Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 stycznia 2015

95. PO PRZERWIE

                Kochana Babciu!
              
                Jak Ci minęły wszystkie święta, miło? Jesteś zadowolona z prezentów? Bo my bardzo. Oczywiście, wiem, że w Świętach najważniejsze wcale nie są prezenty, tylko to, że możemy ten czas spędzić spokojnie razem i cieszyć się z narodzin Jezuska, ale skoro te warunki udało nam się spełnić, to chyba można już pocieszyć się trochę z tego, co się dostało?
                W Wigilię najbardziej cieszył się tata, który cały wieczór spędził na składaniu z klocków smoka, pojazdu kosmicznego i samochodu wyścigowego, którym Dzieciątko obdarowało M. Nie było to, co prawda, takie wyzwanie jak klockowy jacht, który ja dostałam w zeszłym roku, a tata z instrukcją grubszą od encyklopedii kończył składać jeszcze po pasterce, ale widzieliśmy, że chociaż nie chciał się przyznać, to sprawiło mu to równie wiele radości, a może i więcej niż nam późniejsza zabawa. Mama też bawiła się świetnie, czytając książkę, którą dostał tata. Ja, dzięki kolczykom, które dostała mama, mogłam pokazać się w towarzystwie lalki-księżniczki, którą znalazłam pod choinką. Mój waleczny brat w oczekiwaniu na zakończenie ojcowskiego aktu tworzenia, spełnił się odnosząc kolejne zwycięstwo w walce dobra nad złem: tym razem w wykonaniu postaci ze świątecznych pierników. A pies poczuł się chyba jak w psim raju, kiedy w rytm „Przybieżeli do Betlejem” mógł wyrwać całą watę z brzucha starego pluszowego króliczka specjalnie na tę okazję sprowadzonego przez Dzieciątko do sklepu z odzieżą na wagę… W sumie prezenty sprawiły wszystkim mnóstwo radości.

piątek, 20 czerwca 2014

67. JA, TATA

Pamiętam czasy tej młodości, kiedy wydawało mi się, że posiadanie dziecka to katastrofa. Kataklizm towarzyski, klęska finansowa i zamrożenie jakiegokolwiek rozwoju na poziomie zera absolutnego. Niektórym moim rówieśnikom do dziś wychowywanie potomstwa kojarzy się z karą boską.  Sporo z nich ma dzieci. Jakoś sobie radzą. Inni, którzy z wyboru dzieci nie mają, często twierdzą, że dobrze się bawią. No i na zdrowie! Jeśli ktoś do rodzicielstwa nie czuje się stworzony, to musi mieć swoje powody. Bywa, że te powody wymagają tylko upływu czasu.
A jak to widzę dzisiaj? Jestem ojcem dwójki dzieci. Apokalipsy nie było albo miałem w jej trakcie ważniejsze zajęcie. Natomiast moje życie bardzo się zmieniło: świat stał się dużo bardziej wielowymiarowy.

czwartek, 17 kwietnia 2014

52. PARA, KURZ I DYM

Kochana Babciu!
               
                Przyjadą goście! Wielkanoc! Spieszą się wszyscy jak przebudzone wiosną mrówki – aż się kurzy! Temperatura wzrasta nie tylko na termometrach za oknem, ale i na spoconych od ciężkiej pracy czołach. Z nastaniem wiosny smok się chwilowo wyniósł, a mimo to dym nie opada.
            Przecież trzeba się przygotować, żeby olśnić niewidzianych od miesięcy krewniaków! Stoły suto zastawić, a mieszkania wypolerować i wypachnić. Już trzy tygodnie przed Świętami we wszystkich marketach, między czekoladowymi zajączkami i kurczakami, czekały na nas - specjalnie na tę okazję przygotowane - hurtowe ilości środków czystości. Gazetki przekonywały, że ceny (chociaż wyższe niż poza promocją) są wyjątkowo atrakcyjne (bo tańsze niż w grudniu). Prawdopodobnie, według marketowych Prezesów, między Wigilią a Wielkim Tygodniem nikt nie sprzątał i najwyższy czas to nadrobić. Ale tata mówi, że kiedy się pracuje w markecie, to można tak myśleć, bo na nic nie ma się czasu. A już najmniej przed Świętami, dlatego promocje zaczynają się wcześniej.

                Zachęceni reklamami konsumenci pozwalają się namówić i biorą się do roboty: idą w ruch ścierki, szczotki i odkurzacze. Grzmią tłukące w dywany trzepaczki. Kurz unosi się przez pootwierane na oścież okna i wokół trzepaków, aż ptactwo uchodzi w pola! Zza odsuwanych mebli wyłaniają się dobrze zasuszone pierniczki – wspomnienie Bożego Narodzenia. A że ostatnie Święta z weekendami ciągnęły się przez dwa tygodnie, to wymienić trzeba niejedną zarabowaną sofę. W harmonogramach wywozu śmieci przezorni urzędnicy dopisali nawet dodatkowe terminy odbioru wielkich gabarytów!

piątek, 27 grudnia 2013

32. SZOPKA

Kochana Babciu!
               
                Święta się skończyły, ale tak nam się w tym roku kalendarz ustawił, że świętujemy dalej! Weekendy, Sylwestra, Nowy Rok i Trzech Króli – tak się rozłożyły, że, jak mówi tata, jeśli ktoś był przez cały rok grzeczny, to teraz może mieć przeszło dwa tygodnie wolnego! Szkoda tylko, że nie ma śniegu, bo ja go nigdy na Boże Narodzenie nie widziałam. Jedyne święta ze śniegiem, jakie znam, to Wielkanoc.


                Ale i tak wolę Boże Narodzenie, bo jest bardziej dziecięce. W tym roku poszliśmy na pasterkę! Ale tam była szopka! Najbardziej podobały mi się bydlęta, które klękały przed Dzieciątkiem. Stajenka i figury Marii z Józefem też były ładne, a Trzej Królowie mieli nawet wielbłądy! Ale najciekawsi byli pastuszkowie. Nie tylko figury ze stajenki, ale i ci, którzy tak jak ja przyszli do kościoła, bo przecież można nas tak nazwać, skoro przyszliśmy na pasterkę, prawda, Babciu?
                Kościół był pełny ludzi, wszyscy odświętnie ubrani i wyperfumowani, żeby sobie Jezusek nie pomyślał, że brudasy jakieś przyszły Go przywitać. Eleganccy panowie pod krawatami, a niektóre panie w futrach – kilka razy nawet powstało zamieszanie, bo trzeba było te panie wynosić na świeże powietrze, kiedy zemdlały od gorąca. Zastanawiałam się, dlaczego tak się ciepło ubrały, skoro nie było zimno, ale mama mówi, że dla tych pań musiało być bardzo ważne, żeby się w tych właśnie strojach pokazać na pasterce. Pewnie dlatego, że prawdziwi pasterze też chodzili w skórach. Mam nadzieję, że Dzieciątko to doceni, bo te panie strasznie musiały cierpieć.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

31. WESOŁYCH ŚWIĄT!

Kochana Babciu!
               
                Z okazji Bożego Narodzenia chciałam Ci życzyć Wesołych Świąt, tak, jak wszyscy sobie nawzajem życzą, ale pomyślałam sobie, że Tobie powinnam napisać coś od siebie. Najpierw wyobraziłam sobie, że najlepiej by było, życzyć Ci spełnienia  marzeń, ale mama mówi, że jest taka chińska klątwa: „oby spełniły się wszystkie Twoje życzenia”. No i tata stwierdził, że pewnie nie wyszedłby na tym najlepiej.
                Dlatego zaczęłam się trochę zastanawiać, na czym ma polegać wesołość Świąt. Na pewno w telewizji będą znów te same komedie, co każdego roku, może kogoś to ucieszy. W talent show może uda się żiri  w zabawny sposób kogoś skrytykować. Albo kiedy spotkają się całe rodziny i zaczną wspominać najzabawniejsze familijne historie, też będzie wesoło. I tak mi wyszło, że każdego ucieszy coś innego.
                I wtedy przypomniałam sobie, że przecież to jest Boże Narodzenie! Czas, kiedy świętujemy przyjście długo oczekiwanego Dzieciątka, które ma naprawić nasz świat! I z tego, co widzę każdego roku, to na ten jeden dzień to się nawet trochę udaje! Może to dlatego, że każdy chciałby Mu się pokazać z jak najlepszej strony? Nie wiem, ale kiedy widzę, jak uśmiechają się do siebie nawet sąsiadki, które codziennie się kłócą, to znów zaczynam wierzyć, że w Wigilię zwierzęta naprawdę mogą przemówić ludzkim głosem. W ten jeden dzień w roku każdy chce mieć swój wkład w to naprawianie świata i zaczyna od siebie.
                Skoro tak, to chyba najlepsze czego mogłabym życzyć, nie tylko Tobie, Babciu, ale wszystkim, którzy chcieliby poczuć się adresatami tego listu, to żeby jak najwięcej z tej wigilijnej atmosfery zostało na cały rok. Żeby każdy spojrzał na świat w taki sposób, w jaki chciałby go pokazać Dzieciątku, żeby chciało na nim zostać.

Wesołych Świąt!

 J. z rodziną


piątek, 20 grudnia 2013

30. GORĄCZKA GRUDNIOWEJ NOCY

Szanowny Kliencie!

               
                Kiedy już przeanalizujesz gazetki wszystkich sklepów w okolicy, żeby wybrać towary, za pomocą których uszczęśliwisz w te Święta siebie i swoją rodzinę, kiedy sporządzisz listy zakupowe i zaplanujesz trasę przejazdu przez wszystkie punkty handlowe, uwzględniając (albo nie) przedświąteczne korki, kiedy uzbroisz się w portfel wypchany bonami, którymi obdarował Cię pracodawca, żebyś chociaż przez chwilę mówił o nim bez niechęci  – przed wyjściem z domu wypij herbatkę z melisą, podobno działa uspokajająco.

                Skoro na ulicach i parkingach pełno jest samochodów, to znaczy, że nie jesteś jedynym, który obchodzi w tym kraju Boże Narodzenie. Co gorsza, istnieje duże prawdopodobieństwo, że większość rodaków będzie spędzała Święta w podobny sposób jak Ty. Nie wiń ich o to.
                Kiedy już znajdziesz miejsce parkingowe i uda Ci się przeżyć drogę przez parking, między samochodami, których kierowcy powinni trafić do Ciebie na naukę i zmrużysz oczy oślepiony blaskiem świetlnych choinek, gwiazdek, dzwonków i aniołków, nie zapomnij się zachwycić – to dla Ciebie są tutaj!

piątek, 29 listopada 2013

26. CIAPTAK ATAKUJE!

Kochana Babciu!
               
                Tym razem piszę do Ciebie w bardzo trudnej sprawie. Stało się u nas coś strasznego: u K. w przedszkolu mają gelender, czy coś takiego! Czy Ty wiesz co to może być? Bo ja nie wiem. Ale wczoraj byli u nas ciocia i wujek C. i jestem przerażona!
                Najpierw się zmartwiłam, że przyszli bez A. i W., bo bardzo lubię się z nimi bawić. Potem poprosili mnie, żebym poszła do swojego pokoju i zamknęli drzwi. Tutaj muszę Ci się przyznać do czegoś brzydkiego: podsłuchałam ich rozmowę… Nie wszystko dokładnie słyszałam przez drzwi, ale przecież bez tego nie wiedziałabym, co się dzieje i nie mogłabym Ci opowiedzieć! A to bardzo straszne!

niedziela, 17 listopada 2013

24. WSZYSTKIE ŚWIATŁA NA TATĘ!

Kotek  (09:05)
I jak?

Misiek  (09:11)
Żyjemy.

Kotek  (09:13)
Kochanie! Pytam poważnie, wszystko w porządku?

Misiek  (09:25)
Co miałoby nie być w porządku?

Kotek  (09:27)
Kochanie, martwię się o Bąbelka!
Pierwszy raz zostajesz sam w domu na cały dzień
 z 3-miesięcznym dzieckiem!
Radzicie sobie?

Misiek  (09:40)
Wydawało mi się, że masz ważną konferencję? Nie przerywaj sobie.

Kotek  (09:41)
Bo mam! I nie mogę wysiedzieć, bo nie wiem, co się u Was dzieje, za to muszę słuchać jakiejś durnej prezentacji na temat wyników sprzedaży maści na porost włosów i strategii marketingowej na najbliższe stulecie!

piątek, 25 października 2013

20. octROWer fest!

Kochana Babciu!
               
                Trafiły nam się tej jesieni jakieś takie letnie dni: słoneczko grzeje, niebo błękitne, tylko poranki wymagają ciepłego ubrania – i dobrze, bo na co byśmy narzekali? Korzystając z pogody wsiedliśmy całą rodziną na rowery i hejże, na wyprawę! W naszym wesołym mieście mamy mnóstwo ścieżek rowerowych – grzechem byłoby  z nich nie korzystać! Mój rowerek jest niewielki, za to w taki różowy dżez, jak śpiewa pan w radio. Muszę się dużo na nim napedałować, żeby przejechać tyle, co rodzice na swoich olbrzymach. Ale spokojnie, beze mnie nie pojadą! Tylko M. stroi głupie miny i mnie pogania – też bym była taka mądra w foteliku na taty rowerze!
                Najpierw jedziemy ścieżką – chodnikiem. Wypasiona dróżka! Falująca: góra, dół, góra, dół, chodnik, wjazd, chodnik, wjazd – super! Jak w wesołym miasteczku! Potem przejeżdżamy przez miasto – na szczęście znamy drogę, bo gdybyśmy chcieli szukać szlaku, mielibyśmy kolejną atrakcję: podchody. Podobno jazda na rowerze pomaga schudnąć,  bo częścią jazdy przez miasto jest aerobik: wsiąść, zejść, wsiąść, zejść. A to światła, a to rondo, to znów skrzyżowanie - mama twierdzi, że to jej poprawia figurę. Nasze miejskie ścieżki! Gdy pojedziesz nimi pierwszy raz, zaskoczą Cię na pewno! To taki zaplanowany dreszczyk. 

niedziela, 29 września 2013

13. NA DZIEŃ CHŁOPCA

Chłopaki!

Z okazji Dnia Chłopca składam życzenia wszystkim chłopcom: tym w sensie ścisłym oraz tym „wiecznym”, bez względu na wiek.



W garniturach, mundurkach, kombinezonach czy różowych sweterkach z gruszką. Pracującym na ziemi, pod ziemią, na wodzie i w powietrzu. Biednym, średnio zamożnym i bogatym. Niestrudzonym żołnierzom najpotężniejszych armii we wszechświecie podwórek, urzędów, fabryk i biur. Zapracowanym przy łopatach, za sterami, za kierownicami, przy klawiaturach i przy joystickach. Mecenasom, sponsorom i kasjerom od kieszonkowego. Z paznokciami wypielęgnowanymi, obgryzionymi czy czarnymi od smaru.
Tym, którzy dają z siebie wszystko.

niedziela, 15 września 2013

9. NIŻ

Kochana Babciu!
               
                Dopiero co wysłałam do Ciebie jeden list, ale mam teraz czas, żeby znowu do Ciebie napisać , bo rok szkolny nie zaczął się jeszcze na dobre, a do tego ciągle pada deszcz, bo przyszedł niż i nie ma po co iść na dwór. I zadań domowych nie muszę jeszcze robić. To znaczy nie musimy. Z rodzicami, bo sama nie dałabym rady. Jedno takie zadanie to nawet musiała kiedyś rozwiązać koleżanka mamy, która pracuje na uniwersytecie, bo rodzice nie umieli. Większość klasy zapomniała wtedy zeszytu. Już niedługo pewnie znów tak będzie i chociaż trochę nudziłam się w czasie wakacji w domu, to już zaczynam za nimi tęsknić.
Podobno do szkół też przyszedł niż. Tata mówi, że to dlatego, że bociany odleciały i jest teraz mniej dzieci. Z powodu niżu niektórzy nauczyciele okazali się niepotrzebni. Mieliśmy taką fajną panią od polskiego, która puszczała nam dużo śpiewanych wierszyków, bajek i filmów o autorach. Zawsze lubiliśmy Panią i jej lekcje, ale za krótko pracowała w naszej szkole i teraz mamy polski z Panią z biblioteki, która sama czyta nam wierszyki i opowiada i to już nie jest takie ciekawe. Ostatnio prawie zasnęłam na lekcji, ale to pewnie przez ten niż. Pani z biblioteki pracuje od lat i okazała się bardziej potrzebna od naszej Pani.

czwartek, 29 sierpnia 2013

1. PROWINCJA





Kochana Babciu!

Postanowiłam napisać do Ciebie, ponieważ nie odezwałaś się do nas od Wielkanocy, kiedy musiałaś zostać u nas dłużej niż planowałaś, bo tyle spadło śniegu, że przez trzy dni nie dało się wydostać z naszego osiedla. Pamiętam, jak bardzo byłaś wtedy zdenerwowana i jak oprócz pewnego brzydkiego słowa, którego rodzice zabronili mi powtarzać, użyłaś jeszcze takiego trudnego: „prowincja”.  Pomyślałam wtedy, że chyba nie lubisz naszego miasta.
Dopytywałam rodziców, co to takiego, ta „prowincja”. Mama powiedziała mi, że to takie miejsce, z którego wszędzie jest daleko, moda dociera, kiedy gdzie indziej jest już niemodna, a ludzie zachowują się, jakby żyli nie teraz, ale sto lat temu, że jak zwykle masz rację i że jak tylko mama albo tata dostaną propozycję lepszej pracy w jakimś dużym mieście, to ani przez chwilę nie będą się zastanawiać, tylko od razu się spakujemy i wyprowadzimy stąd najszybciej, jak się da.
Tata powiedział, że to taka część świata, w której życie toczy się trochę wolniej niż w wielkich miastach i dzięki temu ludzie mają więcej czasu i ochoty, żeby ze sobą rozmawiać i że chociaż zazwyczaj mają mniej pieniędzy, to są bardziej spokojni i życzliwi dla innych niż, na przykład, w stolicach, a kierowcy chętniej przepuszczają dzieci przez ulicę. Chyba dlatego, że w wielkich miastach są bardzo drogie mieszkania i trzeba się spieszyć, żeby na nie zarobić. Powiedział też, że na „prowincji”bardziej dba się o kultowanie tradycji, czy jakoś tak, a w wielkich miastach to już całkiem się wszystkim we łbach poprzewracało i sami nie wiedzą, co jest prawdą, a co reklamą. Mówił też, że niektórym się wydaje, że jak z małego miasteczka przeprowadzą się do dużego, to od tego stają się lepsi, a to świadczy tylko o ich pionie umysłowym. Chciałam Cię przy okazji zapytać, Babciu, po co Ci w butach ta słoma, o której wspominał tatuś? Chyba powinnaś ją mocniej uciskać, skoro już musisz ją nosić, bo podobno wystaje. Mogłabyś mi też wytłumaczyć, dlaczego mama, która to słyszała, nakrzyczała na tatę, że sam jest ćwikła czy cebula, nie pamiętam, a potem nie chciała rozmawiać z nim przez trzy dni?
Ja nie wiedziałam do tej pory, że mieszkam na „prowincji” i jeszcze nie zastanawiałam się nad tym, czy to dobrze, czy źle. Lubię moje koleżanki i niektórych kolegów, podoba mi się w mojej szkole. Za to rodzice co roku chodzą nerwowi na początku kwietnia: kiedyś martwili się, bo nie byli pewni, czy na następny rok będzie dla mnie miejsce w przedszkolu, a teraz nie wiedzą, czy będzie dla K. Dlaczego miałoby nie być? W naszej sali było dużo miejsca. Uwielbiam chodzić z rodzicami do kina, bo my tu, Babciu, mamy naprawdę fajne kina z bajkami i basenów mamy dużo, chociaż małych i tylko takich na zimę. Place zabaw mamy trochę gorsze niż w niektórych mniejszych miasteczkach, ale i do nich mamy samochodem piętnaście minut drogi! To niedużo. A jak wsiądziemy z tatą na rowery, to mamy tyle różnych ścieżek: w lesie, nad stawami, między łąkami albo polami i tyle fajnych zwierząt można spotkać! Kiedyś nawet spotkaliśmy dziki! Tylko czasami za bardzo pod górkę i niekiedy tata używa brzydkich wyrazów, jak nie może znaleźć znaczka z rowerkiem na ścieżce, na której jesteśmy pierwszy raz. Aha! Tatuś mówi też, że taka dziura, w której dziadek Stefan zepsuł sobie w zeszłym roku koło na naszym osiedlu, to mogła się Wam wszędzie trafić, bo takie można znaleźć w całej Polsce. Naprawdę, Babciu, nie jest u nas tak źle i chyba nie chciałabym się stąd wyprowadzać. No, może czasami, jesienią i zimą, kiedy nad miastem przeleci smok i zostawi po sobie taki dym, od którego mam później kaszel, boli mnie gardło i muszę leżeć w łóżku, ale mamusia mówi, że on przelatuje też nad innymi dużymi miastami, więc musielibyśmy chyba wyprowadzić się zupełnie na wieś, żeby przed nim uciec, a to przecież też byłaby wtedy „prowincja”, prawda?
Proszę Cię więc, Babciu, żebyś się na nas nie obrażała, tylko przyjechała do nas znowu, nawet pociągiem, jeśli nie chcesz już samochodem, a mama albo tata odbiorą Cię z tego miasta, do którego Twój pociąg dojeżdża, tak, jak już kiedyś robiliśmy. Jest już ciepło i słonecznie, będziesz mogła zabrać mnie na lody, a ja opowiem Ci, co u nas nowego.

Całuję Cię mocno!

Twoja J.

05.05.2013