Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2016

165. WYCIECZKA SZKOLNA

Kochana Babciu!
               
                Dostałaś moją pocztówkę z Krakowa? Byliśmy na szkolnej wycieczce. Z noclegiem! Zwiedziliśmy kilka fajnych miejsc, dowiedzieliśmy się paru ciekawych rzeczy i w sumie świetnie się bawiliśmy. A co najważniejsze – cali, zdrowi i w komplecie wróciliśmy do domu. Bo to wcale nie było oczywiste. Gdyby spotkały nas te wszystkie niebezpieczeństwa, których przed wyjazdem obawiali się rodzice, wróciłoby nas mniej, niż przeciętny Polak czyta książek w ciągu roku. Dlatego niewiele brakowało, a z wycieczki byłyby nici…
                Oczywiście dzieci nie uczestniczyły w spotkaniach organizacyjnych przed wycieczką, ale raz podsłuchałam (niechcący…), jak mama opowiadała tacie, co się na jednym z tych spotkań działo. I nie wiem, czy gdyby pani zrobiła to spotkanie z dziećmi, zamiast z rodzicami, to poziom dyskusji nie byłby o kilka poziomów wyższy.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

138. HIGHWAY STARS

                Jadę. O 7.00 muszę być w jednym z naszych wielkich miast położonych przy słynnej E40 – trasie łączącej kanał La Manche z chińską granicą. Jest sobota, styczniowa noc, lekki mróz i śnieg, a ja pędzę sobie trzypasmową autostradą – zjawiskiem jeszcze 15 lat temu nieznanym w tej części świata, a dzisiaj tak oczywistym, jak bezkarność jej budowniczych, oszukujących na materiałach. Zanim tu dojechałem, musiałem pokonać kilkanaście kilometrów nierównomiernie odśnieżonych dróg wojewódzkich, uważając na walące się z plandek ciężarówek wielkie płaty lodu i jednocześnie ciesząc oczy zimowym pejzażem świeżo ośnieżonego lasu. Teraz już jestem na szerokiej, przyzwoicie odśnieżonej, asfaltowej tafli prowadzącej w stronę wielkiego świata.
                Kilka razy podskakuję na garbach w okolicy kopalni o świńsko brzmiącej nazwie. Nie wiem, czy garbom bardziej winna kopalnia, czy przedsiębiorczy wykonawcy drogi, ale nie roztrząsam tematu. Samochód jest już rozgrzany, silnik pracuje równo i płynnie, błyskawicznie reaguje na drobny nawet ruch pedału gazu, a amortyzatory miękko tłumią lądowania po każdym garbie – po dwudziestu kilometrach nastoletnia maszyna jest zwrotna i elastyczna jak ciało sportowca po rozgrzewce. Rozsiadam się więc wygodnie, wrzucam szósty bieg i biorę łyk niepolitycznej latte (na moją obronę niech świadczy fakt, że zakupionej na najbardziej polskiej z polskich stacji) i nie przekonuje mnie płynący z głośnika aksamitny głos Krzysia Rea, że to najprostsza „The Road To Hell”. Jest dobrze.

czwartek, 19 lutego 2015

103. ZACZAROWANY ŁOŚ



Kochana Babciu!
               
                Na pewno słyszałaś, że po Krakowie wędrował niedawno łoś? Tata mówi, że trudno się dziwić: ktoś, kto musi na co dzień znosić dwie klempy – żonę i teściową - musi czasem zmienić otoczenie… I wyobraziłam sobie łosia, jak po jakiejś awanturze z powodu zbyt dużej ilości zjedzonego z kolegami szaleju albo niewylizaniu paśnika po obiedzie, trzaska za sobą gałęziami i idzie w tzw. długą…
                A gdzie tu pójść zimą, kiedy jest się łosiem? Dookoła lasy, łąki, pola i… Kraków za rzeczką. Ale Kraków dla ludzi, nie dla jakichś-tam, ale dla vip-ów, stolica królów Polski, miasto reprezentacyjne, zaczarowane… „A co mi tam” – pomyślał wkurzony łoś – „mało to antenatów moich przez stoły królewskie przeszło? Jakieś zadośćuczynienie mi się należy! W końcu mamy karnawał!”, przeskoczył rzeczkę i poszedł zwiedzić miasto.