środa, 2 listopada 2016

165. WYCIECZKA SZKOLNA

Kochana Babciu!
               
                Dostałaś moją pocztówkę z Krakowa? Byliśmy na szkolnej wycieczce. Z noclegiem! Zwiedziliśmy kilka fajnych miejsc, dowiedzieliśmy się paru ciekawych rzeczy i w sumie świetnie się bawiliśmy. A co najważniejsze – cali, zdrowi i w komplecie wróciliśmy do domu. Bo to wcale nie było oczywiste. Gdyby spotkały nas te wszystkie niebezpieczeństwa, których przed wyjazdem obawiali się rodzice, wróciłoby nas mniej, niż przeciętny Polak czyta książek w ciągu roku. Dlatego niewiele brakowało, a z wycieczki byłyby nici…
                Oczywiście dzieci nie uczestniczyły w spotkaniach organizacyjnych przed wycieczką, ale raz podsłuchałam (niechcący…), jak mama opowiadała tacie, co się na jednym z tych spotkań działo. I nie wiem, czy gdyby pani zrobiła to spotkanie z dziećmi, zamiast z rodzicami, to poziom dyskusji nie byłby o kilka poziomów wyższy.

sobota, 22 października 2016

164. ODPUSTY

"Słusznie Wells pisze w swej autobiografii, że każdy z nas był Mussolinim i Hitlerem, gdy miał lat dwanaście. Mało potem w życiu zostaje z pragnień sztubackich, ale nie tak znów mało. Można by powiedzieć raczej, że nikły procent pragnień zostaje zrealizowany, ale popędy nie wyżyte zabarwiają uczucia ludzi pozornie poważnych i dorosłych."
Antoni Słonimski



                Drogi Dziadku!

                Lubisz odpusty? Bo ja bardzo. W przeciwieństwie do rodziców, których zupełnie nie zachwyca widok dziesiątek straganów zasypanych mieczami, karabinami, balonami, piłkami i słodyczami. Marudzą tylko, że tandeta, że 10 razy drożej niż w sklepach „(Prawie) Wszystko Za 5zł” i że tłok. I że petardy.
                A przecież na tym odpust polega – można sobie pozwalać, bo wszystko jest tego dnia w parafii odpuszczone, nie? Można najeść się słodyczy, które poza odpustem można kupić tylko we Wszystkich Świętych przed cmentarzem. Można strzelać do woli petardami między murami, żeby narobić jak najwięcej hałasu. I można zarobić, zdzierając przy tym niemiłosiernie z kupujących – których w końcu nikt do tego nie zmusza. Tak, to jest dzień, w którym wolno o wiele więcej, niż w inne, bo Proboszcz załatwia odpuszczenie, gdzie trzeba.
                Podobno kiedyś takimi odpustami handlowano jak akcjami na giełdzie. No, ja się wcale nie dziwię…

środa, 12 października 2016

163. TĘŻYZNA

Kochana Babciu!
               
                Może nie pamiętasz, ale dawno temu pisałam Ci, że w moim mieście urzędnicy raz w roku pozwalają mieszkańcom zdecydować, na co wydać określoną ilość pieniędzy z miejskiego budżetu. To się nazywa „budżet obywatelski”.
                Obywatele z naszego miasta masowo pragną dbać o tężyznę fizyczną i jeszcze niedawno na potęgę budowali siłownie pod chmurką (choć przez pół roku powinny się nazywać „pod smogiem”). Mamy ich teraz więcej, niż głosujących za poprzednich władz. Niektóre, tak jak ta na naszym osiedlu, okazały się strzałem w dziesiątkę – trudno znaleźć taką porę, żeby nie było tam co najmniej kilku osób. A odkąd uzupełniono ją o plac zabaw, tory dla wrotkarzy i boisko do siatkówki, wygląda jak z amerykańskiego filmu dla nastolatków. Nawet drzew nie wycięto, naprawdę! A to w naszym mieście prawdziwy ewenement.

poniedziałek, 3 października 2016

162. PORZĄDEK

                Drogi Dziadku!

                Potrzebna mi Twoja pomoc. Pilnie! Musisz zrobić porządek z moimi rodzicami, bo nie chcą słuchać, co im mądrzy ludzie mówią, tylko uparli się, żeby się nade mną znęcać!
                Na pewno słyszałeś, że pewien bardzo mądry pan Biskup udzielił wywiadu bardzo poważnej gazecie i wytłumaczył w nim na konkretnym przykładzie, czym jest ta zaraza gorsza niż sam smog, czyli gender. Mianowicie gender jest wtedy, kiedy rodzice każą chłopcom sprzątać. I ja się z nim całkowicie zgadzam! Tylko mama i tata z jakiegoś pogańskiego plemiona chyba pochodzą, bo słuchać pana Biskupa nie chcą! Toż przecież nawet islamiści jednym głosem w tej sprawie z panem Biskupem mówią - a moi rodzice swoje!

środa, 14 września 2016

160. JAK LUDZIE

Kochana Babciu!
               
                Widziałaś bajkę „Zwierzogród”? Tę, w której ucywilizowane zwierzęta nagle zaczynają dziczeć z jakiegoś tajemniczego powodu? Dawno się tak nie bałam! A to tylko bajka, tymczasem okazuje się, że w rzeczywistości też coś dziwnego dzieje się ze zwierzętami – robią się agresywne jak ludzie!

                Na pewno słyszałaś o słynnym już grzybiarzu z naszego miasta, którego dziki zaatakowały w lesie, aż musiał uciekać na drzewo? Wezwał na pomoc patrol policji, funkcjonariusze przybyli z odsieczą, a dziki ani myślą ustąpić! Rozsierdzone przegoniły odsiecz do radiowozu i z powrotem pod drzewo, czyhać na intruza. Pewnie stwierdziły, że nie chcą u siebie imigranta nielegalnie przekraczającego zieloną granicę i postanowiły zrobić z nim porządek ku chwale dziczyzny. Bo chyba raczej nie chodziło im o to, że np. odezwał się po niemiecku – w końcu mieszkam na Śląsku. No, chyba, że dziki były przyjezdne…
                Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, bo policjanci przez radio wezwali wsparcie i po przybyciu kolejnej odsieczy wspólnie odnieśli wiktorię i uwolnili sromotnie przegonionego grzybiarza. Pewnie teraz nie przełknie nawet pieczarki.

sobota, 3 września 2016

159. KOLEJNA CEGŁA


              Drogi Dziadku!

                Za mną pierwszy dzień szkoły. Byłem bardzo dzielny i nie poryczałem się jak niektóre inne dzieci, chociaż już mi się robiło wilgotno pod powiekami. I to wcale nie jest śmieszne, kiedy sobie uświadomisz, Dziadku, co mi w tej szkole będą robić…
                Bo według wszystkich wierszyków i przemów wygłaszanych przez wzorowych uczniów i dyrektorów na powitalnych akademiach, od teraz będę zdobywał wiedzę i umiejętności, które pozwolą mi stać się człowiekiem przygotowanym do samodzielnego życia wśród innych ludzi. Jeśli będę miał szczęście, trafię na osoby, które pomogą mi znaleźć do tego celu własną drogę. A podobno trzeba dużo szczęścia, żeby nie wpaść w ręce takich, którzy jeszcze nie wiedzą o moim istnieniu, ale wiedzą, jaki powinienem być i już zacierają ręce, żeby ze mnie zrobić takiego obywatela, na jakiego Władza zgłasza zapotrzebowanie…