Wiesz,
co to jest pawilon? Pytam, bo ostatnio dowiedziałam się, że słowo pawilon ma
kilka znaczeń. Dla mnie zawsze był to brzydki, zaniedbany i obwieszony
reklamami stary budynek ze sklepami, gabinetami lekarskimi, fryzjerem i pocztą
na naszym osiedlu. A tu okazuje się, że pawilon to przede wszystkim rodzaj
namiotu albo altanki, w dodatku słowo to pochodzi z jakiegoś języka, w którym
oznaczało motyla! O, nasz pawilon z motylem niewiele ma wspólnego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekompetencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekompetencja. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 stycznia 2016
wtorek, 3 lutego 2015
99. GRY I GIERKI
Kochana Babciu!
Niedawno
do naszej szkoły przyjechał kukiełkowy teatrzyk i dał fajne przedstawienie, o
którym potem rozmawiała cała szkoła i nie tylko. Nie będzie to krótka opowieść,
ale powinnaś ją poznać.
I
Za siedmioma pagórkami, za
siedmioma sadzawkami, za siedmioma stawami, w pewnym małym miasteczku żył sobie
Jaś. Nie był on ani bardzo niegrzecznym chłopcem, ani wzorem do naśladowania.
Nie można o nim powiedzieć, że był zbyt mądry, ale też skrzywdziłby go ktoś,
kto powiedziałby, że był głupi. Nie wszyscy go lubili, ale miał swoich wiernych
przyjaciół. Miał też dwie namiętności. Kiedy ktoś go pytał, sam nie umiał
odpowiedzieć, czy bardziej kocha grę w palanta, czy czekoladki.
Kiedy z małego chłopca wyrósł na
wielkiego postawnego mężczyznę, nikt nie rozpoznałby w nim tamtego małego
Jasia, gdyby nie te dwie namiętności: palant i czekoladki. Jaś podjął nawet
próbę zrobienia zawodowej kariery jako zawodnik i na pewno wystarczyłoby mu do
tego miłości, gdyby nie… czekoladki. Jak pewnie wiesz, w tej grze trzeba szybko
biegać, kiedy jest się w „niebie”, a jeśli jest się w „piekle”, trzeba robić
wszystko, żeby dostać się do „nieba”. Niestety, o ile jeszcze w „piekle” Jaś
radził sobie jako tako, to czekoladki powodowały, że bieg Jasia niesionego jak
na skrzydłach z „nieba” dookoła „piekła” szybko się kończył, bo bliższy był
lotowi kury, niż jaskółki. A jako że palant to gra drużynowa, koledzy zaczęli
mówić, że Jaś nadaje się tylko do „piekła”.
Chłopiec bardzo to przeżył,
długo płakał i objadał się czekoladkami, aż dręczyły go koszmary. Wtedy
przyszła do niego dobra wróżka i powiedziała:
- Nie płacz Jasiu, jesteś już dużym chłopcem. Nie
wszyscy mogą być gwiazdami gry w palanta. Ale nawet ci najlepsi nic by nie znaczyli,
gdyby nie było tych wszystkich, którzy organizują zawody, układają tabelki,
liczą punkty i opiekują się boiskami. Może i nie jesteś stworzony do biegania,
ale o palancie wiesz wystarczająco dużo, żeby pomagać innym w realizowaniu ich
marzeń. To piękne zajęcie, Jasiu. – Wróżka znikła, a duży chłopiec wytarł
rękawami mokre oczka, wydmuchał nos i postanowił, że tak właśnie zrobi. A żeby
utwierdzić się w swoim postanowieniu i uczcić obranie nowego celu w życiu,
wyjął z kieszeni czekoladowy batonik i zjadł z apetytem…
piątek, 3 października 2014
86. WEEKEND W WIELKIEJ SPÓŁDZIELNI
Kochana Babciu!
Wiesz
kiedy zaczyna się weekend? Jak należy go spędzać? Jeśli nie, to nigdy nie
mogłabyś pracować w naszej spółdzielni. Tata mówi, że chyba warunkiem przyjęcia
do pracy w takiej administracji albo dziale technicznym jest udokumentowanie na piśmie i w praktyce, że umie
się pracę „szanować”, a każdy dzień święty, jego wigilię i dzień po – święcić.
Podobno jest taka choroba, która nazywa się „pracoholizm”. Tata mówi, że ona
dyskwalifikuje wszystkich, którzy na nią cierpią, a chcieliby w naszej
spółdzielni pracować, bo praca jest tu traktowana co najmniej jak alkohol – nie
wolno nadużywać…
W
tym tygodniu właśnie widzieliśmy tego dowody: w naszym bloku zrealizowano
kolejną bardzo ważną inwestycję: wymieniono stare okienko między przedsionkiem,
a korytarzem. Wymiana tego okienka nie spełnia żadnej funkcji, poza tzw. estetyczną
(pod warunkiem, że ktoś pomaluje jeszcze ściany), bo zarówno drzwi wejściowe,
jak i te na korytarz chronią przed zimnem tyle, co drzwi do piwnicy przed
złodziejami. Tata próbował dodzwonić się do Pani Z Administracji, żeby
powiedzieć, co myśli o wymianie okienka bez wymiany drzwi, ale była w „terenie”.
Gdzie jest „teren”, nikt nie wie, ale na pewno nie ma go w naszym bloku. Bo
przecież, gdyby był, to Pani Z Administracji widziałaby, że po wykuwaniu
starego okna cały przedsionek, korytarz i winda pokryte są grubą warstwą kurzu
i na pewno zarządziłaby porządne mycie podłóg, prawda? Panowie wprawdzie pozamiatali
po sobie, kiedy skończyli pracę w czwartek, ale to okazało się za mało, a przecież
każde dziecko wie, że weekend zaczyna się w piątek – dlaczego sprzątaczki nie
miałyby wiedzieć, że nigdzie nie jest napisane o której godzinie… Dzięki temu
my też nie musimy w ten weekend sprzątać podłóg w mieszkaniu, bo to i tak nie
ma sensu…
piątek, 26 września 2014
84. "SAN FRANCISCO"
Kochana Babciu!
Znasz
tę piosenkę sympatycznych bliźniaków z Milówki, o tym jak zbudują San Francisco
na ściernisku, prawda? Pisałam Ci jeszcze zimą, że mieliśmy takie „ściernisko” w centrum miasta, ale z okazji wyborów radni chcą nam zrobić prezent i stworzyć tam taki wypasiony park z placem zabaw. No, to park, czyli „San Francisco”, już
jest gotowy. Może nie taki wypasiony, jak to wyglądało na wizualizacjach, ale
wygląda naprawdę fajnie. W końcu patronem naszego miasta nie jest Św.
Franciszek, tylko Św. Antoni, czyli, gdyby leżało na Dzikim Zachodzie,
nazywałoby się San Antonio, a nie San Francisco.
Pewnie
dlatego, że Antoni jest patronem rzeczy zaginionych, zgubił się gdzieś jeden z
planowanych mostków i basen dla chłopców z deskorolkami, które miały w tym
parku powstać. Właściwie to nawet nie w parku, tylko na placu, bo parkiem
będzie można go nazwać, kiedy już urosną te wszystkie posadzone drzewa. Ale nie
chodzi o to, żeby narzekać, bo jest naprawdę ładnie – jak w zadbanym
przydomowym ogródku, chociaż trochę droższym... Ale oprócz mostku i basenu, jeszcze
przed otwarciem parku znikały materiały budowlane i sadzonki roślinek, a krótko
po otwarciu zniknęły huśtawki, pałka do gongu i kilka urządzeń do eksperymentów
fizycznych. Albo nas ten nasz patron nie lubi, albo za mało się do niego
modlimy…
piątek, 12 września 2014
81. NIEZNOŚNA TRWAŁOŚĆ BETONU
Od: "Członek
Spółdzielni" <poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 15:55 Wtorek 2014-09-10
Temat: Oporność.
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 15:55 Wtorek 2014-09-10
Temat: Oporność.
Szanowna Pani
A.
Skłamałbym,
pisząc, że cieszę się, że w Najwspanialszej Spółdzielni wszystko wróciło do
„normy”. Bo „normą”, jak Pani doskonale wie, jest tutaj stan permanentnego otępienia.
Przez półtora roku trwało starcie między Zarządem z samorządowego desantu,
który próbował stworzyć pozory troski o dobro mieszkańców, żeby zbić
na tym kapitał polityczny, a przyssanymi do żyły lokatorskich pieniędzy
weteranami. Niestety, Zarząd nie docenił, jaką siłą dysponuje uzależniony,
kiedy próbuje się go oderwać od źródła uzależnienia…
wtorek, 9 września 2014
80. TĘSKNOTA ZA ZAPIECKIEM.
Kochana Babciu!
Zauważyłaś
kiedyś, że we wrześniu zmienia się pogoda? Że robi się zimniej, pada deszcz, a
w Tatrach nawet śnieg? Nawet jeżeli później wracają jeszcze upały? Bo u nas
większość ludzi co roku się dziwi. W tym roku najbardziej dziwią się panowie,
którzy wymieniają ciepłociąg.
Ciepłociąg
to takie rury, które przez całe miasto prowadzą ciepło z ciepłowni do
kaloryferów w blokach. Do naszych też. Ten ciepłociąg w naszym mieście ma chyba
tyle lat, co tata (też grzeje!) i ze starości już mu to ciepło po drodze
uciekało. Ale ciepłociąg nie tata – można go wyremontować i w tym roku PEC
(Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej) wymienia rury na nowe. Jak już wymieni,
to całe ciepło trafi do kaloryferów, a nie do ziemi. Z tego powodu ogrzewanie
powinno stanieć, ale podrożeje. Rozumiesz? Ja też nie. Ale mnie to nie dziwi,
bo tak jest u nas przyjęte, że czym mniej się ciepła zużywa, tym więcej się
płaci na następny rok.
piątek, 25 lipca 2014
73. SŁOWA W RUINACH
| Pałac w Rzuchowie |
„Od 1945 roku do dziś na Dolnym Śląsku bezpowrotnie unicestwiono około 800 zabytkowych rezydencji. Niewiele ucierpiało wskutek działań wojennych. Przede wszystkim były rozkradane, dewastowane i burzone z przyczyn narodowych, ideowych i klasowych lub dla zaspokojenia barbarzyńskiej woli zniszczenia. Przepadł wielokulturowy dorobek kilku stuleci, wspaniała architektura, niezliczone dzieła sztuki, słynne w Europie niezwykłe założenia parkowe. Dziś już nawet nie wiemy, gdzie znajdowały się niektóre dwory i pałace. Pozostały jedynie zdjęcia...”
„Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”
(Ludwig Wittgenstein)
Jakiś czas temu świat obiegła informacja, że w
pewnym włoskim miasteczku, podczas świętowania jakiejś rocznicy przez rajców w
miejskim ratuszu, wystrzelony korek z szampana zrobił dziurę w zabytkowym
obrazie. Niefrasobliwość rozochoconych radnych wywołała ogólne rozbawienie,
zwłaszcza że komunikat prasowy kończył się informacją, że nieostrożny obywatel,
który nie zapanował nad korkiem, zobowiązał się pokryć koszty renowacji obrazu.
Zapewne to właśnie ta skrucha wzbudziła największą radość w kraju nad Wisłą,
gdzie zabytek, mimo że według
prawnej definicji ma być pamiątką, to jednak zgodnie ze znaczeniem, jakie niosło
to słowo jeszcze w czasach Piastów, jest to coś, o czym należałoby jak
najszybciej zabyć
(zapomnieć). Zapewne mało kto rozumie to tak dobrze jak Pan.
Po lekturze każdego Pańskiego wpisu na temat niszczejących zabytków jestem pełen podziwu dla Pańskiego uporu i myślę sobie, że zacne jest to, co Pan robi. Właśnie zacne, bo chociaż słowem tym raczej określano ludzi niż ich poczynania, to jego znaczenie związane z szacunkiem i archaiczny wydźwięk, wywołujący pobłażliwy uśmieszek na twarzach „poważnych” osób, najlepiej oddają sens Pańskiego działania.
Niestety, odnoszę też wrażenie, że mimo,
wydawałoby się, oczywistych racji związanych z walką o ratowanie materialnych
świadectw kultury nie tylko Dolnego Śląska, skazana jest ona na
zakwalifikowanie do pewnego rodzaju donkiszoterii.
wtorek, 10 grudnia 2013
28. WIELKIE UMOWNE D
Czyli "Demoniczna" historia o tym, gdzie Operator ma klienta, kiedy klient nie przeanalizuje cyrografu...
Ku przestrodze.
Lipiec 2013
Potrzebny był mi komputer i mobilny internet. Po zebraniu danych, analizie i porównaniu ofert
zdecydowałem się skorzystać z promocji mojego dotychczasowego Operatora,
chociaż, odkąd przestał być, na potrzeby tej historii nazwijmy go Epoką, a stał się, niech będzie umownie D-phonem, miałem wrażenie, że pewna
epoka dobiegła końca…
Przyszedłem do salonu:
za biurkiem siedziała Niebieskooka i orlim wzrokiem wpatrywała się w monitor,
ale zostałem zauważony. Świetny początek! Zapytałem o ofertę ze strony WWW Operatora: laptop, internet, antywirus i
MS Office. Oczywiście, była dostępna.
- Czy trzymiesięczny darmowy abonament za internet dla stałych klientów też
mi się należy, jeśli do tej pory korzystałem tylko z telefonu w waszej sieci?
Niebieskooka potwierdziła pomrukiem i miną pt. „Wiem, co mówię!”, nie
spuszczając wzroku z monitora. Świetnie, zdecydowałem się. Umówiłem się na
kolejną wizytę po odbiór akcesoriów i podpisanie umowy.
Kilka dni później
czekały na mnie komputer, modem i umowa. W umowie znalazły się kody promocji i
wysokości opłat, bez szczegółów oferty. Okazało się, że trzy miesiące darmowego
abonamentu nie dla mnie – Niebieskooka zdziwiła się, że nie wiedziałem… Cóż,
oferta nadal mi się opłacała, więc przełknąłem to z kwaśną miną, żałując, że
nie skorzystałem z Biura Obsługi nagrywającego rozmowy. Zapytałem o antywirusa
i MS Office. Dowiedziałem się, że powinny być zainstalowane w komputerze. Dopełniłem
formalności i wyszedłem. W domu okazało się, że nie mam ani antywirusa, ani Office’a…
Następnego dnia musiałem
wyjechać na ponad dwa tygodnie.
sobota, 23 listopada 2013
25. WINDA NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI - NOWA NADZIEJA
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 15:42 Poniedziałek 2013-11-18
Temat: Odnawianie windy.
Szanowna
Pani A.
Z prawdziwym niedowierzaniem
zobaczyłem nowe przyciski przy drzwiach
naszej windy! Chciałbym z całego serca złożyć najgorętsze podziękowania i pogratulować
gustu: błyszczący inox pięknie
kontrastuje z kamuflażem odrapanego brązu a la późny Jaruzelski! Mam nadzieję,
że ten promyk XXI wieku, który przebił się przez mrok panujący w naszej
Spółdzielni, pozwoli z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nawet, jeżeli
wymieniona część była ostatnią, która w tym urządzeniu jeszcze działała.
niedziela, 6 października 2013
15. SMOK IN THE FOG
Kochana Babciu!
Właśnie siedzę w domu, bo byłam
z mamą u pani Doktor. Tam dowiedziałam się, że to co mi jest, nazywa się
infekcją dróg oddechowych. Organizm wyrzuca z płuc różne śmieci, które się w
nim zbierają i dlatego kaszlę, aż mnie mdli. Do szkoły mogę chodzić, bo wszystkie dzieci
to mają, więc i tak nikogo bym nie zaraziła. Ale dzisiaj nie poszłam, bo po
wyjściu z przychodni było za późno, więc opowiem Ci bajkę.
Widziałaś kiedyś, Babciu,
świąteczną pocztówkę z domkiem przysypanym białym puchem? Dookoła domku
rozjaśniona śniegiem noc i trzaskający mróz, na niebie skrzą się gwiazdy, a z
komina spokojną strużką unosi się dymek, który świadczy o tym, że za
rozświetlonym okienkiem jest cieplutko i przytulnie. Słodziutkie, prawda? Na
niektórych kartkach można zobaczyć całą wioskę takich domków i też wyglądają
uroczo.
Wyobraź sobie teraz, że tych domków jest kilka tysięcy, a z każdego komina sączy się dymek. Coś się zmieniło na obrazku, prawda? Tak, gwiazdy zasłonił czarny welon, a śnieg nie rozjaśnia już nocy, bo jest szarobury. Wioska stała się miastem.
Wyobraź sobie teraz, że tych domków jest kilka tysięcy, a z każdego komina sączy się dymek. Coś się zmieniło na obrazku, prawda? Tak, gwiazdy zasłonił czarny welon, a śnieg nie rozjaśnia już nocy, bo jest szarobury. Wioska stała się miastem.
niedziela, 22 września 2013
11. MATEMATYCZNE SZANSE
Misiek (10:47)
Kochanie, jesteś?
Kotek (10:50)
Pracuję!
Misiek (10:51)
Dobrze, już dobrze!
Chciałem tylko o coś zapytać…
Kotek (10:53)
No, to pytaj…
Misiek (10:55)
Nie, no… Jak nie
masz humoru to nawet nie pytam…
Kotek (10:59)
No, pytaj!!!
Misiek (11:00)
Za trzy tygodnie
jest mecz i chcielibyśmy z kumplami pójść do knajpy, żeby pokibicować. Tylko że
to piątek i mógłbym nie zdążyć z treningu dzieci, dlatego chciałem zapytać,
Kochanie, czy masz na ten dzień jakieś plany?...
Kotek (11:05)
Jeszcze nie wiem…
A co to za mecz?
Misiek (11:08)
Nasza reprezentacja
w piłce nożnej gra o awans do finałów Mistrzostw Świata.
Kotek (11:10)
Myślałam, że Euro
się już skończyło, a tu o finały będą grać, ho, ho, ho!
niedziela, 15 września 2013
9. NIŻ
Kochana Babciu!
Podobno do szkół też
przyszedł niż. Tata mówi, że to dlatego, że bociany odleciały i jest teraz mniej
dzieci. Z powodu niżu niektórzy nauczyciele okazali się niepotrzebni. Mieliśmy
taką fajną panią od polskiego, która puszczała nam dużo śpiewanych wierszyków,
bajek i filmów o autorach. Zawsze lubiliśmy Panią i jej lekcje, ale za krótko
pracowała w naszej szkole i teraz mamy polski z Panią z biblioteki, która sama
czyta nam wierszyki i opowiada i to już nie jest takie ciekawe. Ostatnio prawie
zasnęłam na lekcji, ale to pewnie przez ten niż. Pani z biblioteki pracuje od lat i okazała się bardziej potrzebna od naszej Pani.
piątek, 6 września 2013
7. WAKACJE W MIEŚCIE.
Kochana
Babciu!
Dawno
do Ciebie nie pisałam, bo dużo czasu spędzałam ostatnio przy grze na xboksie,
ale tata wczoraj mi ją odłączył i schował, po tym, jak podczas gry ze
zdenerwowania użyłam takiego słowa, którego mogą używać tylko rodzice. Mama i
tata powiedzieli, że za dużo czasu spędzam przed telewizorem albo monitorem i robię
się od tego niegrzeczna. Babciu, czy moi rodzice naprawdę nie oglądali bajek?
Tata mówi, że kiedy był w moim wieku, to nie było jeszcze gier komputerowych, a
w telewizji można było tylko oglądać zdradzieckie filmy o wojnie. Jeśli rodzice
musieli oglądać takie straszne filmy, to jak musieli być niegrzeczni, skoro ja
robię się podobno nieznośna od śmiesznych bajek i gier?
Rodzice
mówią też, że jak oni byli mali, to więcej czasu niż ja spędzali na podwórku. I
ja nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pójść na plac zabaw, ale na naszym
osiedlu już prawie nie ma takich miejsc. To znaczy place są, ale odkąd
wróciliśmy z wakacji, to wyglądają jak plaże bez wody: dużo piasku, dużo słońca
i dużo miejsca do biegania – tak chyba wygląda pustynia? Jeszcze przed naszym
wyjazdem były huśtawki i zjeżdżalnie i było fajnie, ale kiedy ktoś złamał jedną
z huśtawek na naszym osiedlu, to okazało się, że te wszystkie drewniane zabawki
na placach, które podobno nie tak dawno nam Spółdzielnia zafundowała (tata
mówi, że mogły być już pełnoletnie – co to znaczy, Babciu?), są niebezpieczne i
mogłyby dzieciom zrobić krzywdę. Nie wiem, dlaczego stało się to tak nagle –
może w tym roku sprowadziły się na nasze osiedle jakieś robaczki i zaczęły je
zjadać z takim apetytem, że trzeba było szybko całe drewno zabrać? A dzięcioły
nie miałyby u nas gdzie mieszkać, bo wszystkie gniazda zajęły jaskółki
wyjadające komary!?
czwartek, 5 września 2013
6. STROFOWANIE ŚMIECI
Kochana Babciu!
Tyle się teraz mówi
o ekologii i strofowaniu śmieci, że aż postanowiłam do Ciebie o tym napisać, bo
jestem ciekawa, jak to się odbywa u Ciebie? Tatuś mówi, że kiedyś ludzie nie
dbali o środowisko tak jak teraz i dlatego wyginęło dużo zwierząt, a w
niektórych rzekach do dzisiaj nie można się kąpać, bo nadal są brudne. Ale
kiedy ludzie zobaczyli, jak narozrabiali, to się przestraszyli, że też wyginą i
postanowili się poprawić. Na przykład zaczęli zbierać zużyte baterie, stare
radia, telewizory i lodówki w sklepach, gdzie je sprzedają, żeby ludzie nie
wywozili ich do lasu. Ale niektórzy dalej wywożą. Różne odpady. A niektórzy
nawet je spalają w piecach i wtedy wszyscy w okolicy wiedzą, że w tym domu pali
się śmieci, bo z komina leci gęsty i śmierdzący dym, który wszystko zasłania i
drapie w gardło. Zapytałam tatusia, czy ci ludzie nie boją się, że wyginą.
Tatuś powiedział, że niektórzy tak robią, bo za wywożenie śmieci trzeba
zapłacić, a oni mają inne, ważniejsze wydatki. Na szczęście dla większości
ludzi dbanie o czyste rzeki i powietrze jest bardzo ważne i dlatego teraz
wszyscy żwawo zabrali się do gregowania
śmieci. Szkoda tylko, że teraz za to, żeby było zdrowiej, trzeba płacić więcej
niż przedtem, bo ja myślę, że znowu znajdą się tacy, którzy będą mieli
ważniejsze wydatki.
A z tym strofowaniem to jest tak, że
u nas robi się to jeszcze nie całkiem po europejsku, według tego, czego uczyłam
się w szkole. Trochę jak z butelkami zwrotnymi. Kiedy tatuś kupi piwo, a potem
zgubi paragon, to może wymienić je w sklepie tylko na pełne. Tatuś zawsze gubi
paragony, a mamusia potem krzyczy na niego, że znów chrapie. Bo naprawdę
chrapie jak niedźwiedź! (Babciu, czy piwo też robią pszczoły?) A kiedy byliśmy w Czechach, to tatuś mógł wrzucić
wszystkie butelki po piwie do takiej maszyny w ścianie, z maszyny wyszła
karteczka, na której było napisane, ile były te butelki warte i mogliśmy zrobić
inne zakupy, a tatuś nie musiał kupować następnych piw i wszyscy byliśmy
wyspani.
środa, 4 września 2013
5. WINDA NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI...
Dnia Wtorek, 30 Kwietnia 2013 14:50 <radoscsama@rewelacyjnasm.pl
> napisał(a)
No widzicie, S.,
nie można było tak od razu?
A.
Od: "Członek Spółdzielni"
<poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 12:22 Poniedziałek 2013-04-29
Temat: Uszkodzona winda.
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 12:22 Poniedziałek 2013-04-29
Temat: Uszkodzona winda.
Wielce Szanowna
Pani A.
Pragnę wyrazić szczere ubolewanie z powodu mojej samolubnej i egoistycznej
retoryki oraz niezrozumienia wyższych celów, jakimi kieruje się nasza oświecona
Spółdzielnia dla dobra kolektywu, w wyniku czego dopuściłem się względem Pani
bezpodstawnych i bezczelnych pomówień i insynuacji. Niniejszym chciałbym z
całego serca Panią przeprosić i uroczyście przysiąc, że taka sytuacja już nigdy
się nie powtórzy. Chciałbym też wyrazić nadzieję, że nasza kochana winda będzie
służyła nam jeszcze co najmniej tyle lat, ile panować nam będzie nasza Rewelacyjna Spółdzielnia…
Z wyrazami
szacunku
C.S.
Panie S.
Niniejszym wzywa się Pana do osobistego stawienia się w siedzibie KC RRSM w
dniu 29. kwietnia 2013r o godzinie 9.00, pokój nr 333 w celu złożenia wyjaśnień
dotyczących wypełniania przez Pana obowiązków spoczywających na członku
Spółdzielni. Obecność obowiązkowa.
Spółdzielnia
poniedziałek, 2 września 2013
3. DROGOWE PACZŁORKI
Tatuś mówi, że skoro
nie chcesz do nas przyjechać, to nie mam być natrętna. Rozumiem, że nie chcesz
nam zrobić tej „łaski”, jak to tata powiedział, bo pewnie uważasz, że na nią
nie zasługujemy. Dlatego ja będę Ci w kolejnych listach pisać, co u nas nowego,
aż do nas zatęsknisz i znów nam tę „łaskę” zrobisz i przyjedziesz.
Gdyby Cię teraz Dziadek
przywiózł samochodem, to od autostrady jechalibyście nowiutką, równiutką drogą!
Ta droga była tam już dawno, ale podobno była wąska i dziurawa i nie miała
chodników w niektórych miejscach, przez co była niebezpieczna. Byłoby wstyd,
gdyby od strony autostrady, skąd już niedługo cały świat do nas będzie jeździł,
taką brzydką drogą wjeżdżało się do takiego pięknego miasta jak nasze, więc Pan
Prezydent nam tę drogę odnowił. Wiem to od mamy, bo jak się to odnawianie
zaczęło, to jeszcze M. nie było na świecie, a ja byłam taka mała, że w ogóle
nie pamiętam, jak tam kiedyś wyglądało. Mama mówi, że to bardzo długo i dlatego
nie wszyscy się z tej nowej drogi cieszą i niektórym nic już się tam nie podoba.
Nawet to, że teraz będzie czyściej i bezpieczniej, tak się zdenerwowali! A
najbardziej, to się niektórzy rozzłościli, jak zobaczyli ozdoby na nowych
rondach. Na jednym jest taka śmieszna figurka, która wygląda jak M., kiedy się
o coś potknie i próbuje się nie wywrócić! Od tego potknięcia straciła nawet
głowę! Naprawdę, taka śmieszna! A na drugim są takie kolorowe rybki, podobno
szczupaki. Mama mówi, że najbardziej niektórych ludzi rozgniewało to, że te
ozdoby razem kosztowały tyle, co porządny samochód i uważają, że można było
lepiej takie pieniądze wykorzystać. Ja jestem jeszcze za mała i się na tym nie
znam, ale skoro już są, to mnie się
podobają, bo są takie jasne i pogodne. Poza tym, to zawsze jest śmieszne, kiedy
ktoś się potknie i tak leci i myślę sobie, że jak ktoś będzie wjeżdżał teraz do
naszego miasta od tej strony, to zawsze będzie musiał się uśmiechnąć, a to
chyba dobrze, żeby ludzie byli w dobrym humorze, prawda?
Etykiety:
absurd,
babcia,
centrum,
drogi,
miasto,
niekompetencja,
podróż,
prowizorka,
radość,
rondo,
Rybnik,
rzeźba,
spółdzielnia,
sztuka,
urzędnik
czwartek, 29 sierpnia 2013
2. NIE JEDZIE POCIĄG Z DALEKA...
Kochana
Babciu!
Słyszałam
kiedyś, że u nas coraz trudniej podróżuje się pociągami, ale nie wiedziałam, że
musiałabyś trzy razy się przesiadać, żeby dojechać do jakiegoś bliższego miasta,
gdzie czekalibyśmy na Ciebie. Może jednak przyjechalibyście samochodem, skoro
nie lubisz też autobusów? Tata mówi, że teraz mamy autostrady, to nie będzie
już pociągów, bo nie można mieć wszystkiego. Szkoda, bo ja lubię pociągi. Kiedy
nimi podróżuję, nie muszę łykać tych wstrętnych tabletek, żeby nie było mi
niedobrze, jak się czasami zdarza, gdy jedziemy autem.
Poza tym, taka podróż pociągiem, to cała wyprawa i wielka przygoda! Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy! Najpierw trzeba trafić w takie miejsce, gdzie zatrzymują się pociągi – to może być dworzec kolejowy albo centrum handlowe. Dworce mogą być brudne, brzydko pachnieć i czasami boję się do nich wchodzić, żeby mi się nie zawaliły na głowę. Ale mama mówi, że takich strasznych jest coraz mniej. Centrum handlowe zawsze jest jasne, czyste i ogromne i trzeba się pilnować rodziców, żeby się nie zgubić. Za to można przyjść bez bagażu i przed podróżą zrobić wszystkie potrzebne zakupy. Nawet telewizor na drogę można kupić. Naprawdę! Ale żeby kupić bilety, trzeba się nabiegać, bo trudno za pierwszym razem trafić do kasy, która sprzedaje bilety akurat na ten pociąg, którym chce się jechać. Nikt nie wie, kiedy pociąg przyjedzie i czy na pewno na ten peron, który jest podany na rozkładzie, no a potem jest taka fajna zabawa, gdy już wjeżdża na peron i trzeba zgadnąć, w którym dokładnie miejscu będą drzwi, kiedy już się zatrzyma – to takie śmieszne! Jeśli się zgadnie, to w nagrodę można usiąść, jeśli stanie się w złym miejscu, za karę trzeba stać tak długo, aż jakieś miejsce się zwolni – bardzo lubię w to grać, bo jestem mała i tak zawsze gdzieś się dla mnie miejsce znajdzie. A w pociągu nie muszę być przypięta pasami, mogę sobie chodzić i przyglądać się innym ludziom.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







