Kochana Babciu!
Niedawno
do naszej szkoły przyjechał kukiełkowy teatrzyk i dał fajne przedstawienie, o
którym potem rozmawiała cała szkoła i nie tylko. Nie będzie to krótka opowieść,
ale powinnaś ją poznać.
I
Za siedmioma pagórkami, za
siedmioma sadzawkami, za siedmioma stawami, w pewnym małym miasteczku żył sobie
Jaś. Nie był on ani bardzo niegrzecznym chłopcem, ani wzorem do naśladowania.
Nie można o nim powiedzieć, że był zbyt mądry, ale też skrzywdziłby go ktoś,
kto powiedziałby, że był głupi. Nie wszyscy go lubili, ale miał swoich wiernych
przyjaciół. Miał też dwie namiętności. Kiedy ktoś go pytał, sam nie umiał
odpowiedzieć, czy bardziej kocha grę w palanta, czy czekoladki.
Kiedy z małego chłopca wyrósł na
wielkiego postawnego mężczyznę, nikt nie rozpoznałby w nim tamtego małego
Jasia, gdyby nie te dwie namiętności: palant i czekoladki. Jaś podjął nawet
próbę zrobienia zawodowej kariery jako zawodnik i na pewno wystarczyłoby mu do
tego miłości, gdyby nie… czekoladki. Jak pewnie wiesz, w tej grze trzeba szybko
biegać, kiedy jest się w „niebie”, a jeśli jest się w „piekle”, trzeba robić
wszystko, żeby dostać się do „nieba”. Niestety, o ile jeszcze w „piekle” Jaś
radził sobie jako tako, to czekoladki powodowały, że bieg Jasia niesionego jak
na skrzydłach z „nieba” dookoła „piekła” szybko się kończył, bo bliższy był
lotowi kury, niż jaskółki. A jako że palant to gra drużynowa, koledzy zaczęli
mówić, że Jaś nadaje się tylko do „piekła”.
Chłopiec bardzo to przeżył,
długo płakał i objadał się czekoladkami, aż dręczyły go koszmary. Wtedy
przyszła do niego dobra wróżka i powiedziała:
- Nie płacz Jasiu, jesteś już dużym chłopcem. Nie
wszyscy mogą być gwiazdami gry w palanta. Ale nawet ci najlepsi nic by nie znaczyli,
gdyby nie było tych wszystkich, którzy organizują zawody, układają tabelki,
liczą punkty i opiekują się boiskami. Może i nie jesteś stworzony do biegania,
ale o palancie wiesz wystarczająco dużo, żeby pomagać innym w realizowaniu ich
marzeń. To piękne zajęcie, Jasiu. – Wróżka znikła, a duży chłopiec wytarł
rękawami mokre oczka, wydmuchał nos i postanowił, że tak właśnie zrobi. A żeby
utwierdzić się w swoim postanowieniu i uczcić obranie nowego celu w życiu,
wyjął z kieszeni czekoladowy batonik i zjadł z apetytem…