Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekompetencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekompetencja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 stycznia 2016

139. PAWILON

                Kochana Babciu!
               
                Wiesz, co to jest pawilon? Pytam, bo ostatnio dowiedziałam się, że słowo pawilon ma kilka znaczeń. Dla mnie zawsze był to brzydki, zaniedbany i obwieszony reklamami stary budynek ze sklepami, gabinetami lekarskimi, fryzjerem i pocztą na naszym osiedlu. A tu okazuje się, że pawilon to przede wszystkim rodzaj namiotu albo altanki, w dodatku słowo to pochodzi z jakiegoś języka, w którym oznaczało motyla! O, nasz pawilon z motylem niewiele ma wspólnego!

wtorek, 3 lutego 2015

99. GRY I GIERKI

Kochana Babciu!
               
                Niedawno do naszej szkoły przyjechał kukiełkowy teatrzyk i dał fajne przedstawienie, o którym potem rozmawiała cała szkoła i nie tylko. Nie będzie to krótka opowieść, ale powinnaś ją poznać.

I

Za siedmioma pagórkami, za siedmioma sadzawkami, za siedmioma stawami, w pewnym małym miasteczku żył sobie Jaś. Nie był on ani bardzo niegrzecznym chłopcem, ani wzorem do naśladowania. Nie można o nim powiedzieć, że był zbyt mądry, ale też skrzywdziłby go ktoś, kto powiedziałby, że był głupi. Nie wszyscy go lubili, ale miał swoich wiernych przyjaciół. Miał też dwie namiętności. Kiedy ktoś go pytał, sam nie umiał odpowiedzieć, czy bardziej kocha grę w palanta, czy czekoladki.
Kiedy z małego chłopca wyrósł na wielkiego postawnego mężczyznę, nikt nie rozpoznałby w nim tamtego małego Jasia, gdyby nie te dwie namiętności: palant i czekoladki. Jaś podjął nawet próbę zrobienia zawodowej kariery jako zawodnik i na pewno wystarczyłoby mu do tego miłości, gdyby nie… czekoladki. Jak pewnie wiesz, w tej grze trzeba szybko biegać, kiedy jest się w „niebie”, a jeśli jest się w „piekle”, trzeba robić wszystko, żeby dostać się do „nieba”. Niestety, o ile jeszcze w „piekle” Jaś radził sobie jako tako, to czekoladki powodowały, że bieg Jasia niesionego jak na skrzydłach z „nieba” dookoła „piekła” szybko się kończył, bo bliższy był lotowi kury, niż jaskółki. A jako że palant to gra drużynowa, koledzy zaczęli mówić, że Jaś nadaje się tylko do „piekła”.
Chłopiec bardzo to przeżył, długo płakał i objadał się czekoladkami, aż dręczyły go koszmary. Wtedy przyszła do niego dobra wróżka i powiedziała:
- Nie płacz Jasiu, jesteś już dużym chłopcem. Nie wszyscy mogą być gwiazdami gry w palanta. Ale nawet ci najlepsi nic by nie znaczyli, gdyby nie było tych wszystkich, którzy organizują zawody, układają tabelki, liczą punkty i opiekują się boiskami. Może i nie jesteś stworzony do biegania, ale o palancie wiesz wystarczająco dużo, żeby pomagać innym w realizowaniu ich marzeń. To piękne zajęcie, Jasiu. – Wróżka znikła, a duży chłopiec wytarł rękawami mokre oczka, wydmuchał nos i postanowił, że tak właśnie zrobi. A żeby utwierdzić się w swoim postanowieniu i uczcić obranie nowego celu w życiu, wyjął z kieszeni czekoladowy batonik i zjadł z apetytem…

piątek, 3 października 2014

86. WEEKEND W WIELKIEJ SPÓŁDZIELNI

Kochana Babciu!
               

                Wiesz kiedy zaczyna się weekend? Jak należy go spędzać? Jeśli nie, to nigdy nie mogłabyś pracować w naszej spółdzielni. Tata mówi, że chyba warunkiem przyjęcia do pracy w takiej administracji albo dziale technicznym jest udokumentowanie na piśmie i w praktyce, że umie się pracę „szanować”, a każdy dzień święty, jego wigilię i dzień po – święcić. Podobno jest taka choroba, która nazywa się „pracoholizm”. Tata mówi, że ona dyskwalifikuje wszystkich, którzy na nią cierpią, a chcieliby w naszej spółdzielni pracować, bo praca jest tu traktowana co najmniej jak alkohol – nie wolno nadużywać…
                W tym tygodniu właśnie widzieliśmy tego dowody: w naszym bloku zrealizowano kolejną bardzo ważną inwestycję: wymieniono stare okienko między przedsionkiem, a korytarzem. Wymiana tego okienka nie spełnia żadnej funkcji, poza tzw. estetyczną (pod warunkiem, że ktoś pomaluje jeszcze ściany), bo zarówno drzwi wejściowe, jak i te na korytarz chronią przed zimnem tyle, co drzwi do piwnicy przed złodziejami. Tata próbował dodzwonić się do Pani Z Administracji, żeby powiedzieć, co myśli o wymianie okienka bez wymiany drzwi, ale była w „terenie”. Gdzie jest „teren”, nikt nie wie, ale na pewno nie ma go w naszym bloku. Bo przecież, gdyby był, to Pani Z Administracji widziałaby, że po wykuwaniu starego okna cały przedsionek, korytarz i winda pokryte są grubą warstwą kurzu i na pewno zarządziłaby porządne mycie podłóg, prawda? Panowie wprawdzie pozamiatali po sobie, kiedy skończyli pracę w czwartek, ale to okazało się za mało, a przecież każde dziecko wie, że weekend zaczyna się w piątek – dlaczego sprzątaczki nie miałyby wiedzieć, że nigdzie nie jest napisane o której godzinie… Dzięki temu my też nie musimy w ten weekend sprzątać podłóg w mieszkaniu, bo to i tak nie ma sensu…

piątek, 26 września 2014

84. "SAN FRANCISCO"

Kochana Babciu!
               
                Znasz tę piosenkę sympatycznych bliźniaków z Milówki, o tym jak zbudują San Francisco na ściernisku, prawda? Pisałam Ci jeszcze zimą, że mieliśmy takie „ściernisko” w centrum miasta, ale z okazji wyborów radni chcą nam zrobić prezent i stworzyć tam taki wypasiony park z placem zabaw. No, to park, czyli „San Francisco”, już jest gotowy. Może nie taki wypasiony, jak to wyglądało na wizualizacjach, ale wygląda naprawdę fajnie. W końcu patronem naszego miasta nie jest Św. Franciszek, tylko Św. Antoni, czyli, gdyby leżało na Dzikim Zachodzie, nazywałoby się San Antonio, a nie San Francisco.
                Pewnie dlatego, że Antoni jest patronem rzeczy zaginionych, zgubił się gdzieś jeden z planowanych mostków i basen dla chłopców z deskorolkami, które miały w tym parku powstać. Właściwie to nawet nie w parku, tylko na placu, bo parkiem będzie można go nazwać, kiedy już urosną te wszystkie posadzone drzewa. Ale nie chodzi o to, żeby narzekać, bo jest naprawdę ładnie – jak w zadbanym przydomowym ogródku, chociaż trochę droższym... Ale oprócz mostku i basenu, jeszcze przed otwarciem parku znikały materiały budowlane i sadzonki roślinek, a krótko po otwarciu zniknęły huśtawki, pałka do gongu i kilka urządzeń do eksperymentów fizycznych. Albo nas ten nasz patron nie lubi, albo za mało się do niego modlimy…

piątek, 12 września 2014

81. NIEZNOŚNA TRWAŁOŚĆ BETONU

Od: "Członek Spółdzielni" <poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 15:55 Wtorek 2014-09-10
Temat: Oporność.

              
                Szanowna Pani A.

                Skłamałbym, pisząc, że cieszę się, że w Najwspanialszej Spółdzielni wszystko wróciło do „normy”. Bo „normą”, jak Pani doskonale wie, jest tutaj stan permanentnego otępienia. Przez półtora roku trwało starcie między Zarządem z samorządowego desantu, który próbował stworzyć pozory  troski o dobro mieszkańców, żeby zbić na tym kapitał polityczny, a przyssanymi do żyły lokatorskich pieniędzy weteranami. Niestety, Zarząd nie docenił, jaką siłą dysponuje uzależniony, kiedy próbuje się go oderwać od źródła uzależnienia…

wtorek, 9 września 2014

80. TĘSKNOTA ZA ZAPIECKIEM.

Kochana Babciu!
               
                Zauważyłaś kiedyś, że we wrześniu zmienia się pogoda? Że robi się zimniej, pada deszcz, a w Tatrach nawet śnieg? Nawet jeżeli później wracają jeszcze upały? Bo u nas większość ludzi co roku się dziwi. W tym roku najbardziej dziwią się panowie, którzy wymieniają ciepłociąg.
                Ciepłociąg to takie rury, które przez całe miasto prowadzą ciepło z ciepłowni do kaloryferów w blokach. Do naszych też. Ten ciepłociąg w naszym mieście ma chyba tyle lat, co tata (też grzeje!) i ze starości już mu to ciepło po drodze uciekało. Ale ciepłociąg nie tata – można go wyremontować i w tym roku PEC (Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej) wymienia rury na nowe. Jak już wymieni, to całe ciepło trafi do kaloryferów, a nie do ziemi. Z tego powodu ogrzewanie powinno stanieć, ale podrożeje. Rozumiesz? Ja też nie. Ale mnie to nie dziwi, bo tak jest u nas przyjęte, że czym mniej się ciepła zużywa, tym więcej się płaci na następny rok.

piątek, 25 lipca 2014

73. SŁOWA W RUINACH

Pałac w Rzuchowie


„Od 1945 roku do dziś na Dolnym Śląsku bezpowrotnie unicestwiono około 800 zabytkowych rezydencji. Niewiele ucierpiało wskutek działań wojennych. Przede wszystkim były rozkradane, dewastowane i burzone z przyczyn narodowych, ideowych i klasowych lub dla zaspokojenia barbarzyńskiej woli zniszczenia. Przepadł wielokulturowy dorobek kilku stuleci, wspaniała architektura, niezliczone dzieła sztuki, słynne w Europie niezwykłe założenia parkowe. Dziś już nawet nie wiemy, gdzie znajdowały się niektóre dwory i pałace. Pozostały jedynie zdjęcia...”


„Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”

(Ludwig Wittgenstein)

 



Jakiś czas temu świat obiegła informacja, że w pewnym włoskim miasteczku, podczas świętowania jakiejś rocznicy przez rajców w miejskim ratuszu, wystrzelony korek z szampana zrobił dziurę w zabytkowym obrazie. Niefrasobliwość rozochoconych radnych wywołała ogólne rozbawienie, zwłaszcza że komunikat prasowy kończył się informacją, że nieostrożny obywatel, który nie zapanował nad korkiem, zobowiązał się pokryć koszty renowacji obrazu. Zapewne to właśnie ta skrucha wzbudziła największą radość w kraju nad Wisłą, gdzie zabytek, mimo że według prawnej definicji ma być pamiątką, to jednak zgodnie ze znaczeniem, jakie niosło to słowo jeszcze w czasach Piastów, jest to coś, o czym należałoby jak najszybciej zabyć (zapomnieć). Zapewne mało kto rozumie to tak dobrze jak Pan.

Po lekturze każdego Pańskiego wpisu na temat niszczejących zabytków jestem pełen podziwu dla Pańskiego uporu i myślę sobie, że zacne jest to, co Pan robi. Właśnie zacne, bo chociaż słowem tym raczej określano ludzi niż ich poczynania, to jego znaczenie związane z szacunkiem i archaiczny wydźwięk, wywołujący pobłażliwy uśmieszek na twarzach „poważnych” osób, najlepiej oddają sens Pańskiego działania.
Niestety, odnoszę też wrażenie, że mimo, wydawałoby się, oczywistych racji związanych z walką o ratowanie materialnych świadectw kultury nie tylko Dolnego Śląska, skazana jest ona na zakwalifikowanie do pewnego rodzaju donkiszoterii.

wtorek, 10 grudnia 2013

28. WIELKIE UMOWNE D

Czyli "Demoniczna" historia o tym, gdzie Operator ma klienta, kiedy klient nie przeanalizuje cyrografu...
Ku przestrodze.

                Prolog

                Lipiec 2013

                Potrzebny był mi komputer i mobilny internet. Po zebraniu danych, analizie i porównaniu ofert zdecydowałem się skorzystać z promocji mojego dotychczasowego Operatora, chociaż, odkąd przestał być, na potrzeby tej historii nazwijmy go Epoką, a stał się, niech będzie umownie D-phonem, miałem wrażenie, że pewna epoka dobiegła końca…
                Przyszedłem do salonu: za biurkiem siedziała Niebieskooka i orlim wzrokiem wpatrywała się w monitor, ale zostałem zauważony. Świetny początek! Zapytałem o ofertę ze strony WWW Operatora: laptop, internet, antywirus i MS Office. Oczywiście, była dostępna.
- Czy trzymiesięczny darmowy abonament za internet dla stałych klientów też mi się należy, jeśli do tej pory korzystałem tylko z telefonu w waszej sieci?
Niebieskooka potwierdziła pomrukiem i miną pt. „Wiem, co mówię!”, nie spuszczając wzroku z monitora. Świetnie, zdecydowałem się. Umówiłem się na kolejną wizytę po odbiór akcesoriów i podpisanie umowy.
                Kilka dni później czekały na mnie komputer, modem i umowa. W umowie znalazły się kody promocji i wysokości opłat, bez szczegółów oferty. Okazało się, że trzy miesiące darmowego abonamentu nie dla mnie – Niebieskooka zdziwiła się, że nie wiedziałem… Cóż, oferta nadal mi się opłacała, więc przełknąłem to z kwaśną miną, żałując, że nie skorzystałem z Biura Obsługi nagrywającego rozmowy. Zapytałem o antywirusa i MS Office. Dowiedziałem się, że powinny być zainstalowane w komputerze. Dopełniłem formalności i wyszedłem. W domu okazało się, że nie mam ani antywirusa, ani Office’a…
                Następnego dnia musiałem wyjechać na ponad dwa tygodnie.

sobota, 23 listopada 2013

25. WINDA NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI - NOWA NADZIEJA


Od: "Członek Spółdzielni" <poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 15:42 Poniedziałek 2013-11-18
Temat: Odnawianie windy.


              
  Szanowna Pani A.

                Z prawdziwym niedowierzaniem zobaczyłem  nowe przyciski przy drzwiach naszej windy! Chciałbym z całego serca złożyć najgorętsze podziękowania i pogratulować gustu: błyszczący inox pięknie kontrastuje z kamuflażem odrapanego brązu a la późny Jaruzelski! Mam nadzieję, że ten promyk XXI wieku, który przebił się przez mrok panujący w naszej Spółdzielni, pozwoli z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nawet, jeżeli wymieniona część była ostatnią, która w tym urządzeniu jeszcze działała.

niedziela, 6 października 2013

15. SMOK IN THE FOG

Kochana Babciu!
               

Właśnie siedzę w domu, bo byłam z mamą u pani Doktor. Tam dowiedziałam się, że to co mi jest, nazywa się infekcją dróg oddechowych. Organizm wyrzuca z płuc różne śmieci, które się w nim zbierają i dlatego kaszlę, aż mnie mdli. Do szkoły mogę chodzić, bo wszystkie dzieci to mają, więc i tak nikogo bym nie zaraziła. Ale dzisiaj nie poszłam, bo po wyjściu z przychodni było za późno, więc opowiem Ci bajkę.

Widziałaś kiedyś, Babciu, świąteczną pocztówkę z domkiem przysypanym białym puchem? Dookoła domku rozjaśniona śniegiem noc i trzaskający mróz, na niebie skrzą się gwiazdy, a z komina spokojną strużką unosi się dymek, który świadczy o tym, że za rozświetlonym okienkiem jest cieplutko i przytulnie. Słodziutkie, prawda? Na niektórych kartkach można zobaczyć całą wioskę takich domków i też wyglądają uroczo. 
Wyobraź sobie teraz, że tych domków jest kilka tysięcy, a z każdego komina sączy się dymek. Coś się zmieniło na obrazku, prawda? Tak, gwiazdy zasłonił czarny welon, a śnieg nie rozjaśnia już nocy, bo jest szarobury. Wioska stała się miastem.

niedziela, 22 września 2013

11. MATEMATYCZNE SZANSE


Misiek  (10:47)
Kochanie, jesteś?
  

Kotek  (10:50)
Pracuję!
 

Misiek  (10:51)
Dobrze, już dobrze! Chciałem tylko o coś zapytać…

Kotek  (10:53)
No, to pytaj…

Misiek  (10:55)
Nie, no… Jak nie masz humoru to nawet nie pytam…

Kotek  (10:59)
No, pytaj!!!

Misiek  (11:00)
Za trzy tygodnie jest mecz i chcielibyśmy z kumplami pójść do knajpy, żeby pokibicować. Tylko że to piątek i mógłbym nie zdążyć z treningu dzieci, dlatego chciałem zapytać, Kochanie, czy masz na ten dzień jakieś plany?...

Kotek  (11:05)
Jeszcze nie wiem…
A co to za mecz?

Misiek  (11:08)
Nasza reprezentacja w piłce nożnej gra o awans do finałów Mistrzostw Świata.

Kotek  (11:10)
Myślałam, że Euro się już skończyło, a tu o finały będą grać, ho, ho, ho!

niedziela, 15 września 2013

9. NIŻ

Kochana Babciu!
               
                Dopiero co wysłałam do Ciebie jeden list, ale mam teraz czas, żeby znowu do Ciebie napisać , bo rok szkolny nie zaczął się jeszcze na dobre, a do tego ciągle pada deszcz, bo przyszedł niż i nie ma po co iść na dwór. I zadań domowych nie muszę jeszcze robić. To znaczy nie musimy. Z rodzicami, bo sama nie dałabym rady. Jedno takie zadanie to nawet musiała kiedyś rozwiązać koleżanka mamy, która pracuje na uniwersytecie, bo rodzice nie umieli. Większość klasy zapomniała wtedy zeszytu. Już niedługo pewnie znów tak będzie i chociaż trochę nudziłam się w czasie wakacji w domu, to już zaczynam za nimi tęsknić.
Podobno do szkół też przyszedł niż. Tata mówi, że to dlatego, że bociany odleciały i jest teraz mniej dzieci. Z powodu niżu niektórzy nauczyciele okazali się niepotrzebni. Mieliśmy taką fajną panią od polskiego, która puszczała nam dużo śpiewanych wierszyków, bajek i filmów o autorach. Zawsze lubiliśmy Panią i jej lekcje, ale za krótko pracowała w naszej szkole i teraz mamy polski z Panią z biblioteki, która sama czyta nam wierszyki i opowiada i to już nie jest takie ciekawe. Ostatnio prawie zasnęłam na lekcji, ale to pewnie przez ten niż. Pani z biblioteki pracuje od lat i okazała się bardziej potrzebna od naszej Pani.

piątek, 6 września 2013

7. WAKACJE W MIEŚCIE.

Kochana Babciu!


Dawno do Ciebie nie pisałam, bo dużo czasu spędzałam ostatnio przy grze na xboksie, ale tata wczoraj mi ją odłączył i schował, po tym, jak podczas gry ze zdenerwowania użyłam takiego słowa, którego mogą używać tylko rodzice. Mama i tata powiedzieli, że za dużo czasu spędzam przed telewizorem albo monitorem i robię się od tego niegrzeczna. Babciu, czy moi rodzice naprawdę nie oglądali bajek? Tata mówi, że kiedy był w moim wieku, to nie było jeszcze gier komputerowych, a w telewizji można było tylko oglądać zdradzieckie filmy o wojnie. Jeśli rodzice musieli oglądać takie straszne filmy, to jak musieli być niegrzeczni, skoro ja robię się podobno nieznośna od śmiesznych bajek i gier?

Rodzice mówią też, że jak oni byli mali, to więcej czasu niż ja spędzali na podwórku. I ja nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pójść na plac zabaw, ale na naszym osiedlu już prawie nie ma takich miejsc. To znaczy place są, ale odkąd wróciliśmy z wakacji, to wyglądają jak plaże bez wody: dużo piasku, dużo słońca i dużo miejsca do biegania – tak chyba wygląda pustynia? Jeszcze przed naszym wyjazdem były huśtawki i zjeżdżalnie i było fajnie, ale kiedy ktoś złamał jedną z huśtawek na naszym osiedlu, to okazało się, że te wszystkie drewniane zabawki na placach, które podobno nie tak dawno nam Spółdzielnia zafundowała (tata mówi, że mogły być już pełnoletnie – co to znaczy, Babciu?), są niebezpieczne i mogłyby dzieciom zrobić krzywdę. Nie wiem, dlaczego stało się to tak nagle – może w tym roku sprowadziły się na nasze osiedle jakieś robaczki i zaczęły je zjadać z takim apetytem, że trzeba było szybko całe drewno zabrać? A dzięcioły nie miałyby u nas gdzie mieszkać, bo wszystkie gniazda zajęły jaskółki wyjadające komary!?

czwartek, 5 września 2013

6. STROFOWANIE ŚMIECI

                Kochana Babciu!

                Tyle się teraz mówi o ekologii i strofowaniu śmieci, że aż postanowiłam do Ciebie o tym napisać, bo jestem ciekawa, jak to się odbywa u Ciebie? Tatuś mówi, że kiedyś ludzie nie dbali o środowisko tak jak teraz i dlatego wyginęło dużo zwierząt, a w niektórych rzekach do dzisiaj nie można się kąpać, bo nadal są brudne. Ale kiedy ludzie zobaczyli, jak narozrabiali, to się przestraszyli, że też wyginą i postanowili się poprawić. Na przykład zaczęli zbierać zużyte baterie, stare radia, telewizory i lodówki w sklepach, gdzie je sprzedają, żeby ludzie nie wywozili ich do lasu. Ale niektórzy dalej wywożą. Różne odpady. A niektórzy nawet je spalają w piecach i wtedy wszyscy w okolicy wiedzą, że w tym domu pali się śmieci, bo z komina leci gęsty i śmierdzący dym, który wszystko zasłania i drapie w gardło. Zapytałam tatusia, czy ci ludzie nie boją się, że wyginą. Tatuś powiedział, że niektórzy tak robią, bo za wywożenie śmieci trzeba zapłacić, a oni mają inne, ważniejsze wydatki. Na szczęście dla większości ludzi dbanie o czyste rzeki i powietrze jest bardzo ważne i dlatego teraz wszyscy żwawo zabrali się do  gregowania śmieci. Szkoda tylko, że teraz za to, żeby było zdrowiej, trzeba płacić więcej niż przedtem, bo ja myślę, że znowu znajdą się tacy, którzy będą mieli ważniejsze wydatki.
A z tym strofowaniem to jest tak, że u nas robi się to jeszcze nie całkiem po europejsku, według tego, czego uczyłam się w szkole. Trochę jak z butelkami zwrotnymi. Kiedy tatuś kupi piwo, a potem zgubi paragon, to może wymienić je w sklepie tylko na pełne. Tatuś zawsze gubi paragony, a mamusia potem krzyczy na niego, że znów chrapie. Bo naprawdę chrapie jak niedźwiedź! (Babciu, czy piwo też robią pszczoły?)  A kiedy byliśmy w Czechach, to tatuś mógł wrzucić wszystkie butelki po piwie do takiej maszyny w ścianie, z maszyny wyszła karteczka, na której było napisane, ile były te butelki warte i mogliśmy zrobić inne zakupy, a tatuś nie musiał kupować następnych piw i wszyscy byliśmy wyspani.

środa, 4 września 2013

5. WINDA NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI...

Dnia Wtorek, 30 Kwietnia 2013 14:50 <radoscsama@rewelacyjnasm.pl > napisał(a)

No widzicie, S., nie można było tak od razu?

A.


Od: "Członek Spółdzielni" <poirytowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 12:22 Poniedziałek 2013-04-29
Temat: Uszkodzona winda.

Wielce Szanowna Pani A.

Pragnę wyrazić szczere ubolewanie z powodu mojej samolubnej i egoistycznej retoryki oraz niezrozumienia wyższych celów, jakimi kieruje się nasza oświecona Spółdzielnia dla dobra kolektywu, w wyniku czego dopuściłem się względem Pani bezpodstawnych i bezczelnych pomówień i insynuacji. Niniejszym chciałbym z całego serca Panią przeprosić i uroczyście przysiąc, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy. Chciałbym też wyrazić nadzieję, że nasza kochana winda będzie służyła nam jeszcze co najmniej tyle lat, ile panować nam będzie nasza  Rewelacyjna Spółdzielnia…

Z wyrazami szacunku

C.S.


Dnia Piątek, 26 Kwietnia 2013 08:10 <radoscsama@rewelacyjnasm.pl > napisał(a)

Panie S.

Niniejszym wzywa się Pana do osobistego stawienia się w siedzibie KC RRSM w dniu 29. kwietnia 2013r o godzinie 9.00, pokój nr 333 w celu złożenia wyjaśnień dotyczących wypełniania przez Pana obowiązków spoczywających na członku Spółdzielni. Obecność obowiązkowa.

Spółdzielnia

poniedziałek, 2 września 2013

3. DROGOWE PACZŁORKI

Kochana Babciu!

                Tatuś mówi, że skoro nie chcesz do nas przyjechać, to nie mam być natrętna. Rozumiem, że nie chcesz nam zrobić tej „łaski”, jak to tata powiedział, bo pewnie uważasz, że na nią nie zasługujemy. Dlatego ja będę Ci w kolejnych listach pisać, co u nas nowego, aż do nas zatęsknisz i znów nam tę „łaskę” zrobisz i przyjedziesz.
                Gdyby Cię teraz Dziadek przywiózł samochodem, to od autostrady jechalibyście nowiutką, równiutką drogą! Ta droga była tam już dawno, ale podobno była wąska i dziurawa i nie miała chodników w niektórych miejscach, przez co była niebezpieczna. Byłoby wstyd, gdyby od strony autostrady, skąd już niedługo cały świat do nas będzie jeździł, taką brzydką drogą wjeżdżało się do takiego pięknego miasta jak nasze, więc Pan Prezydent nam tę drogę odnowił. Wiem to od mamy, bo jak się to odnawianie zaczęło, to jeszcze M. nie było na świecie, a ja byłam taka mała, że w ogóle nie pamiętam, jak tam kiedyś wyglądało. Mama mówi, że to bardzo długo i dlatego nie wszyscy się z tej nowej drogi cieszą i niektórym nic już się tam nie podoba. Nawet to, że teraz będzie czyściej i bezpieczniej, tak się zdenerwowali! A najbardziej, to się niektórzy rozzłościli, jak zobaczyli ozdoby na nowych rondach. Na jednym jest taka śmieszna figurka, która wygląda jak M., kiedy się o coś potknie i próbuje się nie wywrócić! Od tego potknięcia straciła nawet głowę! Naprawdę, taka śmieszna! A na drugim są takie kolorowe rybki, podobno szczupaki. Mama mówi, że najbardziej niektórych ludzi rozgniewało to, że te ozdoby razem kosztowały tyle, co porządny samochód i uważają, że można było lepiej takie pieniądze wykorzystać. Ja jestem jeszcze za mała i się na tym nie znam,  ale skoro już są, to mnie się podobają, bo są takie jasne i pogodne. Poza tym, to zawsze jest śmieszne, kiedy ktoś się potknie i tak leci i myślę sobie, że jak ktoś będzie wjeżdżał teraz do naszego miasta od tej strony, to zawsze będzie musiał się uśmiechnąć, a to chyba dobrze, żeby ludzie byli w dobrym humorze, prawda?

czwartek, 29 sierpnia 2013

2. NIE JEDZIE POCIĄG Z DALEKA...


Kochana Babciu!

Słyszałam kiedyś, że u nas coraz trudniej podróżuje się pociągami, ale nie wiedziałam, że musiałabyś trzy razy się przesiadać, żeby dojechać do jakiegoś bliższego miasta, gdzie czekalibyśmy na Ciebie. Może jednak przyjechalibyście samochodem, skoro nie lubisz też autobusów? Tata mówi, że teraz mamy autostrady, to nie będzie już pociągów, bo nie można mieć wszystkiego. Szkoda, bo ja lubię pociągi. Kiedy nimi podróżuję, nie muszę łykać tych wstrętnych tabletek, żeby nie było mi niedobrze, jak się czasami zdarza, gdy jedziemy autem.

Poza tym, taka podróż pociągiem, to cała wyprawa i wielka przygoda! Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy! Najpierw trzeba trafić w takie miejsce, gdzie zatrzymują się pociągi – to może być dworzec kolejowy albo centrum handlowe. Dworce mogą być brudne, brzydko pachnieć i czasami boję się do nich wchodzić, żeby mi się nie zawaliły na głowę. Ale mama mówi, że takich strasznych jest coraz mniej. Centrum handlowe zawsze jest jasne, czyste i ogromne i trzeba się pilnować rodziców, żeby się nie zgubić. Za to można przyjść bez bagażu i przed podróżą zrobić wszystkie potrzebne zakupy. Nawet telewizor na drogę można kupić. Naprawdę! Ale żeby kupić bilety, trzeba się nabiegać, bo trudno za pierwszym razem trafić do kasy, która sprzedaje bilety akurat na ten pociąg, którym chce się jechać. Nikt nie wie, kiedy pociąg przyjedzie i czy na pewno na ten peron, który jest podany na rozkładzie, no a potem jest taka fajna zabawa, gdy już wjeżdża na peron i trzeba zgadnąć, w którym dokładnie miejscu będą drzwi, kiedy już się zatrzyma – to takie śmieszne! Jeśli się zgadnie, to w nagrodę można usiąść, jeśli stanie się w złym miejscu, za karę trzeba stać tak długo, aż jakieś miejsce się zwolni – bardzo lubię w to grać, bo jestem mała i tak zawsze gdzieś się dla mnie miejsce znajdzie. A w pociągu nie muszę być przypięta pasami, mogę sobie chodzić i przyglądać się innym ludziom.