Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opanowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opanowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 czerwca 2014

69. SOBOTA W WIELKIM MIEŚCIE CZ. I : PRZEDPOŁUDNIE.

Kochana Babciu!
               

                Lubisz soboty? Ja bardzo. Nie tylko dlatego, że nie trzeba iść do szkoły. Już Ci kiedyś pisałam, że w naszym mieście od wieków odbywa się targ, a jeden z targowych dni to właśnie sobota. W mieście panuje wtedy wielki ruch, bo pół miasta i trzy czwarte powiatu wybiera się na zakupy. Tata mówi, że jeszcze nie tak dawno na targ przychodziło w soboty tyle osób, że trudno było się przepchnąć, a oprócz polskiego można było usłyszeć język czeski, rosyjski, ukraiński i niemiecki, a jak komuś zginął portfel, to i łacinę. Odkąd mamy nowoczesne galerie handlowe, na targ przychodzi mniej osób, ale przyzwyczajenie pozostało i do południa przez miasto przewalają się tłumy. A tam, gdzie jest dużo ludzi, tam zawsze można coś ciekawego zobaczyć.


poniedziałek, 17 marca 2014

48. MASZKARONY I GARGULCE

                Kochana Babciu!
               
                Czy Ty wiesz, skąd się w ludziach bierze tyle złośliwości? Tata powiedział, że jeśli o złośliwość chodzi, to nikt nie zna się na tym tak dobrze jak Ty, dlatego pytam. Nie chodzi mi o złość do osoby, która sprawiła nam przykrość. Mam na myśli taką dziwną potrzebę dokuczenia komuś bez powodu: obrzucić kogoś błotem w internecie, powtarzać o kimś niesprawdzone rzeczy bez jego wiedzy itp. Kiedyś myślałam, że trzeba być szczęśliwcem i nie mieć poważniejszych problemów, żeby tak rzucać się na innych. Ale później zrozumiałam, że to jednak muszą być bardzo nieszczęśliwe osoby, bo bez tego czułyby się chyba samotne i niepotrzebne, a z tym żadnemu człowiekowi nie jest dobrze.
                Internet pozwala ukrywać się pod fałszywym imieniem, a jednocześnie umożliwia zdobycie popularności. Czy potrzeba korzystania z obu możliwości jednocześnie nie wydaje Ci się dziwna sama w sobie? Dla tych osób, które najchętniej i najbardziej agresywnie atakują innych, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Bardzo często wymyślają sobie różne pseudonimy, żeby od razu było wiadomo, że naprawdę nazywają się inaczej. Wydaje mi się, że chociaż chcą pozostać nierozpoznani, to jednak próbują przemycić coś o sobie: czym się interesują, co kochają albo czego nienawidzą. Zwłaszcza nienawiść potrzebuje maski, chociaż bywa na niej wymalowana.

czwartek, 13 lutego 2014

41. ANTYWALENTYNKA ALBO MIĘDZY WIERSZAMI

Ona

W zasadzie mogłabym się obejść bez tego „święta”. Przecież szczęśliwie zakochani mają je codziennie. Zniechęca mnie ta cała tania chińszczyzna, histeryczne powtarzanie haseł bez pokrycia i naiwne przekonanie, że w zamian można oczekiwać więcej, niż samemu się daje. Jak w polityce. Ale sam rozumiesz, że przykro byłoby być jedyną osobą, która nie dostała walentynki. A kiedy mnie jest przykro, gniewne niebiosa pozwalają piekłu wypuścić na spacer takiego małego demona. Na imię ma „Foch” - na jego widok siwieją najdzielniejsi mężczyźni. Za to kobietom je z ręki…
Dzięki Walentynkom mogę też wyrobić sobie zdanie, jak bardzo Ci na mnie zależy – niekoniecznie mierząc wartością prezentu, bo przecież zawsze możesz nadrobić pomysłowością. Ta jest zresztą bardziej w cenie, zwłaszcza w oczach koleżanek, przed którymi można się pochwalić… A i Tobie dobrze zrobi, jeżeli się napocisz, żeby zarobić na „całusa” – to bardzo pomoże Ci docenić, z jak cennym skarbem masz do czynienia. Ale najważniejsze: uwielbiam, kiedy się starasz, żeby mi się przypodobać i być taki uroczy, miły i słodki! Jest to dla Ciebie coś tak nowego, jak śnieg dla młodego kota! Jesteś wtedy nieporadny i niezgrabny jak kilkudniowy szczeniak, a ja kocham takie słodziaki!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

35. PIĘĆ ZASAD TAEKWON - DO



Kochana Babciu!
               
                Nie wiem, czy pamiętasz, ale rodzice zapisali mnie na treningi taekwon–do. To taka sztuka walki, którą wymyślono w dalekiej Korei, ale okazała się taka fajna, że teraz trenuje się ją na całym świecie. Jeszcze nie mam specjalnego stroju, który nazywa się dobok i przewiązuje się go specjalnym pasem, którego kolor mówi o umiejętnościach noszącego, ale na pewno będę mieć. Najpierw dostanę biały pas, jak biała kartka, na której można napisać albo namalować coś dobrego. Jak sobie zapracuję, to dostanę żółty, jak zasiane ziarenko, a potem zielony, jak kiełkujące pędy, pnące się ku niebieskiemu niebu – taki jest kolejny pas. Kiedy już żaden łobuz nie odważy się mnie zaczepiać, będę nosić pas czerwony. Potem zostanie do zdobycia tylko czarny, pas mistrzów, którzy nie boją się nawet ciemnych mocy!

                Takiego pasa nie dostaje się za darmo, choćby się było nie wiadomo czyim dzieckiem. Wszystkie stopnie i umiejętności trzeba zdobyć własnymi siłami, a do tego trzeba przestrzegać przysięgi! Mówi ona, że jeśli chce się być prawdziwym wojownikiem taekwon-do, trzeba szanować instruktora i bardziej doświadczonych, nie wolno używać zdobytych umiejętności do złych celów i należy bronić wolności i sprawiedliwości. Trzeba też zawsze próbować najpierw pokojowych rozwiązań i do takich namawiać innych. Ale najważniejsze, to zawsze przestrzegać pięciu zasad taekwon-do. Bardzo mi się one podobają, bo przypominają trochę kodeks rycerzy, którzy dawno temu podobno u nas mieszkali.