidzi się intensywniej – zawsze ktoś Cię
wesprze w chwili zwątpienia.
Do
takich wniosków doszliśmy z kolegami na przerwie między nauczaniem początkowym
a religią.
No,
chyba że masz naturę polityka i potrafisz kogoś zwyzywać przy świadkach, a pół
godziny później opowiadać sobie z nim kawały przy piwie – ale to też musiałby
być polityk. Tata mówi, że to taka ich gra, nazywa się „polaryzacja”: muszą tak
na siebie nawzajem publicznie ujadać, żeby widzowie się przyłączyli – do
którego przyłączy się więcej, ten wygrywa. Poza grą rozmawiają ze sobą jak
zwyczajni koledzy z pracy. A widzowie ujadają dalej… I nie byłoby w tym może
nic złego, gdyby tylko przekrzykiwali się na argumenty, ale oni zaczynają sobie
skakać do gardeł.
Bo
normalni ludzie (w sensie: nie-politycy) pozwalają się ponosić emocjom. To
znaczy, oczywiście, niektórzy potrafią sobie wybaczać pewne rzeczy, ale raczej niełatwo.
Dzięki temu politycy mają na chleb i to nie ten najtańszy. Dlatego teraz
wybaczanie już raczej nie jest normalne. Normą jest raczej oko za oko i ząb za
ząb – jak stoi w Biblii, prawda, Dziadku?
Niestety, znalezienie sobie
jednego obiektu do nienawidzenia nie powoduje wzrostu miłości do reszty świata.
Wydaje mi się nawet, że wręcz przeciwnie. Dlatego pomyślałem, że powinienem
życzyć w nowym roku, żeby nam zębów wystarczyło, ale przecież Ty i tak masz już
sztuczną szczękę. Życzę Ci więc zdrowych oczu, żebyś widział wyraźnie sam, a
nie musiał wierzyć w historie dorabiane przez innych do tego, czego nie możesz
zobaczyć…
Nam
wszystkim życzę.
Uściski!
Twój K.
Nienawiść - Psł. *nenavistЬ (*nenavidtЬ) znaczyło ‘niechęć do
patrzenia na kogoś, niechęć do widzenia kogoś’ (SeBo). Leksem nienawiść
pochodzi od czasownika nienawidzić, który wywodzi się z zaprzeczonej formy psł.*navidˇeti,
czyli ‘widywać się, odwiedzać się, żyć w zgodzie, lubić, miłować kogoś’ (SeBo).
Czasownik nawidzieć notuje, jako
jedyny ze słowników polszczyzny dawnej, Słownik staropolski w znaczeniu
‘kochać, miłować kogoś, mieć w kimś upodobanie’: Tejci dawaja mego syna jedynego, aby temu matka była, jemuż jestem
ociec [oczyecz]. Dziwka nawidza a czynią ją matką. Rozm 47 (SStp). Źródło:
Kinga Knapik, Polskie jednostki
leksykalne z prasłowiańskim rdzeniem *vˇed- , Kwartalnik Językoznawczy
2011/3 (7);
Podobne:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz