Wyobraź
sobie, że nieoczekiwanie pojawiła się szansa na to, że na naszym osiedlu albo
przynajmniej blisko niego zostanie odnowiony plac zabaw! Jak już Ci niejeden
raz pisałam, nasze place wyglądają jak w takim mieście za naszą wschodnią
granicą, z którego wszyscy się wyprowadzili, kiedy zepsuła się jakaś
elektrownia, gdy jeszcze moi rodzice byli mali. Często można je oglądać w
internecie – opuszczone i zarośnięte trawą do pasa, zupełnie jak u nas. Tata
mówi, że nasza spółdzielnia nie ma pieniędzy na nowe i bezpieczne urządzenia,
bo przez długi czas utrzymywała jednocześnie trzy Zarządy, które są jak czasy w
języku angielskim: zaprzeszły, przeszły i przeszły ciągły niedokonany… Nie
przejmuj się, jeśli nic z tego nie rozumiesz, bo ja też wiem tylko tyle, że za
pieniądze przeznaczone na te Zarządy, to moglibyśmy mieć kilka takich placów,
że i z sąsiednich województw całe wycieczki przyjeżdżałyby je zobaczyć.
Tymczasem na wycieczki, zobaczyć dalekie ciepłe morza, mogą jeździć dzieci i
wnuki członków tych Zarządów – dla tych, co nie jeżdżą, pozostały pobojowiska
po dawnych placach.
piątek, 10 kwietnia 2015
wtorek, 7 kwietnia 2015
110. PIKTOPROTETYKA
Kochana Babciu!
Zauważyłaś,
jakie nasze miasto jest ostatnio sławne? Wszyscy o nas mówią! Niestety, nie
jest to powód do radości. Pamiętasz, jak pisałam Ci kiedyś o arogancji –
chorobie zawodowej, która dotyka większość osób sprawujących jakąś władzę i
zaatakowała również naszych urzędników? O skutkach tej choroby, czyli o planach
wycięcia parku pod market, również Ci pisałam, jeszcze kiedy mieszkańcy
próbowali go ratować. Niestety, wtedy nie interesowało to prawie nikogo. Kilku
miejscowych dziennikarzy, dwieście osób podpisanych pod listem do ówczesnego
Pana Prezydenta i kilku uradowanych internetowych miłośników betonu. Dla całej
reszty Polski te kilka drzew nie miało większej wartości – dopóki stały. Jak
wiesz, ostateczne decyzje zapadły i ważne podpisy zostały złożone jeszcze przed
wyborami, które dały tamtym władzom szanse podjęcia leczenia ich choroby
zawodowej. A jej postępy, jak się okazuje były znaczne, bo kiedy rok temu
mówiono, że teren sprzedawany jest pod market, urzędnicy mówili, że to
kłamstwo. Teraz okazuje się, że jednak najprawdziwsza prawda, a nowy Pan
Prezydent boi się trzepać ratuszowe dywany, bo nie wiadomo, jakie augiaszowe
stajnie mogą się pod nimi jeszcze kryć.
niedziela, 5 kwietnia 2015
108. OTO CZŁOWIEK (WŁOSA CZĘŚĆ CZWARTA)
Szanowny Czytelniku,
Włosa część czwarta – Oto Człowiek.
Dzielenie włosa na czworo zawsze było dla mnie ważne. To, co tutaj piszę też. To jest akt oskarżenia, przemówienie obrony i wyrok jednocześnie - we własnej sprawie. Wiadomość złożona w kapsule czasu. List w butelce puszczony na fale: nie wiem, czy rozbitkiem jest nadawca, czy adresat. Piszę to, bo uważam, że jest mi potrzebne. Możesz więc uznać, że nie jest potrzebne Tobie. Może zniechęcić Cię rozmiar i brak akcji. Nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie. Może to robienie z igły wideł nie obejdzie nikogo, a może ktoś znajdzie tu coś dla siebie.
Poniższe przemyślenia mają osobisty charakter. Jako rodzaj podróży w głąb własnych i zapożyczonych myśli, mają być formą uporządkowania świadomości. Mapą punktów orientacyjnych na drodze do skarbu, który nigdy nie był ukryty. Nie odkryję tutaj niczego, czego nie odkrył już ktoś przede mną. Zwłaszcza, że będę się posługiwał mapami i wskazówkami pozostawionymi przez innych. Ale też nie o to tu chodzi, żeby odkryć coś dla świata, ale dla siebie.
Włosa część czwarta – Oto Człowiek.
„Prawda nie jest tym, czego można dowieść. Jeśli w tej, a nie innej glebie drzewa pomarańczowe zgłębiają swoje korzenie i pokrywają się owocami, gleba ta jest prawdą drzew pomarańczowych. Jeśli ta religia, ta kultura, ta skala wartości, ta, a nie żadna inna forma działania sprzyjają pełni człowieczeństwa w człowieku, jeśli to one wyzwalają w nim władcę, który nie wiedział o swoim istnieniu, to znaczy, że ta skala wartości, ta kultura, ta forma działania są prawdą człowieka. Co na to logika? Niech sobie radzi, jak może, aby zdać sprawę z życia”[1]
(Antoine de
Saint-Exupéry, Ziemia, planeta ludzi)
I
Z
dotychczasowego dzielenia włosa na czworo można by wyciągnąć przytłaczające
wnioski na temat świata, w którym żyjemy i kondycji Człowieka. Cóż: nie jest to
obraz różowy, ale nie jest też całkowicie pozbawiony światła - wszystko zależy
od interpretacji. Osobiście śmiem twierdzić, że chociaż XXI w. nie stwarza
idealnych warunków do rozwoju osobowości, to jednak umożliwia je w większym
stopniu niż jakikolwiek wcześniejszy. Choć niewolnictwo przybiera coraz to inne
formy i w dalszym ciągu funkcjonuje – również w naszej cywilizacji – to formy
buntu i szukanie możliwości wyzwolenia wyznaczają etapy rozwoju ludzkości. Nie
oznacza to jednak, że zawsze jesteśmy w stanie uniknąć kroków wstecz.
„Zapominamy, że choć każdej ze swobód niegdyś zdobytych trzeba bronić ze szczególną mocą, to problem wolności jest nie tylko problemem ilościowym, lecz także jakościowym; że nie tylko mamy zachować i rozszerzać wolność tradycyjną, lecz musimy zdobyć nowy rodzaj wolności, która umożliwi nam urzeczywistnienie naszego własnego indywidualnego ‘ja’, wiarę w to ‘ja’ i wiarę w życie”.[2]
Już 2 tys.
lat temu podobna refleksja pojawiła się na Ziemi. Oczywiście, jako błąd
ówczesnego systemu przekonań o właściwym porządku świata. Bo niezależnie od
tego, czy ktoś uznaje Boskość Jezusa z Nazaretu, czy nie, w naukach spisanych
przez Jego uczniów zawarty jest głęboki humanizm i przekonanie o prawie każdego
człowieka do wolności. Kilkanaście wieków zarządzania tą nauką przez system
interpretacji zatwierdzonych przez autorytety, obwarowanych nakazami i
zakazami, doprowadził do sytuacji, w której system stoi ponad prawdą i
Człowiekiem. Strach przed zejściem niewinnych na drogę grzechu doprowadził do
uproszczeń i wprowadzenia terroru. Prawo do wybaczania zostało sprowadzone do
licencji na potępianie. Zgodnie z doświadczeniami P. Zimbardo, ludzie skłonni
są czynić zło, kiedy są przekonani, że robią to dla czyjegoś dobra.
Ale tak jak
część ludzkości pragnie zatrzymać świat w miejscu, kiedy wydaje jej się, że
stworzyła już trafną mapę rzeczywistości, tak druga jej część, zazwyczaj mniej
liczna, dąży do zapełnienia białych plam na tejże mapie. Również „w łonie
Kościoła” ścierały się różne tendencje rozumienia nauk Jezusa. Przez całe wieki
obracano w nakaz umartwiania się i żałoby naukę Osoby, której pierwszy
oficjalny, uznawany przez teologów cud miał polegać na zmianie wody w wino,
żeby ludzie mogli dłużej cieszyć się na weselu. W XX w. na kartach Gaudium et spes (Radość i nadzieja),
konstytucji duszpasterskiej powstałej w wyniku Soboru Watykańskiego II,
pojawiają się założenia, które pozostają w sprzeczności z wieloma
interpretacjami z wieków wcześniejszych:
„Gaudium et spes podkreśla bardzo mocno, że to wyjaśnienie tajemnicy człowieka, które sięga do głębi tajemnicy Słowa Wcielonego, odnosi się nie tylko do chrześcijan, lecz także do wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu w niewidzialny sposób działa łaska. Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno, mianowicie Boskie, powinniśmy utrzymywać, że Duch Święty wszystkim daje możliwość uczestniczenia w tym misterium paschalnym w tylko Bogu znany sposób”[3].
piątek, 3 kwietnia 2015
107. KOMU POTRZEBNY JEST CZŁOWIEK? (WŁOSA CZĘŚĆ TRZECIA)
Dzielenie
włosa na czworo zawsze było dla mnie ważne. To, co tutaj piszę też. To jest akt
oskarżenia, przemówienie obrony i wyrok jednocześnie - we własnej sprawie. Wiadomość
złożona w kapsule czasu. List w butelce puszczony na fale: nie wiem, czy
rozbitkiem jest nadawca, czy adresat. Piszę to, bo uważam, że jest mi potrzebne.
Możesz więc uznać, że nie jest potrzebne Tobie. Może zniechęcić Cię rozmiar i
brak akcji. Nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie. Może to robienie z igły wideł
nie obejdzie nikogo, a może ktoś znajdzie tu coś dla siebie.
Poniższe
przemyślenia mają osobisty charakter. Jako rodzaj podróży w głąb własnych i
zapożyczonych myśli, mają być formą uporządkowania świadomości. Mapą punktów
orientacyjnych na drodze do skarbu, który nigdy nie był ukryty. Nie odkryję
tutaj niczego, czego nie odkrył już ktoś przede mną. Zwłaszcza, że będę się
posługiwał mapami i wskazówkami pozostawionymi przez innych. Ale też nie o to tu
chodzi, żeby odkryć coś dla świata, ale dla siebie.
Włosa część trzecia – Komu potrzebny jest Człowiek?
„Człowiek – persona non grata.”
(Stanisław Jerzy Lec)
„Tak wspaniale ułomny, tak bezczelnie ludzki"
(Jacek Dukaj, „Perfekcyjna niedoskonałość”)
I
Komu mógłby
być potrzebny Człowiek? Taki prawdziwy, autentyczny, wolny i świadomy? Z
wszystkimi swoimi zaletami i ułomnościami, nieprzewidywalnością i skłonnością
do błądzenia? Kto jest skłonny zaakceptować homo
sapiens bez przyłożenia go do przygotowanego wcześniej wzorca cech zbliżających
go do ideału określonego daną rolą?
Władca, czyli
ktoś, kto posiada władzę autorytarną, potrzebuje poddanych – wiernych,
lojalnych i posłusznych. Urzędników, wojowników, rzemieślników i podatników.
Przede wszystkim – podatników. Filozofowie analizujący zasadność jego władzy
bywają niebezpieczni, przez co raczej są niepożądani. Wszyscy niechętni
utrzymywaniu pana oraz chętni do zajęcia jego miejsca są zdecydowanie
niepotrzebni.
Politykowi,
czyli komuś, czyja władza w jakimś stopniu zależy od innych, potrzebny jest
wyborca, czyli przyszły poddany. Poddany polityka ma prawo mieć własne zdanie,
ale najlepiej, żeby było one zgodne ze zdaniem polityka, wtedy poddany może
regularnie występować w roli wyborcy. Dlatego polityk pragnie miłości
poddanych. Do zdobywania serc wyborców służy wizerunek, który, jak wiadomo, nie
musi mieć nic wspólnego z prawdą. Ważne, żeby wzbudzał emocje. I żeby wyborca
mógł się z nim zgadzać. Wszyscy inni są niepotrzebni. Najlepiej, żeby w ogóle
innych nie było. Dlatego sztaby pracują nad tym, żeby wizerunek polityka
wzbudzał zachwyt, a wyobrażenie przeciwnika nienawiść.
Lewica
potrzebuje zwolenników wierzących w wampiryzm prawicy. Prawica nie istnieje bez
sympatyków przekonanych o demonizmie lewicy. Rządzący pokazują ludowi świat
przez różowe okulary. Nierządzący w przedstawianym obrazie pozostawiają tylko
tyle światła, żeby można było dostrzec głębokość czerni. Prawda, autentyzm nie
mają tu nic do rzeczy, więc samodzielnie myślący Człowiek nie jest tu nikomu
potrzebny.
Urzędnik
istnieje dzięki petentowi, czyli człowiekowi jak najbardziej uzależnionemu od
urzędu. Czym mniej wolno petentowi bez zgody i kontroli urzędu, tym bardziej
ważny i potrzebny czuje się urzędnik. Każdy nietypowy, czyli wykraczający poza
zakres danej urzędnikowi władzy przypadek, jest niebezpieczny, więc najlepiej
dowieść petentowi jego szablonowości i znikomości. Kto kiedykolwiek miał do
czynienia z prozą Franza Kafki, ten wie, że urząd jest jednym z najbardziej
represyjnych przykładów systemu i tu Człowiek z zasady stawiany jest w stan
oskarżenia.
czwartek, 2 kwietnia 2015
106. OBRAZ I PODOBIEŃSTWO (WŁOSA CZĘŚĆ DRUGA)
Szanowny Czytelniku,
Dzielenie włosa na czworo zawsze było dla mnie ważne. To, co tutaj piszę też. To jest akt oskarżenia, przemówienie obrony i wyrok jednocześnie - we własnej sprawie. Wiadomość złożona w kapsule czasu. List w butelce puszczony na fale: nie wiem, czy rozbitkiem jest nadawca, czy adresat. Piszę to, bo uważam, że jest mi potrzebne. Możesz więc uznać, że nie jest potrzebne Tobie. Może zniechęcić Cię rozmiar i brak akcji. Nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie. Może to robienie z igły wideł nie obejdzie nikogo, a może ktoś znajdzie tu coś dla siebie.
Poniższe przemyślenia mają osobisty charakter. Jako rodzaj podróży w głąb własnych i zapożyczonych myśli, mają być formą uporządkowania świadomości. Mapą punktów orientacyjnych na drodze do skarbu, który nigdy nie był ukryty. Nie odkryję tutaj niczego, czego nie odkrył już ktoś przede mną. Zwłaszcza, że będę się posługiwał mapami i wskazówkami pozostawionymi przez innych. Ale też nie o to tu chodzi, żeby odkryć coś dla świata, ale dla siebie.
Włosa część druga – Obraz i podobieństwo.
"Malarze"
Dwaj portretów malarze słynęli przed laty:
Piotr dobry, a ubogi, Jan zły, a bogaty.
Piotr malował wybornie, a głód go uciskał,
Jan mało i źle robił, więcej jednak zyskał.
Dlaczegoż los tak różny mieli ci malarze ?
Piotr malował podobnie, Jan piękniejsze twarze.
(Ignacy Krasicki)
I
Gdyby
przyjąć, że istniało kiedyś lustro, w którym można było zobaczyć całą prawdę o
świecie, zapewne zajrzeć w nie mógłby tylko Bóg. Z jakiegoś jednak powodu, być może
na wieść o spożyciu przez pierwszych ludzi owocu z drzewa poznania dobrego i
złego, Bóg cisnął je w gniewie o Ziemię, rozbijając na miliard drobnych
kawałków. A wypędzając ludzi z Raju, postanowił, że nie wpuści ich z powrotem,
dopóki nie złożą lustra z powrotem w całość. Teraz chodzimy więc po świecie i
zbieramy kolejne kawałki – każda filozofia jest jednym z nich, każda opowiada
tylko część prawdy, nigdy nie pokazując w całości nawet tego, kto w nie
zagląda. Większość filozofów i ich wyznawców, zapewne za sprawą zaangażowania w
sprawę biblijnego Węża, uznaje jednak, że posiadło całość…
Każda
doktryna zawsze będzie zawierać odbicie indywidualnych doświadczeń, pragnień i
obaw myśliciela, który ją opracował. Jako taka nigdy nie będzie w stanie
przedstawić obiektywnego opisu świata, czyli takiego, który będzie prawdą.
Upraszczając, prawdą nazywam tu zgodność z rzeczywistością istniejącą
niezależnie od subiektywnego wrażenia jednostki. Np. kiedyś za prawdę uważano,
że Słońce krąży dookoła Ziemi – do dziś takie jest subiektywne przekonanie
dużej części mieszkańców planety. Nauka znalazła jednak dowody na to, że jest
odwrotnie – na dzień dzisiejszy uznajemy więc za obiektywną prawdę, że to
Ziemia krąży wokół Słońca.
Liczba ofiar
jaką pochłonęła próba przekonania dysponującej wtedy systemem „objawionej
wiedzy” części społeczeństwa do „błędnej” z jej punktu widzenia prawdy, była
ogromna. Ten przykład pokazuje, że dla niektórych systemów, jako sposobów
porządkowania jakiegoś wycinka rzeczywistości, nie jest ważna taka wartość jak
prawda. Schemat zagrożony zniszczeniem przez zewnętrzny czynnik zaczyna
zachowywać się jak żywy organizm, który broni się przed śmiercią i próbuje
unicestwić zagrożenie. Czym mniejszy wycinek porządkowanej rzeczywistości, tym
więcej potencjalnych zagrożeń. Czym bardziej ciasny i sztywny światopogląd, tym
większe oddalenie od prawdy.
Tylko na co
komu prawda?
wtorek, 31 marca 2015
105. HOMO MP3. (WŁOSA CZĘŚĆ PIERWSZA)
Dzielenie
włosa na czworo zawsze było dla mnie ważne. To, co tutaj piszę też. To jest akt
oskarżenia, przemówienie obrony i wyrok jednocześnie - we własnej sprawie. Wiadomość
złożona w kapsule czasu. List w butelce puszczony na fale: nie wiem, czy
rozbitkiem jest nadawca, czy adresat. Piszę to, bo uważam, że jest mi potrzebne.
Możesz więc uznać, że nie jest potrzebne Tobie. Może zniechęcić Cię rozmiar i
brak akcji. Nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie. Może to robienie z igły wideł
nie obejdzie nikogo, a może ktoś znajdzie tu coś dla siebie.
Poniższe
przemyślenia mają osobisty charakter. Jako rodzaj podróży w głąb własnych i
zapożyczonych myśli, mają być formą uporządkowania świadomości. Mapą punktów
orientacyjnych na drodze do skarbu, który nigdy nie był ukryty. Nie odkryję
tutaj niczego, czego nie odkrył już ktoś przede mną. Zwłaszcza, że będę się
posługiwał mapami i wskazówkami pozostawionymi przez innych. Ale też nie o to tu
chodzi, żeby odkryć coś dla świata, ale dla siebie.
Włosa część pierwsza
– Homo MP3.
„Automatyzacja jednostki we współczesnym społeczeństwie wzmogła bezradność i poczucie niepewności przeciętnego człowieka. W tym stanie rzeczy jest on skłonny podporządkować się nowym autorytetom, które obiecują mu bezpieczeństwo i wyzbycie się zwątpień.” (Erich Fromm)[1]
„To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27)
I
Format MP3
idealnie odwzorowuje charakter ostatniego ćwierćwiecza, w którym osiągnął
status bestselleru. Sposób zapisu muzyki w tym modelu polega, mówiąc w skrócie,
na wycięciu z utworu wszystkich dźwięków, które dla ucha przeciętnego w sensie
statystycznym człowieka i tak nie powinny być słyszalne z powodu częstotliwości
albo zagłuszenia przez dźwięki głośniejsze. Taka kompresja dźwięków umożliwia magazynowanie
utworów na mniejszej powierzchni nośników, czyli, co za tym idzie, daje
oszczędności. Chwalebny wzorzec racjonalnego obniżania kosztów: gdyby przy
okazji nie był szeroko otwartą furtką do piractwa, byłby ucieleśnieniem
ekonomicznego ideału. Wspaniałe to czasy, kiedy można zabrać ze sobą muzykę w
telefonie wielkości kostki mydła do kieszeni na spacer. Naprawdę.
Ale są osoby
o wrażliwości słuchu większej niż statystyczna. Dla nich kompresja wersji audio
do MP3 można porównać do przeczytania streszczenia zamiast pełnego tekstu
„Mistrza i Małgorzaty” – w zasadzie wiadomo, o co chodzi, można nawet dorzucić
swoje trzy grosze do dyskusji, ale nawet się nie wie, ile się traci.
Nie ma,
oczywiście, nic złego w tym, że ktoś ułatwił ludziom kontakt z ulubioną muzyką,
chociaż w zubożonej wersji. Problem polega na tym, że kompresja zaczyna nam
wystarczać, chociaż nie oddaje oryginału. Pobieżne i niepełne dane odtworzone w
sytuacjach braku skupienia wystarczają nam do wyrobienia sobie zdania o jakości
utworu, z którym MP3 miewa niewiele wspólnego. Niekompletne dane to nie prawda,
to uproszczenie, uogólnienie, a tym często bliżej do fałszu niż do prawdy.
Oczywiście,
uproszczenia nie są wynalazkiem naszych czasów, ale właśnie MP3, cyfrowy,
zero-jedynkowy zapis danych wydaje mi się najlepszą metaforą dla postrzegania świata przez ludzi
początku XXI w.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


