Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2016

164. ODPUSTY

"Słusznie Wells pisze w swej autobiografii, że każdy z nas był Mussolinim i Hitlerem, gdy miał lat dwanaście. Mało potem w życiu zostaje z pragnień sztubackich, ale nie tak znów mało. Można by powiedzieć raczej, że nikły procent pragnień zostaje zrealizowany, ale popędy nie wyżyte zabarwiają uczucia ludzi pozornie poważnych i dorosłych."
Antoni Słonimski



                Drogi Dziadku!

                Lubisz odpusty? Bo ja bardzo. W przeciwieństwie do rodziców, których zupełnie nie zachwyca widok dziesiątek straganów zasypanych mieczami, karabinami, balonami, piłkami i słodyczami. Marudzą tylko, że tandeta, że 10 razy drożej niż w sklepach „(Prawie) Wszystko Za 5zł” i że tłok. I że petardy.
                A przecież na tym odpust polega – można sobie pozwalać, bo wszystko jest tego dnia w parafii odpuszczone, nie? Można najeść się słodyczy, które poza odpustem można kupić tylko we Wszystkich Świętych przed cmentarzem. Można strzelać do woli petardami między murami, żeby narobić jak najwięcej hałasu. I można zarobić, zdzierając przy tym niemiłosiernie z kupujących – których w końcu nikt do tego nie zmusza. Tak, to jest dzień, w którym wolno o wiele więcej, niż w inne, bo Proboszcz załatwia odpuszczenie, gdzie trzeba.
                Podobno kiedyś takimi odpustami handlowano jak akcjami na giełdzie. No, ja się wcale nie dziwię…

środa, 3 lutego 2016

140. DO PRZYJACIÓŁ ANIOŁÓW

"Jeśli da się powiedzieć o twoim kraju, że jest wolny i podzielony, kładź akcent na "podzielony". Kładź ten akcent w taki sposób, by było jasne: podzielony na złych i dobrych, prawych i nieprawych, świętych i łotrów. Kwestionuj każdą wolność, strzeż tej zasady jak oka w głowie. Wolność, czyli stan, w którym coś zależy od ciebie, jest największym dopustem, jaki może ci się zdarzyć. Jedno, na czym ci naprawdę zależy, to znalezienie winnych, którzy doprowadzili cię do takiego - jak przystało wolności -opłakanego stanu." (Jerzy Pilch, "Dziennik")


                Szanowni przyjaciele aniołów.

                Z głębokości piszę do Was. Z otchłani, w której żyję wraz z całym gorszym sortem, do którego strąciły nas nasze zatwardziałe serca, zamknięte na dobrą nowinę głoszoną przez srebrnoustych apostołów. I proszę, nie poczytujcie mi tego kruszcowego porównania jako cienkiej aluzji do nazwy jakiejkolwiek spółki trudniącej się trąbieniem światu jedynej dobrej i – zaprawdę - słusznej nowiny ani do czyjejkolwiek kolekcji „metali przemysłowych”! Nie, „srebrnoustość” ich z tego się przecież bierze, że to mowa jest srebrem, a milczenie złotem. I chociaż Polacy, jak wiadomo, wolą żelazo, to jednak bez srebra trudniej do swych poglądów przekonać niezdecydowanych, o czym wiemy co najmniej od dwóch tysięcy lat.
                Kamienne serce moje zamknięte, zakodowane nawet, rzeklibyście, się zdaje i nie chce wypełnić się łaską uwielbienia dla ukrytego w cieniu - proroka–zbawcy ojczyzny. Nie jestem godzien, bym wobec Waszej miłości, która, zaiste, z łaski płynąć musi, miał się na pierwsze przykazanie Boże powoływać – zapewne diabelska to sprawka, że mi się tu nasuwa i serca otworzyć nie pozwala. Dlatego pokornie o wybaczenie, ja – grzeszny, Was – błogosławionych, proszę, ale rozumu i sił mi nie starcza, by pojąć to wszystko, co dla Was oczywistym jest.

poniedziałek, 1 września 2014

79. REQUIEM DLA ALCYBIADESA

 „Zapytaj, jakie są dowody na poparcie twierdzeń; domagaj się, żeby ideologie były wystarczająco dopracowane, byś mógł oddzielić retorykę od istotnych treści. (…) Popieraj myślenie krytyczne u dzieci od najwcześniejszych lat ich życia, ostrzegając je przed kłamliwymi reklamami telewizyjnymi, tendencyjnymi wypowiedziami i zniekształconymi punktami widzenia, jakie są im prezentowane. Pomóż im stać się mądrzejszymi i ostrożniejszymi konsumentami wiedzy.”
Philip Zimbardo

 Obecni i Nieobecni Bywalcy Szkół,             

                Rozpoczęcie roku szkolnego od dawna wywoływało we mnie smutną refleksję, że to wyjątkowo bojowy dzień. I nie chodzi o rocznicę wybuchu II wojny światowej. Co roku, po dwumiesięcznym rozejmie, wracają na swoje bastiony dwie od dawna walczące ze sobą armie. Każdego pierwszego roboczego dnia września stają przeciwko sobie, niczym żołnierze Trójprzymierza i Trójporozumienia w okopach, choć ze względu na stosunek sił przypomina to raczej starcie konkwistadorów z Indianami. Ten bojowy szyk na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego symbolizuje to, co będzie się działo przez kolejnych dziesięć miesięcy.
                Sztandary łopoczą w przeciągu w zatłoczonych salach gimnastycznych, a oni stoją tak, puszczając mimo uszu wszystkie wypluwane do mikrofonów wbitych na statywy, jak nagie miecze, płomienne przemowy - kurtuazyjne zapewnienia o radości, wzajemnym szacunku i przyjaźni - jednocześnie mierząc się wzrokiem i oceniając siłę przeciwnika. Obok nowicjuszy po obu stronach stoją specjaliści gotowi na pierwszy rzut oka wskazać we wrogich szeregach tych, z którymi da się pertraktować, takich, których trzeba będzie podchodzić fortelem i innych, wobec których skuteczna pozostanie tylko siła…

sobota, 3 maja 2014

57. AKT ODWAGI




Sapere auso [1]

  
Kochani,

                W polskim kalendarzu jest kilka mniej lub bardziej hucznie obchodzonych świąt państwowych. Chociaż co roku odnoszę wrażenie, że się o tym nie pamięta, większość z nich ustanowiono na pamiątkę radosnych wydarzeń. Rocznice odzyskania niepodległości świętujemy skupiając się na ofiarach, jakie pochłonęła walka o nią, a w rocznicę uchwalenia Konstytucji użalamy się nad tragicznym finałem jej obrony. Chciałbym, żeby Wam udało się uchronić od tej trucizny. Rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja jest najlepszą okazją ku temu, żeby wytłumaczyć Wam, dlaczego.

                Zawsze byli, są i będą tacy, którzy swój polityczny kapitał zbijają na pielęgnowaniu podziałów i celebrowaniu klęsk. To podtrzymywanie w Polakach kompleksu ofiary zewnętrznych wrogów, kultywowanie pamięci o doznanych krzywdach i brak umiejętności wyciągania wniosków z przeszłości  są największymi zbrodniami, jakich dopuszczają się ludzie, których zadaniem powinno być budowanie dumy narodu. Bo duma jest cechą ludzi wolnych i otwartych, ograniczonym pozostaje tylko pycha, która zaślepia i uniemożliwia przemiany. Zdarzały się w naszej historii takie chwile, kiedy duma brała górę nad pychą. Chcę wierzyć w to, że właśnie w takiej chwili powstała Konstytucja 3 maja.

Być może nie była doskonała. Może była w rzeczywistości przeprowadzonym podstępnie zamachem stanu przeciw obcej dyktaturze i jej beneficjentom. Może rzeczywiście nie polska, a szwedzka była pierwszą konstytucją w Europie. Może nawet jej uchwalenie przyspieszyło rozbiory Rzeczypospolitej, bo za późno było na jej ratunek. Ale nie tylko Konstytucja sama w sobie była sukcesem. W moim wyobrażeniu tamtych czasów, największym osiągnięciem ludzi, którzy ją stworzyli, była zmiana, jak dokonała się w umysłach. Chociaż grunt pod nią przygotowywany był w czasach, kiedy w stolicy oficjalnego już rosyjskiego protektoratu rezydował i wpływał na politykę króla carski ambasador, ta zmiana, wcześniej niedoceniona, przerażała zaborców, bo groziła odbudową siły rozdrapywanej Rzeczpospolitej, dlatego dążyli do jej cofnięcia. Zwłaszcza, że widmo krwawej rewolucji francuskiej straszyło Europę.
Ale nad Wisłą nie umierał wtedy rozsądek. Może i zmiany w Polsce były szczytem konserwatyzmu względem francuskich doświadczeń, ale skok mentalny od sarmackiego zaścianka do Sejmu Czteroletniego mógł być porównywalny. Dlatego, mimo likwidacji państwa, zaborcy nie byli w stanie złamać ducha w ludziach, którzy dojrzeli do przemiany. Konstytucja 3 maja była tylko wyrazem postępowania nieodwracalnego procesu.

poniedziałek, 17 marca 2014

48. MASZKARONY I GARGULCE

                Kochana Babciu!
               
                Czy Ty wiesz, skąd się w ludziach bierze tyle złośliwości? Tata powiedział, że jeśli o złośliwość chodzi, to nikt nie zna się na tym tak dobrze jak Ty, dlatego pytam. Nie chodzi mi o złość do osoby, która sprawiła nam przykrość. Mam na myśli taką dziwną potrzebę dokuczenia komuś bez powodu: obrzucić kogoś błotem w internecie, powtarzać o kimś niesprawdzone rzeczy bez jego wiedzy itp. Kiedyś myślałam, że trzeba być szczęśliwcem i nie mieć poważniejszych problemów, żeby tak rzucać się na innych. Ale później zrozumiałam, że to jednak muszą być bardzo nieszczęśliwe osoby, bo bez tego czułyby się chyba samotne i niepotrzebne, a z tym żadnemu człowiekowi nie jest dobrze.
                Internet pozwala ukrywać się pod fałszywym imieniem, a jednocześnie umożliwia zdobycie popularności. Czy potrzeba korzystania z obu możliwości jednocześnie nie wydaje Ci się dziwna sama w sobie? Dla tych osób, które najchętniej i najbardziej agresywnie atakują innych, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Bardzo często wymyślają sobie różne pseudonimy, żeby od razu było wiadomo, że naprawdę nazywają się inaczej. Wydaje mi się, że chociaż chcą pozostać nierozpoznani, to jednak próbują przemycić coś o sobie: czym się interesują, co kochają albo czego nienawidzą. Zwłaszcza nienawiść potrzebuje maski, chociaż bywa na niej wymalowana.

piątek, 7 marca 2014

46. BEZ ODPOWIEDZI





(…)
Innych może dotknęła sroższa niebios kara;
Może kto z was urzędem, orderem zhańbiony,
Duszę wolną na wieki przedał w łaskę cara
I dziś na progach jego wybija pokłony.
Może płatnym językiem tryumf jego sławi
I cieszy się ze swoich przyjaciół męczeństwa
(…)
Adam Mickiewicz „Do przyjaciół Moskali”

Do…?
               
                No właśnie: komu mógłbym zadać te wszystkie pytania, które cisną się na usta, kiedy trwałość znanego świata wydaje się krucha jak wiosenny lód? Ludzkość zadaje je od tysiącleci i nawet jeżeli na niektóre z nich znajdowała już odpowiedzi, to czy są one aktualne dzisiaj? Chyba tylko Bóg raczy wiedzieć. Ale jeśli takimi nas stworzył, obdarzył wadami i dał siłę do ich pokonania, jednocześnie pozostawiając wybór, to podarował nam coś najcenniejszego: wolność. Czy można więc mieć pretensje, jeżeli  dąży ona do nieskończoności? Czy głos z samego nieba rozwiewający moje wątpliwości pośród światła i anielskiego śpiewu mieściłby się jeszcze w tej wolności, czy przeciwnie - jej istotą jest możliwość samodzielnego odnajdywania odpowiedzi? Czy ktoś, komu dane było głęboko pojąć wolność, chciałby pozbawiać jej innych? A może wszystko, dla czego mógłbym chcieć zniewolić drugiego człowieka, jest więzieniem przede wszystkim dla mnie? Czy uświadomiona i odpowiedzialna wolność może godzić się z myślą, że ludzie rodzą się lepsi albo gorsi? Jeżeli człowiek własnym życiem pracuje na ocenę: według jakiej skali mierzyć ludzką wartość? Według szacunku dla drugiego człowieka i jego wolności? Jaka część świata gotowa jest respektować tę miarę?