Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lipca 2014

72. SOBOTA W WIELKIM MIEŚCIE CZ II : POPOŁUDNIE.

Kochana Babciu!
               

                Sobotnie popołudnie z początku jest leniwe, jak urzędnik w piątek po przerwie obiadowej. Ale czym bliżej zmierzchu, tym więcej zjeżdża się samochodów w okolice rynku. To młodzież w wieku od lat 13 do 53. A kiedy młodzież zajeżdża autem do miasta się bawić, to musi być widoczna i słyszalna z daleka, dlatego nie zajeżdża byle czym!
                Chociaż mówi się, że „nie szata zdobi człowieka”, to przecież każda kobieta wie, że tak się tylko mówi. Kiedyś panowie nie przywiązywali wagi do swojego wyglądu, bo ich ozdobą był samochód. Mama mówi, że niedługo więcej spirytusu będzie się używało w męskim przemyśle kosmetycznym niż spożywczym, tak się czasy zmieniły, ale nadal auto ma duży wpływ na budowanie wizerunku „prawdziwości” mężczyzny.
                Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, Babciu, ale podobno dziewczyny najbardziej lubią sportowe samochody, dlatego każdy kawaler chce taki mieć. Tata mówi, że te najlepsze są bardzo drogie i jeżeli tatuś kawalera nie figuruje ani na liście Forbesa, ani policji, to raczej takiego synkowi nie kupi. Dlatego kawalerowie radzą sobie inaczej.

piątek, 20 czerwca 2014

67. JA, TATA

Pamiętam czasy tej młodości, kiedy wydawało mi się, że posiadanie dziecka to katastrofa. Kataklizm towarzyski, klęska finansowa i zamrożenie jakiegokolwiek rozwoju na poziomie zera absolutnego. Niektórym moim rówieśnikom do dziś wychowywanie potomstwa kojarzy się z karą boską.  Sporo z nich ma dzieci. Jakoś sobie radzą. Inni, którzy z wyboru dzieci nie mają, często twierdzą, że dobrze się bawią. No i na zdrowie! Jeśli ktoś do rodzicielstwa nie czuje się stworzony, to musi mieć swoje powody. Bywa, że te powody wymagają tylko upływu czasu.
A jak to widzę dzisiaj? Jestem ojcem dwójki dzieci. Apokalipsy nie było albo miałem w jej trakcie ważniejsze zajęcie. Natomiast moje życie bardzo się zmieniło: świat stał się dużo bardziej wielowymiarowy.

czwartek, 13 lutego 2014

41. ANTYWALENTYNKA ALBO MIĘDZY WIERSZAMI

Ona

W zasadzie mogłabym się obejść bez tego „święta”. Przecież szczęśliwie zakochani mają je codziennie. Zniechęca mnie ta cała tania chińszczyzna, histeryczne powtarzanie haseł bez pokrycia i naiwne przekonanie, że w zamian można oczekiwać więcej, niż samemu się daje. Jak w polityce. Ale sam rozumiesz, że przykro byłoby być jedyną osobą, która nie dostała walentynki. A kiedy mnie jest przykro, gniewne niebiosa pozwalają piekłu wypuścić na spacer takiego małego demona. Na imię ma „Foch” - na jego widok siwieją najdzielniejsi mężczyźni. Za to kobietom je z ręki…
Dzięki Walentynkom mogę też wyrobić sobie zdanie, jak bardzo Ci na mnie zależy – niekoniecznie mierząc wartością prezentu, bo przecież zawsze możesz nadrobić pomysłowością. Ta jest zresztą bardziej w cenie, zwłaszcza w oczach koleżanek, przed którymi można się pochwalić… A i Tobie dobrze zrobi, jeżeli się napocisz, żeby zarobić na „całusa” – to bardzo pomoże Ci docenić, z jak cennym skarbem masz do czynienia. Ale najważniejsze: uwielbiam, kiedy się starasz, żeby mi się przypodobać i być taki uroczy, miły i słodki! Jest to dla Ciebie coś tak nowego, jak śnieg dla młodego kota! Jesteś wtedy nieporadny i niezgrabny jak kilkudniowy szczeniak, a ja kocham takie słodziaki!