Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plac zabaw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plac zabaw. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2016

151. WNUKOM

Kochana Babciu!

Piękną wiosnę mamy tego roku. Na pewno wiesz, że bociany już przyleciały. Ale nie wiesz, jakie nowiny ze sobą przyniosły, kiedy przelatywały nad naszym osiedlem! Prezes naszej Spółdzielni będzie miał wnuka! Jeszcze nie wiadomo ani który Prezes, ani czy to będzie chłopiec czy dziewczynka, ale wszyscy mówią, że te bociany nie leciały tędy na darmo. Tylko patrzeć, jak specjalna (choć od półwiecza ta sama) delegacja uda się w imieniu Rady Dzielnicy/Rady Osiedla/Zarządu Spółdzielni wręczyć wyprawkę dla maluszka na ręce dumnego dziadka. Bo przecież nie da się inaczej wytłumaczyć tego, że nagle, ni stąd, ni zowąd Spółdzielnia buduje place zabaw na skalę niespotykaną od początków istnienia osiedla…
Nie inaczej musiało być, tylko uderzony falą niespodziewanych uczuć dziadkowych (bo chyba nie wałkiem małżonki?) Prezes doznał olśnienia i odkrył, że na naszym osiedlu jednak społeczeństwo nie tylko się starzeje, ale również, choć może nie tak bardzo oficjalnie (i niekoniecznie w tym samym wieku), się rozmnaża. A jako że przed rokiem konkurs pewnej firmy kosmetycznej, która fundowała place zabaw, wygrywały wioski mniejsze od naszego osiedla, to w każdej mniejszej gminie można już było znaleźć miejsce zabaw dla dzieci na miarę XXI wieku. Tymczasem naszym placom bliżej było do wieku XIX i nie była to kwestia omyłkowego przestawienia literek, a raczej metryki zarządców.

środa, 17 czerwca 2015

114. KAMIENIE MŁYŃSKIE

Kochana Babciu!
               
                Od razu na początku mojego listu dziękuję Ci za życzenia z okazji Dnia Dziecka. Za prezent też, nawet bardziej, bo to mój ulubiony król. Z tych nieogolonych. Ogolonych lubię jeszcze bardziej, ale K. Wielki też jest fajny. Jak zbiorę takich trzech, będę mogła sobie kupić lalkę z najnowszej bajki dla dziewczynek zrobionej przez wielką firmę produkującą zabawki. Gdybyś miała jeszcze takich niepotrzebnych króli, z którymi nie wiedziałabyś co zrobić, to chętnie przyjmę. Może wtedy zdążę z zakupem zanim pojawi się nowa bajka z nowymi lalkami…
                Bardzo lubię Dzień Dziecka, nie tylko dlatego, że dostaję prezenty – tego dnia, choć przez chwilę, dorosłym zdarza się przypominać sobie, że też kiedyś byli dziećmi. Organizuje się wtedy różne zabawy, zawody, festyny, festiwale i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Raz lepsze, raz gorsze, raz w bardziej, raz w mniej trafnym czasie, ale nie wypada takiego dnia pominąć milczeniem. Różni ważni dorośli (dyrektorzy, prezesi, prezydenci) przemawiają z tej okazji: czasem do rzeczy, niekiedy od rzeczy, najrzadziej do dzieci. Można wtedy usłyszeć jakie to dzieci są ważne, że do nich należy przyszłość itp. Można również wysłuchać mniej lub bardziej śmiesznych historyjek z dzieciństwa przemawiających – prawie zawsze wydaje mi się, że słyszę w nich nutkę goryczy. Tata mówi, że może ona wynikać z jednej strony z żalu za utraconym dzieciństwem, a z drugiej z zazdrości, że dzisiaj dzieci mają fajniejsze zabawki niż kiedyś. I chyba coś w tym jest, bo często słyszę, że za „starych dobrych czasów” to nie było takich zabawek jak teraz, a dzieci od rana do wieczora bawiły się tym, co miały i wyrosły na ( w domyśle: wspaniałych) ludzi.

                Babciu, czy ja z moimi rówieśnikami w jakiś sposób sprawiliśmy, że czasy naszego dzieciństwa nie są już tak udane, jak np. Twojego albo moich rodziców? Bo jeśli to nie nasza wina, to czyja? Czy kiedyś rodzice poświęcali dzieciom więcej uwagi, czy właśnie wręcz przeciwnie?… Jeśli coś się w ostatnich latach zepsuło, to co i czy da się to jeszcze naprawić? Kto powinien to zrobić? Czy może my będziemy kiedyś o naszym dzieciństwie opowiadać z takim samym sentymentem?

czwartek, 11 czerwca 2015

113. Z DZIEJÓW WÓD STOJĄCYCH



No, ale cóż, kiedy ryby 

Budowały tylko na niby, 

Żaby 
Na aby-aby, 
A rak 
Byle jak.


Jan Brzechwa




Kochana Babciu!
               
Niedawno pani w szkole czytała nam bajkę. Pomyślałam, że Ci ją opowiem, bo powinna Cię zainteresować.

Nie tak dawno temu i całkiem niedaleko stąd była sobie wioska. Jako że kiedyś cała okolica obfitowała w stawy z rybami, ludzie nazwali wioskę Stawik i zaczęli używać herbu z rybą. Z czasem ludziom znudziła się rybna dieta, zasypali więc większość stawów i zajęli się różnymi innymi rzeczami: uprawą roli, wydobywaniem skał w kamieniołomach, lepieniem garnków i warzeniem piwa. Tak dobre to piwo warzyli, że wiele osób po drodze do niedalekiego książęcego miasta zajeżdżało do stawickiej karczmy i delektowało się stawickim specjałem. Księciu też musiało to piwo smakować, bo postawił we wiosce niewielki zamek, żeby po wizycie w karczmie nie musiał konno do grodu wracać. Co niedziela schodziła się okoliczna ludność na nabożeństwo w kościółku na wzgórzu, a raz w roku odbywał się wielki odpust, na który wszyscy czekali przez cały rok, bo zjeżdżali wtedy do nich wędrowni handlarze z kolorowymi wiatraczkami, ptaszkami i przeróżnymi świecidełkami. Rozstawiali swoje kramy wokół kościelnego muru, a stawiczanom wydawało się wtedy, że oto wielki świat zawitał do ich wioski. Kiedyś okazało się, że skały ze stawickiego kamieniołomu są tak potrzebne w innych częściach kraju, że sprowadzono ludzi do pracy i wybudowano dla nich nieduże osiedle za wioską, ale niewiele zmieniło to w życiu stawiczan. Poza tym, że przez jakiś czas było więcej awantur w karczmie podczas sobotnich potańcówek. Potem mieszkańcy Kolonii, jak nazwano osiedle, pożenili się z miejscowymi i liczba awantur wróciła do statystycznej normy.

I tak żyli sobie przez całe stulecia: książęta przeszli do historii, minęły czasy królów, a w Stawiku niewiele się zmieniało. Ludzie żyli sobie od odpustu do odpustu, urozmaicając sobie czas tradycyjnymi kłótniami o miedze i plotkami na temat strojów pań i panien na niedzielnych mszach. Nie zmieniła tego ani zamiana folwarków na Państwowe Gospodarstwa Rolne, ani upadek tychże, ani dopłaty do ziemi z Unii Europejskiej. Stary zamek po księciu przejmowali coraz mniej ważni możni, aż w końcu stawiczanie przerobili go na urząd, w którym zasiadł Wójt.

Pewnego dnia w sekretariacie Wójta pojawił się bardzo elegancki niezapowiedziany gość.

piątek, 10 kwietnia 2015

111. PLAC Z NIEBA

Kochana Babciu!
               

                Wyobraź sobie, że nieoczekiwanie pojawiła się szansa na to, że na naszym osiedlu albo przynajmniej blisko niego zostanie odnowiony plac zabaw! Jak już Ci niejeden raz pisałam, nasze place wyglądają jak w takim mieście za naszą wschodnią granicą, z którego wszyscy się wyprowadzili, kiedy zepsuła się jakaś elektrownia, gdy jeszcze moi rodzice byli mali. Często można je oglądać w internecie – opuszczone i zarośnięte trawą do pasa, zupełnie jak u nas. Tata mówi, że nasza spółdzielnia nie ma pieniędzy na nowe i bezpieczne urządzenia, bo przez długi czas utrzymywała jednocześnie trzy Zarządy, które są jak czasy w języku angielskim: zaprzeszły, przeszły i przeszły ciągły niedokonany… Nie przejmuj się, jeśli nic z tego nie rozumiesz, bo ja też wiem tylko tyle, że za pieniądze przeznaczone na te Zarządy, to moglibyśmy mieć kilka takich placów, że i z sąsiednich województw całe wycieczki przyjeżdżałyby je zobaczyć. Tymczasem na wycieczki, zobaczyć dalekie ciepłe morza, mogą jeździć dzieci i wnuki członków tych Zarządów – dla tych, co nie jeżdżą, pozostały pobojowiska po dawnych placach.

sobota, 13 grudnia 2014

93. CUDA W WIELKIEJ SPÓŁDZIELNI

Kochana Babciu!
               
                Jak już Ci pisałam, mijający rok przyniósł wiele zaskakujących zmian na naszej prowincji. Da się je zauważyć nawet na naszym osiedlu! Co prawda, za wcześnie jeszcze, żeby mówić, że jest coraz ładniejsze, ale po kolei.
                Najpierw nastąpił wstrząs w spółdzielni, kiedy pojawiły się plany wielkich remontów i zmian w rządzeniu. Tata mówi, że wstrząs musiał być bardzo silny, bo podobno niektórzy dopiero wtedy się dowiedzieli, że Związek Radziecki już nie istnieje… Niektórzy pracownicy administracji otrzymali chyba służbowy nakaz uśmiechania się i osiedle zaczęło trochę przypominać Gotham City – wieczorami nietoperze latały nad głowami, a za dnia można było spotkać Jokera przylepiającego na drzwiach ogłoszenie o kontroli wentylacji…
                Ale nie trwało to długo, bo okazało się, że Prezes, wizjoner i rewolucjonista, tak bardzo zakochał się w swojej wizji, że zaczął ją w rewolucyjny sposób wprowadzać w życie. Niestety, to nie spodobało się ani mieszkańcom, którzy mieli rewolucję finansować, ani pracownikom, którym miała przypaść zaszczytna rola jej ofiar. Dlatego Prezes-wizjoner, zaskoczony brakiem entuzjazmu wobec jego wyobrażeń o uszczęśliwieniu mieszkańców, musiał oddać biuro poprzednim zarządcom. Wiesz, Babciu, że niektóre meble da się wynieść z domu dopiero po wyburzeniu ścian? Podobnie było z naszym wizjonerem… Ale w końcu udało się zająć jego miejsce komuś, komu zawsze było do tego biurka blisko, choć siadać mógł tylko po stronie gościa…

poniedziałek, 8 grudnia 2014

92. MIŚ ZŁY

                Kochana Babciu!
               
              Miałam niedawno bardzo dziwny sen.
                Śnił mi się Stumilowy Las, ale jakiś taki zmieniony: smutny, postarzały i pusty. Drzewa pozbawione liści, a niebo szare jak osiedlowe podwórko. Pochmurno i ciemno tak, że trudno określić czy to zmierzch, czy świt – jak u nas na przełomie listopada i grudnia. Pod domek Kubusia Puchatka skradały się dwie postacie w czarnych mundurach i kominiarkach, z których wystawały tylko długie uszy. Nagle jeden wybił kolbą karabinu szybę w oknach, drugi wyważył drzwi, wpadli do środka, wyciągnęli zaspanego Puchatka z łóżka, rzucili na ziemię i krzycząc coś o synach suk, oporze i strzelaniu, padli na niego, próbując założyć kajdanki na łapki, z których ciągle zsuwały się stalowe obręcze. W końcu jeden z zamaskowanych długouchych rzucił kajdanki w kąt, zaklął brzydko i powiedział:
- Nawet aresztować cię nie można zgodnie z procedurą, dziwaku! – po czym wyciągnął igłę i nici, żeby unieruchomić pluszowe łapki oszołomionego misia…
- Ale o co wam chodzi, panowie? Myślę, że to bardzo niegrzeczny sposób na budzenie misia przed wschodem słońca…
- Zamknij się! – wrzasnął jeden z napastników i kolbą przycisnął łepek Kubusia do podłogi, dopóki drugi nie zakończył szwu grubym supłem. Potem zarzucili Kubusiowi na głowę kawałek prześcieradła i wykręcając mu ręce, wyprowadzili na podwórko, gdzie czekał już na nich okratowany bus, do którego szybko wsiedli i ruszyli, zostawiając za sobą tumany kurzu…

piątek, 26 września 2014

84. "SAN FRANCISCO"

Kochana Babciu!
               
                Znasz tę piosenkę sympatycznych bliźniaków z Milówki, o tym jak zbudują San Francisco na ściernisku, prawda? Pisałam Ci jeszcze zimą, że mieliśmy takie „ściernisko” w centrum miasta, ale z okazji wyborów radni chcą nam zrobić prezent i stworzyć tam taki wypasiony park z placem zabaw. No, to park, czyli „San Francisco”, już jest gotowy. Może nie taki wypasiony, jak to wyglądało na wizualizacjach, ale wygląda naprawdę fajnie. W końcu patronem naszego miasta nie jest Św. Franciszek, tylko Św. Antoni, czyli, gdyby leżało na Dzikim Zachodzie, nazywałoby się San Antonio, a nie San Francisco.
                Pewnie dlatego, że Antoni jest patronem rzeczy zaginionych, zgubił się gdzieś jeden z planowanych mostków i basen dla chłopców z deskorolkami, które miały w tym parku powstać. Właściwie to nawet nie w parku, tylko na placu, bo parkiem będzie można go nazwać, kiedy już urosną te wszystkie posadzone drzewa. Ale nie chodzi o to, żeby narzekać, bo jest naprawdę ładnie – jak w zadbanym przydomowym ogródku, chociaż trochę droższym... Ale oprócz mostku i basenu, jeszcze przed otwarciem parku znikały materiały budowlane i sadzonki roślinek, a krótko po otwarciu zniknęły huśtawki, pałka do gongu i kilka urządzeń do eksperymentów fizycznych. Albo nas ten nasz patron nie lubi, albo za mało się do niego modlimy…

środa, 17 września 2014

82. IGRZYSKA BEZ CHLEBA



Kochana Babciu!
               
                Smutno mi dzisiaj, bo zapadła ostateczna decyzja o sprzedaży parku w centrum miasta, o którym Ci kiedyś pisałam. Nawet nie „po cichu”, jak planowali niektórzy, ale w błysku fleszy! Okazało się, że nasi rajcowie już bez wątpienia cierpią na chorobę zawodową: nie tylko nie słuchają, czego chcą mieszkańcy, ale nawet nie mają czasu się z nimi spotkać, bo wolą w tym czasie, na przykład, planować sobie festyn.

piątek, 9 maja 2014

59. TO NIE JEST KRAJ DLA MŁODYCH LUDZI


Kochana Babciu!
               
                Kiedy patrzę na moje osiedle, mam wrażenie, że ktoś, kto nim zarządza, wolałby, żeby mnie tu nie było. Wszystko, co w dawnych, podobno bardzo niedobrych czasach, zostało zaplanowane tak, żeby fajnie się tutaj mieszkało rodzinom z dziećmi, zostało zniszczone. Wygląda to teraz trochę jak osiedle spokojnej starości. Nie uważam wcale, że nie powinno być tutaj miejsc, w których starsze osoby mogłyby usiąść i w spokoju porozmawiać ze znajomymi! Ale dlaczego znikają miejsca dla dzieci?

czwartek, 20 lutego 2014

43. "TU NA RAZIE JEST ŚCIERNISKO..."



                Kochana Babciu!
               
                Jak już Ci pisałam, ten rok upłynie w naszym mieście pod znakiem wyborów. Taki rok wyborczy różni się od innych tym, że w jego trakcie wykonuje się więcej inwestycji niż przez trzy pozostałe. Zwłaszcza takich widocznych, jak place albo drogi, bo one są dla wszystkich, a na przykład jakiś nowy zakład pracy byłby tylko dla niektórych. Nie należy, oczywiście, narzekać, że rajcy próbują chociaż w ten sposób pozyskać sympatię wyborców, bo dzięki temu też miasta się rozwijają i przyjemniej się w nich żyje, ale musisz przyznać, że są przy tym bardzo zabawni! Szczególnie Ci, którzy jeszcze nie zasiadali w ratuszowych ławach, a bardzo by chcieli: robią się wtedy pomysłowi, wszechmogący i nie ma dla nich przeszkód w realizacji planów mających tanio i szybko uszczęśliwić (a jakże!) mieszkańców. Dużo pracy mają wtedy graficy od takich komputerowych wizualizacji ich pomysłów, które mają zachwycać i wydawać się realne. Też bym chciała kiedyś być takim grafikiem, bo bardzo lubię malować sceny z bajek.
                Ci, którzy już rządzili, mają łatwiej, bo zawsze mogą pochwalić się tym, co zrobili i co można zobaczyć na własne oczy. Nawet jeżeli można to było zrobić lepiej albo szybciej. To chyba nawet dobrze, jeżeli w dniu wyborów chociaż jedna inwestycja nie jest skończona, bo wtedy wyborca sam widzi, że przecież coś się cały czas w tym mieście robi! Ostatnio pisałam Ci o deptaku, który ma przywrócić życie w mieście. Ma być gotowy, zanim mieszkańcy wrócą z wakacji. Ale to nie jedyna niespodzianka, która będzie na nich czekać!

czwartek, 23 stycznia 2014

37. TAKI MAMY KLIMAT...

                Kochana Babciu!
               
                Znowu ferie! Dopiero co jedne się skończyły, a już zaczęły się drugie! Najpierw zanosiło się na to, że zima ominie nas szerokim łukiem, ale, na szczęście, właśnie sobie o nas przypomniała.
                Tata opowiedział mi, że jeszcze jesienią nasi lunatycy od pogody zapytali zaprzyjaźnionego szamana zza oceanu, któremu wróżby najlepiej zawsze wychodziły, bo ma zioła najlepsze, jaka będzie u nas zima. Szaman podniósł rondo kapelusza, popatrzył w stronę falującego od upału horyzontu, wypluł tytoń przez zęby, podrapał się po obowiązkowym zaroście i powiedział, szczerząc zęby w uśmiechu: „Będzie okej! Fajna zima będzie: krótka, ciepła, łagodna. Fajna. A nawet jak trochę śniegu spadnie, to też będzie okej, bo se na nartach pojeździcie, nie? Albo na sankach, też okej. Też fajnie. Taki macie klimat, nie? No, to nic się nie martwcie, będzie okej!” i poklepał naszego lunatyka po plecach.