Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczciwość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczciwość. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 czerwca 2017

181. POCIĄG POD SPECJALNYM NADZOREM

                Drogi Dziadku!

            Lubisz kabarety? Bo nasze miasto słynie z tego, że często występuje tu wiele kabaretów. Ostatnio mieliśmy dni naszego miasta, a w ich ramach dzień z kabaretem. Podobno jedna z występujących grup przedstawiła taką historię:


Miasteczko większe rozmiarem niż duchem. Gabinet burmistrza, burmistrz siedzi przy biurku i czyta korespondencję. Dzwoni telefon. Burmistrz odbiera, z telefonu dobiega głos sekretarki:

- Panie burmistrzu, pani Prezes ds. Zabiegania o Łaskę Opatrzności z Narodowych Kolei Towarowych na linii. Łączyć?

Burmistrz nabiera powietrza

- Łączyć…

czwartek, 18 sierpnia 2016

157. MIĘDZY PIĘCIOMA KOŁAMI

Drogi Dziadku!

Jak minęła Wam droga powrotna do domu? Mam nadzieję, że Babci poprawił się humor i że już się nie gniewa na nasze kotki za to, że zbiły wazon, który kupiła nam z okazji wprowadzenia do nowego domu. Gdyby jednak było jej jeszcze przykro, możesz jej powiedzieć, że to nic nie szkodzi, bo kiedy pojechaliście, mama powiedziała, że nawet dobrze się stało, bo dawno takiego badziewia jak ten wazon nie widziała.
Jak się Babci poprawi humor, to może wtedy pozwoli Ci oglądać zawody sportowe w telewizji. Musiałby się jednak bardzo poprawić, żebyś mógł oglądać na żywo olimpiadę, bo tam zawody zaczynają się wtedy, kiedy nam każą iść spać. Następna olimpiada ma być w Tokio. Wtedy z kolei musielibyśmy wcześniej wstawać. Też nie będzie łatwo. Ale jak już będę duży, to będę oglądał zawody, kiedy będę chciał! Dopóki mi się nie znudzi, tak jak Tobie. Bo przecież musiało Ci się kiedyś znudzić, skoro ożeniłeś się z Babcią?

środa, 2 marca 2016

145. WAITERMAN

Kochana Babciu!
               
                Oscary już rozdane, a ja o mało nie zapomniałam napisać Ci, że i u nas niedawno powstał pewien film, którego główny bohater też mógłby stanąć na czerwonym dywanie. A jak było o nim głośno! Niestety, powstał trochę przypadkowo i nie ma w nim najlepszych scen, bo operator za późno włączył kamerę…
                To powinien być western o superbohaterach. Babciu, lubisz westerny? Fajne są. W każdym westernie jest Dobry, Zły i salun. Oczywiście, Dobry walczy ze Złym, a gdzieś w tle zawsze musi być salun – i u nas to się wszystko zgadzało. Tylko że na Dzikim Zachodzie Zły z Bandą (mięso armatnie) przyjeżdżał do miasta, zabijał szeryfa, parkował konia (ewentualnie w odwrotnej kolejności), a potem wchodził do salunu, przewracał jakiś stół albo dwa i z pistoletem w ręku albo pod ręką kazał kelnerowi się obsłużyć. I później jakiś Dobry musiał pomścić szeryfa i niezapłacony rachunek. Nam jednak, wbrew pozorom, do Dzikiego Zachodu jeszcze daleko i Zły przyjeżdża w białych skarpetkach, parkuje samochód, wchodzi z Bandą do restauracji, składa zamówienie i grzecznie czeka, aż kelner je przyniesie. Później kulturalnie, za pomocą widelca i noża spożywa jakieś rarytasy, może nawet wycierając co jakiś czas usta chusteczką. A potem chyłkiem, po cichutku, niezauważony próbuje przemknąć z Bandą do wyjścia, „zapominając” o rachunku…

środa, 17 czerwca 2015

114. KAMIENIE MŁYŃSKIE

Kochana Babciu!
               
                Od razu na początku mojego listu dziękuję Ci za życzenia z okazji Dnia Dziecka. Za prezent też, nawet bardziej, bo to mój ulubiony król. Z tych nieogolonych. Ogolonych lubię jeszcze bardziej, ale K. Wielki też jest fajny. Jak zbiorę takich trzech, będę mogła sobie kupić lalkę z najnowszej bajki dla dziewczynek zrobionej przez wielką firmę produkującą zabawki. Gdybyś miała jeszcze takich niepotrzebnych króli, z którymi nie wiedziałabyś co zrobić, to chętnie przyjmę. Może wtedy zdążę z zakupem zanim pojawi się nowa bajka z nowymi lalkami…
                Bardzo lubię Dzień Dziecka, nie tylko dlatego, że dostaję prezenty – tego dnia, choć przez chwilę, dorosłym zdarza się przypominać sobie, że też kiedyś byli dziećmi. Organizuje się wtedy różne zabawy, zawody, festyny, festiwale i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Raz lepsze, raz gorsze, raz w bardziej, raz w mniej trafnym czasie, ale nie wypada takiego dnia pominąć milczeniem. Różni ważni dorośli (dyrektorzy, prezesi, prezydenci) przemawiają z tej okazji: czasem do rzeczy, niekiedy od rzeczy, najrzadziej do dzieci. Można wtedy usłyszeć jakie to dzieci są ważne, że do nich należy przyszłość itp. Można również wysłuchać mniej lub bardziej śmiesznych historyjek z dzieciństwa przemawiających – prawie zawsze wydaje mi się, że słyszę w nich nutkę goryczy. Tata mówi, że może ona wynikać z jednej strony z żalu za utraconym dzieciństwem, a z drugiej z zazdrości, że dzisiaj dzieci mają fajniejsze zabawki niż kiedyś. I chyba coś w tym jest, bo często słyszę, że za „starych dobrych czasów” to nie było takich zabawek jak teraz, a dzieci od rana do wieczora bawiły się tym, co miały i wyrosły na ( w domyśle: wspaniałych) ludzi.

                Babciu, czy ja z moimi rówieśnikami w jakiś sposób sprawiliśmy, że czasy naszego dzieciństwa nie są już tak udane, jak np. Twojego albo moich rodziców? Bo jeśli to nie nasza wina, to czyja? Czy kiedyś rodzice poświęcali dzieciom więcej uwagi, czy właśnie wręcz przeciwnie?… Jeśli coś się w ostatnich latach zepsuło, to co i czy da się to jeszcze naprawić? Kto powinien to zrobić? Czy może my będziemy kiedyś o naszym dzieciństwie opowiadać z takim samym sentymentem?

wtorek, 10 lutego 2015

101. RĘKOPIS ZNALEZIONY W KOLKASTLI

                W starym familoku, w którym stoją jeszcze kaflowe piece, wnuczek przyniósł babci węgiel z piwnicy. Podczas dokładania do pieca, babcia znalazła pomiętą brudną kartkę zapisaną drobnym, wyraźnym pismem kogoś, kto pamięta jeszcze czasy, kiedy w szkołach uczono kaligrafii. Babcia założyła okulary i zaczęła czytać.

                "Trzista metrów pod ziymióm, niedaleko nieczynnego szybu zawrzytej gruby siedzioł w swoij izbie Skarbnik i glansowoł na niedziela szczewiki. Kole niego na ryczce siedzioł bachraty szczur i łobgryzoł kraiczek chleba po jakimś grubiorzu. Skarbnikowi było Skarbnik, a szczurowi było Jorguś. Jak się Jorgusiowi kończył chlyb, chodziyli razym ze Skarbnikiym miyndzy górników i wyglóndali jakigoś chopa, kiery wczorajszy leżoł kajś schowany, żeby go sztajger niy znod i społ. Skarbnik stowoł nad takim i robił „Uuu!”, a górnik nie doś, że sie budziył wylynkany, to jeszcze jak widzioł nad sobóm te świyconce ziylóne ślypia, to o mało szczewików nie potracił, a co dopiyro miołby o śniodaniu pamiyntać, tak pitoł…

wtorek, 3 lutego 2015

99. GRY I GIERKI

Kochana Babciu!
               
                Niedawno do naszej szkoły przyjechał kukiełkowy teatrzyk i dał fajne przedstawienie, o którym potem rozmawiała cała szkoła i nie tylko. Nie będzie to krótka opowieść, ale powinnaś ją poznać.

I

Za siedmioma pagórkami, za siedmioma sadzawkami, za siedmioma stawami, w pewnym małym miasteczku żył sobie Jaś. Nie był on ani bardzo niegrzecznym chłopcem, ani wzorem do naśladowania. Nie można o nim powiedzieć, że był zbyt mądry, ale też skrzywdziłby go ktoś, kto powiedziałby, że był głupi. Nie wszyscy go lubili, ale miał swoich wiernych przyjaciół. Miał też dwie namiętności. Kiedy ktoś go pytał, sam nie umiał odpowiedzieć, czy bardziej kocha grę w palanta, czy czekoladki.
Kiedy z małego chłopca wyrósł na wielkiego postawnego mężczyznę, nikt nie rozpoznałby w nim tamtego małego Jasia, gdyby nie te dwie namiętności: palant i czekoladki. Jaś podjął nawet próbę zrobienia zawodowej kariery jako zawodnik i na pewno wystarczyłoby mu do tego miłości, gdyby nie… czekoladki. Jak pewnie wiesz, w tej grze trzeba szybko biegać, kiedy jest się w „niebie”, a jeśli jest się w „piekle”, trzeba robić wszystko, żeby dostać się do „nieba”. Niestety, o ile jeszcze w „piekle” Jaś radził sobie jako tako, to czekoladki powodowały, że bieg Jasia niesionego jak na skrzydłach z „nieba” dookoła „piekła” szybko się kończył, bo bliższy był lotowi kury, niż jaskółki. A jako że palant to gra drużynowa, koledzy zaczęli mówić, że Jaś nadaje się tylko do „piekła”.
Chłopiec bardzo to przeżył, długo płakał i objadał się czekoladkami, aż dręczyły go koszmary. Wtedy przyszła do niego dobra wróżka i powiedziała:
- Nie płacz Jasiu, jesteś już dużym chłopcem. Nie wszyscy mogą być gwiazdami gry w palanta. Ale nawet ci najlepsi nic by nie znaczyli, gdyby nie było tych wszystkich, którzy organizują zawody, układają tabelki, liczą punkty i opiekują się boiskami. Może i nie jesteś stworzony do biegania, ale o palancie wiesz wystarczająco dużo, żeby pomagać innym w realizowaniu ich marzeń. To piękne zajęcie, Jasiu. – Wróżka znikła, a duży chłopiec wytarł rękawami mokre oczka, wydmuchał nos i postanowił, że tak właśnie zrobi. A żeby utwierdzić się w swoim postanowieniu i uczcić obranie nowego celu w życiu, wyjął z kieszeni czekoladowy batonik i zjadł z apetytem…

piątek, 21 listopada 2014

89. DZIEŃ DOBRY!

                Matki i Ojcowie!

          Zwracam się do Was z naiwną z pozoru prośbą: jeżeli Wasze pociechy są w takim wieku, że jeszcze przyjmują za pewnik to, co do nich mówicie, proszę, nauczmy nasze dzieci  mówić „dzień dobry”. To, niestety, wcale nie jest oczywiste, chociaż niektórym wyda się banalne. Ta z pozoru błaha rzecz, to ważna inwestycja na przyszłość. Wiem, że ta nauka wymaga nieraz wiele cierpliwości od uczącego, że łatwiej przychodzi umiejętność obsługi gry na komputerze, ale wierzę, że warto.
                Bo „dzień dobry” to wytarta formułka tylko w ustach niektórych dorosłych. Dla dziecka to ważna chwila – nawiązanie kontaktu z innym człowiekiem, otwarcie drzwi na świat. Moment, w którym przez ułamek sekundy dwoje ludzi znajduje się na jednym poziomie i deklaruje pokojowe zamiary bez rozstrzygania, kto jest ważniejszy, silniejszy czy groźniejszy. Chwila, w której dziecko wpływa na rzeczywistość i wywołuje reakcję – bo kto odważy się nie odpowiedzieć dziecku? To ważność tej chwili powoduje, że potrzeba mu nieraz wiele odwagi, żeby pokonać własną nieśmiałość i zwrócić na siebie uwagę. Za to ile dumy może dostarczyć to przełamanie siebie! Proszę, nauczmy je pokonywać ten lęk, zanim zaczną ukrywać go pod maską oschłości, jak większość z nas…

piątek, 3 października 2014

86. WEEKEND W WIELKIEJ SPÓŁDZIELNI

Kochana Babciu!
               

                Wiesz kiedy zaczyna się weekend? Jak należy go spędzać? Jeśli nie, to nigdy nie mogłabyś pracować w naszej spółdzielni. Tata mówi, że chyba warunkiem przyjęcia do pracy w takiej administracji albo dziale technicznym jest udokumentowanie na piśmie i w praktyce, że umie się pracę „szanować”, a każdy dzień święty, jego wigilię i dzień po – święcić. Podobno jest taka choroba, która nazywa się „pracoholizm”. Tata mówi, że ona dyskwalifikuje wszystkich, którzy na nią cierpią, a chcieliby w naszej spółdzielni pracować, bo praca jest tu traktowana co najmniej jak alkohol – nie wolno nadużywać…
                W tym tygodniu właśnie widzieliśmy tego dowody: w naszym bloku zrealizowano kolejną bardzo ważną inwestycję: wymieniono stare okienko między przedsionkiem, a korytarzem. Wymiana tego okienka nie spełnia żadnej funkcji, poza tzw. estetyczną (pod warunkiem, że ktoś pomaluje jeszcze ściany), bo zarówno drzwi wejściowe, jak i te na korytarz chronią przed zimnem tyle, co drzwi do piwnicy przed złodziejami. Tata próbował dodzwonić się do Pani Z Administracji, żeby powiedzieć, co myśli o wymianie okienka bez wymiany drzwi, ale była w „terenie”. Gdzie jest „teren”, nikt nie wie, ale na pewno nie ma go w naszym bloku. Bo przecież, gdyby był, to Pani Z Administracji widziałaby, że po wykuwaniu starego okna cały przedsionek, korytarz i winda pokryte są grubą warstwą kurzu i na pewno zarządziłaby porządne mycie podłóg, prawda? Panowie wprawdzie pozamiatali po sobie, kiedy skończyli pracę w czwartek, ale to okazało się za mało, a przecież każde dziecko wie, że weekend zaczyna się w piątek – dlaczego sprzątaczki nie miałyby wiedzieć, że nigdzie nie jest napisane o której godzinie… Dzięki temu my też nie musimy w ten weekend sprzątać podłóg w mieszkaniu, bo to i tak nie ma sensu…

piątek, 27 czerwca 2014

69. SOBOTA W WIELKIM MIEŚCIE CZ. I : PRZEDPOŁUDNIE.

Kochana Babciu!
               

                Lubisz soboty? Ja bardzo. Nie tylko dlatego, że nie trzeba iść do szkoły. Już Ci kiedyś pisałam, że w naszym mieście od wieków odbywa się targ, a jeden z targowych dni to właśnie sobota. W mieście panuje wtedy wielki ruch, bo pół miasta i trzy czwarte powiatu wybiera się na zakupy. Tata mówi, że jeszcze nie tak dawno na targ przychodziło w soboty tyle osób, że trudno było się przepchnąć, a oprócz polskiego można było usłyszeć język czeski, rosyjski, ukraiński i niemiecki, a jak komuś zginął portfel, to i łacinę. Odkąd mamy nowoczesne galerie handlowe, na targ przychodzi mniej osób, ale przyzwyczajenie pozostało i do południa przez miasto przewalają się tłumy. A tam, gdzie jest dużo ludzi, tam zawsze można coś ciekawego zobaczyć.


wtorek, 24 czerwca 2014

68. TAŚMOCIĄG

Kochana Babciu!
               
                Muszę Ci wyznać, że bardzo się ostatnio zdziwiłam. Pewnie powiesz, że to nic nadzwyczajnego: dzieci tak mają. Ale mnie najbardziej dziwi to, że dziwią się dorośli!
                Cała Polska aż huczy po tym, jak redakcja pewnej gazety, którą chyba czytało coraz mniej osób, uruchomiła taśmociąg podsłuchanych rozmów panów polityków. Ci panowie, w specjalnie dla nich przygotowanych pomieszczeniach restauracyjnych spotykali się po pracy i, jak to panowie po pracy, przy alkoholu i przekąskach mówili, co naprawdę myślą o różnych sprawach. A że politycy tak mają, że często co innego myślą, co innego mówią, a jeszcze co innego robią, to słuchając tych rozmów, można by pomyśleć, że to zupełnie inne osoby, niż te, które znamy z „kulturalnych” programów w telewizji.
                Gdy te nagrania były nadawane w niektórych mediach, trudno było zrozumieć, co panowie mówią, bo więcej było piszczenia zagłuszającego brzydkie wyrazy niż normalnych słów. Ja za jedno takie słowo miałabym ze trzy dni szlabanu na bajki, a przy tej ilości wyrazów, to chyba do osiągnięcia pełnoletniości… Z tych niezagłuszonych fragmentów dało się jednak zrozumieć, że każdy polityk nie lubi jakiegoś innego polityka. Dało się też usłyszeć, chociaż ja i tak nic z tego nie rozumiem, że chcą zabrać pieniądze z jednego miejsca, którym rządzą i przenieść do drugiego, tylko potrzebują na to prawa. O takich i podobnych sprawach rozmawiają sobie panowie politycy w szczerych i niewyszukanych słowach przy biesiadnym stole. Dla kogoś było ważne, żeby pokazać to światu, a redakcja ambitnego tygodnika radośnie przystała na tę propozycję.

czwartek, 29 maja 2014

63. ŚCIEMODERNIZACJA

 Od: "Członek Spółdzielni" <rozczarowany@jakdiabli.pl>
Do: "administracja naj" <radoscsama@rewelacyjnasm.pl>;
Wysłane: 13:35 Piątek 2014-05-09
Temat: Ściemodernizacja.

              
                Szanowna Pani A.

               
                Z całego serca pragnę złożyć Państwu moje wyrazy współczucia w związku z koniecznością współpracy z tak trudnym partnerem, jakim okazują się mieszkańcy naszej Spółdzielni!
                Domyślam się, że zachodzą Państwo teraz w głowę, jak to możliwe, że zawiodły wszystkie tricki tyle razy przerabiane na zjazdach partyjnych, wszystkie zagrywki wpajane adeptom marketingu politycznego. Ba! Nawet miliony razy wypróbowane metody aktywnej sprzedaży zaprezentowane w ekskluzywnym wykonaniu Prezesa („Grzech nie brać tak nisko oprocentowanego kredytu!”) okazały się nieskuteczne, kiedy po raz kolejny Zarząd próbował uszczęśliwić mieszkańców za symboliczną złotówkę. Co za pech! Tak już było blisko, już prawie się udało i… albo lud nie taki ciemny, albo sprzedawca kiepski, bo tej bajki lud nie kupił…

poniedziałek, 19 maja 2014

61. "FAKT AUTENTYCZNY"





Oferta

Szanowni Państwo,

Zapraszamy do stałej współpracy profesjonalne 
i nieprofesjonalne czynne organizacje

v  polityczne
v  pseudopolityczne
v  medialne





Oferujemy szeroki wachlarz usług na potrzeby:

v  kampanii wyborczej
v  powyborczego wycofywania się z obietnic
v  uzasadnienia wyborczych klęsk

Na poczekaniu albo na zamówienie

opracowujemy teorie nowe
oraz modyfikacje najpopularniejszych funkcjonujących w oficjalnych i nieoficjalnych obiegach!
W zależności od potrzeb tworzymy historie absurdalne albo wiarygodne
- wszystkie jednakowo niepodważalne, bo nieweryfikowalne!
Nasze hasło brzmi:

„Nawet jeżeli naszych teorii nie da się udowodnić, to i tak pozostaną niemożliwe do obalenia!”

sobota, 3 maja 2014

57. AKT ODWAGI




Sapere auso [1]

  
Kochani,

                W polskim kalendarzu jest kilka mniej lub bardziej hucznie obchodzonych świąt państwowych. Chociaż co roku odnoszę wrażenie, że się o tym nie pamięta, większość z nich ustanowiono na pamiątkę radosnych wydarzeń. Rocznice odzyskania niepodległości świętujemy skupiając się na ofiarach, jakie pochłonęła walka o nią, a w rocznicę uchwalenia Konstytucji użalamy się nad tragicznym finałem jej obrony. Chciałbym, żeby Wam udało się uchronić od tej trucizny. Rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja jest najlepszą okazją ku temu, żeby wytłumaczyć Wam, dlaczego.

                Zawsze byli, są i będą tacy, którzy swój polityczny kapitał zbijają na pielęgnowaniu podziałów i celebrowaniu klęsk. To podtrzymywanie w Polakach kompleksu ofiary zewnętrznych wrogów, kultywowanie pamięci o doznanych krzywdach i brak umiejętności wyciągania wniosków z przeszłości  są największymi zbrodniami, jakich dopuszczają się ludzie, których zadaniem powinno być budowanie dumy narodu. Bo duma jest cechą ludzi wolnych i otwartych, ograniczonym pozostaje tylko pycha, która zaślepia i uniemożliwia przemiany. Zdarzały się w naszej historii takie chwile, kiedy duma brała górę nad pychą. Chcę wierzyć w to, że właśnie w takiej chwili powstała Konstytucja 3 maja.

Być może nie była doskonała. Może była w rzeczywistości przeprowadzonym podstępnie zamachem stanu przeciw obcej dyktaturze i jej beneficjentom. Może rzeczywiście nie polska, a szwedzka była pierwszą konstytucją w Europie. Może nawet jej uchwalenie przyspieszyło rozbiory Rzeczypospolitej, bo za późno było na jej ratunek. Ale nie tylko Konstytucja sama w sobie była sukcesem. W moim wyobrażeniu tamtych czasów, największym osiągnięciem ludzi, którzy ją stworzyli, była zmiana, jak dokonała się w umysłach. Chociaż grunt pod nią przygotowywany był w czasach, kiedy w stolicy oficjalnego już rosyjskiego protektoratu rezydował i wpływał na politykę króla carski ambasador, ta zmiana, wcześniej niedoceniona, przerażała zaborców, bo groziła odbudową siły rozdrapywanej Rzeczpospolitej, dlatego dążyli do jej cofnięcia. Zwłaszcza, że widmo krwawej rewolucji francuskiej straszyło Europę.
Ale nad Wisłą nie umierał wtedy rozsądek. Może i zmiany w Polsce były szczytem konserwatyzmu względem francuskich doświadczeń, ale skok mentalny od sarmackiego zaścianka do Sejmu Czteroletniego mógł być porównywalny. Dlatego, mimo likwidacji państwa, zaborcy nie byli w stanie złamać ducha w ludziach, którzy dojrzeli do przemiany. Konstytucja 3 maja była tylko wyrazem postępowania nieodwracalnego procesu.

poniedziałek, 17 marca 2014

48. MASZKARONY I GARGULCE

                Kochana Babciu!
               
                Czy Ty wiesz, skąd się w ludziach bierze tyle złośliwości? Tata powiedział, że jeśli o złośliwość chodzi, to nikt nie zna się na tym tak dobrze jak Ty, dlatego pytam. Nie chodzi mi o złość do osoby, która sprawiła nam przykrość. Mam na myśli taką dziwną potrzebę dokuczenia komuś bez powodu: obrzucić kogoś błotem w internecie, powtarzać o kimś niesprawdzone rzeczy bez jego wiedzy itp. Kiedyś myślałam, że trzeba być szczęśliwcem i nie mieć poważniejszych problemów, żeby tak rzucać się na innych. Ale później zrozumiałam, że to jednak muszą być bardzo nieszczęśliwe osoby, bo bez tego czułyby się chyba samotne i niepotrzebne, a z tym żadnemu człowiekowi nie jest dobrze.
                Internet pozwala ukrywać się pod fałszywym imieniem, a jednocześnie umożliwia zdobycie popularności. Czy potrzeba korzystania z obu możliwości jednocześnie nie wydaje Ci się dziwna sama w sobie? Dla tych osób, które najchętniej i najbardziej agresywnie atakują innych, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Bardzo często wymyślają sobie różne pseudonimy, żeby od razu było wiadomo, że naprawdę nazywają się inaczej. Wydaje mi się, że chociaż chcą pozostać nierozpoznani, to jednak próbują przemycić coś o sobie: czym się interesują, co kochają albo czego nienawidzą. Zwłaszcza nienawiść potrzebuje maski, chociaż bywa na niej wymalowana.

czwartek, 27 lutego 2014

45. SKARŻYPYTA

"Zacni Mieszkańcy Zebrzydowego dziedzictwa!

                Wielu zna świat i historia niegodziwców. Wiele złego wyrządzić potrafią nikczemnicy, którym zdaje się, że lepiej od samego Pana Boga wiedzą, jak świat powinien wyglądać i wszystkich wokół próbują do tego przekonać, choć sami ani czynem, ani myślą świadectwa nie dawają. Albowiem postać trolla nie tylko naszym czasom, wirtualnym,  jest znana, ale od zarania dziejów na jawie egzystuje ona i prostym ludziom życie uprzykrza.
                Znani są ci obłudnicy, co to każdej niedzieli na pierwszych miejscach w świątyni zasiadają, najgłośniejszym śpiewem Pana chwalą, a kiedy ofiarę idą złożyć, to monety sprzed dewaluacji albo na sznurku do szkatułki rzucają.  Głowy wysoko noszą i dla większego w gromadzie poważania gotowi bliźniemu oko wyłupić, żeby źdźbło wyjąć, a rękę odciąć, żeby grzesznikowi w osiągnięciu życia wiecznego nie przeszkodziła. Własnym sprawom jednakowoż równie wiele uwagi poświęcają i na wszelki wypadek dla cesarza, co cesarskie, dla Pana Boga świeczkę, a i dla diabła ogarek mają. Z każdą władzą w dobrej żyją komitywie, jako i z jej opozycją, zawsze gotowi służyć radą, największych grzeszników w gminie wskazać  i szczególnie ich przewiny wyliczyć. A w trosce o ich zbawienie i rzekome dobro ludu, doczesne kary na sąsiadów swoich sprowadzają. I tak Pana Boga oszukać próbują.  Ale biada im, bo Pan widzi ciemność w ich sercach i na wieki prawdziwego oblicza ukrywać im nie pozwoli. I tak, jak jest czas ciężkiej pracy, tak i chwila odpoczynku wreszcie nadchodzi. Jest czas na zasianie ziarna i zbiór plonów swoją porę mieć musi. A, jak wiadomo, kto wiatr sieje, ten burzę niechybnie zbierze. Takoż nie ma burzy straszliwszej, aniżeli gniew ludu, przeciw któremu nikczemnik wichry wzniecał, albowiem głos ludu od Pana Boga pochodzi.

czwartek, 13 lutego 2014

41. ANTYWALENTYNKA ALBO MIĘDZY WIERSZAMI

Ona

W zasadzie mogłabym się obejść bez tego „święta”. Przecież szczęśliwie zakochani mają je codziennie. Zniechęca mnie ta cała tania chińszczyzna, histeryczne powtarzanie haseł bez pokrycia i naiwne przekonanie, że w zamian można oczekiwać więcej, niż samemu się daje. Jak w polityce. Ale sam rozumiesz, że przykro byłoby być jedyną osobą, która nie dostała walentynki. A kiedy mnie jest przykro, gniewne niebiosa pozwalają piekłu wypuścić na spacer takiego małego demona. Na imię ma „Foch” - na jego widok siwieją najdzielniejsi mężczyźni. Za to kobietom je z ręki…
Dzięki Walentynkom mogę też wyrobić sobie zdanie, jak bardzo Ci na mnie zależy – niekoniecznie mierząc wartością prezentu, bo przecież zawsze możesz nadrobić pomysłowością. Ta jest zresztą bardziej w cenie, zwłaszcza w oczach koleżanek, przed którymi można się pochwalić… A i Tobie dobrze zrobi, jeżeli się napocisz, żeby zarobić na „całusa” – to bardzo pomoże Ci docenić, z jak cennym skarbem masz do czynienia. Ale najważniejsze: uwielbiam, kiedy się starasz, żeby mi się przypodobać i być taki uroczy, miły i słodki! Jest to dla Ciebie coś tak nowego, jak śnieg dla młodego kota! Jesteś wtedy nieporadny i niezgrabny jak kilkudniowy szczeniak, a ja kocham takie słodziaki!

poniedziałek, 3 lutego 2014

39. "NARÓD WSPANIAŁY, TYLKO LUDZIE..." ?


31.01.2014
10:54

Pracownicy okradali pracodawcę.

                W pewnym przeciętnym polskim mieście, w przeciętnym polskim zakładzie pracy, kilku pracowników po kryjomu wynosiło metalowe części, które następnie sprzedawali w przeciętnym polskim skupie złomu. Właściciel zakładu się zorientował, zgłosił sprawę na policji, policja przeprowadziła śledztwo i zatrzymała czterech pracowników. Wszyscy pochodzą z innego przeciętnego województwa. Za kradzież grozi im do 5 lat więzienia.

Przeciętna Agencja Prasowa


Komentarze (przeciętna ilość):

2014-01-31 11:03
~blaupunkt
Pracodawca sam sobie zasłużył. Jak by uczciwie płacił to by pracownicy nie kradli. Pozdrawiam!!!

2014-01-31 11:08
~ciasteczkowy
Jak pracodawca złodziej i pracownikom nie daje zarobić bo co roku auto musi zmienić to sobie ludzie sami muszą swoje wziąść!!!

2014-01-31 11:12
~Kazio
„samochody to nie Ruscy kradną tylko robią to właśnie Polacy”

2014-01-31 11:23
~IWAN
„Za kradzież grozi im do 5 lat więzienia.” Ha, ha, ha! Jak zawiasy dostaną, to będzie dobrze.

2014-01-31 11:35
~r.rew.
Jakie zarobki, tacy pracownicy. Takie są polskie realia.

2014-01-31 11:44
~rysiek
Jakby wzioł miejscowych to by nie okradli. A jak wolał taniom siłe roboczą nie wiadomo skond to niech się nie dziwi pracodawca, że go wynoszom potem!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

35. PIĘĆ ZASAD TAEKWON - DO



Kochana Babciu!
               
                Nie wiem, czy pamiętasz, ale rodzice zapisali mnie na treningi taekwon–do. To taka sztuka walki, którą wymyślono w dalekiej Korei, ale okazała się taka fajna, że teraz trenuje się ją na całym świecie. Jeszcze nie mam specjalnego stroju, który nazywa się dobok i przewiązuje się go specjalnym pasem, którego kolor mówi o umiejętnościach noszącego, ale na pewno będę mieć. Najpierw dostanę biały pas, jak biała kartka, na której można napisać albo namalować coś dobrego. Jak sobie zapracuję, to dostanę żółty, jak zasiane ziarenko, a potem zielony, jak kiełkujące pędy, pnące się ku niebieskiemu niebu – taki jest kolejny pas. Kiedy już żaden łobuz nie odważy się mnie zaczepiać, będę nosić pas czerwony. Potem zostanie do zdobycia tylko czarny, pas mistrzów, którzy nie boją się nawet ciemnych mocy!

                Takiego pasa nie dostaje się za darmo, choćby się było nie wiadomo czyim dzieckiem. Wszystkie stopnie i umiejętności trzeba zdobyć własnymi siłami, a do tego trzeba przestrzegać przysięgi! Mówi ona, że jeśli chce się być prawdziwym wojownikiem taekwon-do, trzeba szanować instruktora i bardziej doświadczonych, nie wolno używać zdobytych umiejętności do złych celów i należy bronić wolności i sprawiedliwości. Trzeba też zawsze próbować najpierw pokojowych rozwiązań i do takich namawiać innych. Ale najważniejsze, to zawsze przestrzegać pięciu zasad taekwon-do. Bardzo mi się one podobają, bo przypominają trochę kodeks rycerzy, którzy dawno temu podobno u nas mieszkali.