czwartek, 29 stycznia 2015

98. ZABAWY ZIMOWE


Kochana Babciu!
               
                Czy do Ciebie dotarła zima? Bo do nas tak. Na szczęście nie taka, jak miała wyglądać, a nie wyglądała (na przekór lunatykom) śnieżyca Juno w USA, bo wtedy pierwszy list mogłabym wysłać do Ciebie chyba dopiero koło czerwca. Zimy spodziewaliśmy się mniej niż hiszpańskiej inkwizycji, po kilku prawie wiosennych dniach, aż tu nagle przed końcem stycznia powiało chłodem i sypnęło śniegiem! Oczywiście, jak zwykle przyszła w weekend, kiedy nasza wielka spółdzielnia nie istnieje. Nasze osiedle, które stoi w miejscu, gdzie 40 lat temu były prawie same pola, wygląda, jakby powstało tylko po to, żeby osłaniać od wiatru resztę miasta. Dzięki temu u nas zima zawsze trwa dłużej.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

97. GĘSI JĘZYK

"A niechaj narodowie wżdy postronni znają,

iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają"

Mikołaj Rej „Do tego, co czytał”

(1562r.)[1]


Popularny portal społecznościowy.

Popularna grupa wymiany informacji.




Karolina
6. listopada 20..
Hej! Czy na Politechnice w X… istnieje nadal kierunek 'filologia polska' .?


Ewelina
Każda uczelnia podaje na swojej stronie kierunki na które rekrutują, sprawdź na ich stronie.
6. listopada 20..

Karolina 
Już sprawdzałam ale to nie pewne źródła, bo na jednej stronie pisze, że mają taki kierunek, a na drugiej pisze, ze nie mają.
6. listopada 20..

Wiktoria 
Nie „pisze”, tylko „jest napisane”.
6. listopada 20..

Karolina 
Dziękuję za zwrócenie uwagi. To zamknięta grupa jest a w mowie potocznej i pisaniu składnia zdania może być 'byle jaka'.
6. listopada 20..

środa, 21 stycznia 2015

96. GLOBY GNIEWU



               Szanowne Szowinistki, Szanowni Feminiści!


                „Obyś żył w ciekawych czasach” – tę klątwę, w zależności od kontekstu, poglądów politycznych i doraźnych potrzeb jedni przypisują dawnym Chińczykom, inni Żydom. Dla jeszcze innych ani jedno, ani drugie pochodzenie nie jest satysfakcjonujące, więc na wszelki wypadek wychwalają czasy przeszłe jako takie. Nie wiem, czy nudne czasy już kiedyś były, czy może dopiero będą, ale na pewno nie są to czasy nasze. Jednym z obszarów ludzkiej aktywności, która na to wpływa, jest sfera ciągle nie wszystkich zadowalającej obyczajowości.
                Możemy więc obserwować z jednej strony domorosłych strażników moralności, gotowych w każdej chwili obstawić instytucje oświatowe zmanipulowanymi i uzbrojonymi w widły łowcami genderów, a z drugiej na pół mityczne istoty o kobiecym głosie, ale z brodą i przemieszanymi cechami płciowymi, z którymi nie radzą sobie języki, w których słowa domagają się określenia rodzaju… To wszystko próbuje się opisać z poszanowaniem tzw. „poprawności politycznej”, która z założenia ma szlachetnie służyć ograniczaniu konfliktów między ludźmi, a doprowadzona do granic absurdu prowadzi do frustracji.

                „Kobieta jest rodzajem dekoratywnym. Nigdy nie ma nic do powiedzenia, ale to nic wypowiada czarująco. Kobieta oznacza triumf materii nad umysłem, jak mężczyzna triumf umysłu nad moralnością” – te przewrotne słowa zapisano ponad 120 lat temu. Tak jak wtedy, tak i dziś jednych mogą doprowadzać do zgrzytania zębów, innych do rozbawienia, choć czas chyba zmienił między nimi proporcje. Owszem, można w nich widzieć zamach na podmiotowość i intelekt kobiety, ale można też żart („nigdy nie ma nic do powiedzenia”…) i wyrafinowany komplement artysty nade wszystko ceniącego piękno -  interpretacja zależy od kontekstu, poglądów politycznych i doraźnych potrzeb. Ich autor, Oscar Wilde - lord paradoks, dramaturg, pisarz i dandys brylujący na dublińskich salonach la belle epoque, wydawca pisma Woman's World - padł ofiarą surowych norm społecznych i umarł w zapomnieniu w paryskim hotelu wycieńczony latami więzienia, na które został skazany za „ praktyki homoseksualne”. Szczęśliwie dzisiaj raczej nikt w naszej kulturze nie sądziłby go już za homoseksualizm. Za to mógłby spotkać się z ostracyzmem z powodu błyskotliwej uwagi wychwalającej kobiecą urodę…

środa, 14 stycznia 2015

95. PO PRZERWIE

                Kochana Babciu!
              
                Jak Ci minęły wszystkie święta, miło? Jesteś zadowolona z prezentów? Bo my bardzo. Oczywiście, wiem, że w Świętach najważniejsze wcale nie są prezenty, tylko to, że możemy ten czas spędzić spokojnie razem i cieszyć się z narodzin Jezuska, ale skoro te warunki udało nam się spełnić, to chyba można już pocieszyć się trochę z tego, co się dostało?
                W Wigilię najbardziej cieszył się tata, który cały wieczór spędził na składaniu z klocków smoka, pojazdu kosmicznego i samochodu wyścigowego, którym Dzieciątko obdarowało M. Nie było to, co prawda, takie wyzwanie jak klockowy jacht, który ja dostałam w zeszłym roku, a tata z instrukcją grubszą od encyklopedii kończył składać jeszcze po pasterce, ale widzieliśmy, że chociaż nie chciał się przyznać, to sprawiło mu to równie wiele radości, a może i więcej niż nam późniejsza zabawa. Mama też bawiła się świetnie, czytając książkę, którą dostał tata. Ja, dzięki kolczykom, które dostała mama, mogłam pokazać się w towarzystwie lalki-księżniczki, którą znalazłam pod choinką. Mój waleczny brat w oczekiwaniu na zakończenie ojcowskiego aktu tworzenia, spełnił się odnosząc kolejne zwycięstwo w walce dobra nad złem: tym razem w wykonaniu postaci ze świątecznych pierników. A pies poczuł się chyba jak w psim raju, kiedy w rytm „Przybieżeli do Betlejem” mógł wyrwać całą watę z brzucha starego pluszowego króliczka specjalnie na tę okazję sprowadzonego przez Dzieciątko do sklepu z odzieżą na wagę… W sumie prezenty sprawiły wszystkim mnóstwo radości.

środa, 24 grudnia 2014

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Kochana Babciu!

               
                Podobno według dawnych kalendarzy od 25. grudnia na naszej półkuli zaczynał się wydłużać dzień, a skracać noc. I to wtedy uznano, że Boże Narodzenie to takie święto, które powinno przypadać na ten dzień, żeby przypominać ludziom, że wszystko co złe, kiedyś się kończy, tak jak ciemność kiedyś musi ustąpić miejsca światłu. Bo przecież od ilości światła zależy, jak widzimy różne rzeczy. Na przykład w odpowiednim świetle stara dziurawa szopka może okazać się miejscem, w którym uklękną królowie nawykli do odbierania pokłonów w złoconych pałacach…
                Jak najwięcej tego światła w sobie i wszędzie tam, gdzie wydawało się od dawna nie docierać, życzę Tobie i wszystkim, którzy zechcą te słowa  przeczytać.

Wesołych Świąt!


 J. z rodziną

sobota, 13 grudnia 2014

93. CUDA W WIELKIEJ SPÓŁDZIELNI

Kochana Babciu!
               
                Jak już Ci pisałam, mijający rok przyniósł wiele zaskakujących zmian na naszej prowincji. Da się je zauważyć nawet na naszym osiedlu! Co prawda, za wcześnie jeszcze, żeby mówić, że jest coraz ładniejsze, ale po kolei.
                Najpierw nastąpił wstrząs w spółdzielni, kiedy pojawiły się plany wielkich remontów i zmian w rządzeniu. Tata mówi, że wstrząs musiał być bardzo silny, bo podobno niektórzy dopiero wtedy się dowiedzieli, że Związek Radziecki już nie istnieje… Niektórzy pracownicy administracji otrzymali chyba służbowy nakaz uśmiechania się i osiedle zaczęło trochę przypominać Gotham City – wieczorami nietoperze latały nad głowami, a za dnia można było spotkać Jokera przylepiającego na drzwiach ogłoszenie o kontroli wentylacji…
                Ale nie trwało to długo, bo okazało się, że Prezes, wizjoner i rewolucjonista, tak bardzo zakochał się w swojej wizji, że zaczął ją w rewolucyjny sposób wprowadzać w życie. Niestety, to nie spodobało się ani mieszkańcom, którzy mieli rewolucję finansować, ani pracownikom, którym miała przypaść zaszczytna rola jej ofiar. Dlatego Prezes-wizjoner, zaskoczony brakiem entuzjazmu wobec jego wyobrażeń o uszczęśliwieniu mieszkańców, musiał oddać biuro poprzednim zarządcom. Wiesz, Babciu, że niektóre meble da się wynieść z domu dopiero po wyburzeniu ścian? Podobnie było z naszym wizjonerem… Ale w końcu udało się zająć jego miejsce komuś, komu zawsze było do tego biurka blisko, choć siadać mógł tylko po stronie gościa…

poniedziałek, 8 grudnia 2014

92. MIŚ ZŁY

                Kochana Babciu!
               
              Miałam niedawno bardzo dziwny sen.
                Śnił mi się Stumilowy Las, ale jakiś taki zmieniony: smutny, postarzały i pusty. Drzewa pozbawione liści, a niebo szare jak osiedlowe podwórko. Pochmurno i ciemno tak, że trudno określić czy to zmierzch, czy świt – jak u nas na przełomie listopada i grudnia. Pod domek Kubusia Puchatka skradały się dwie postacie w czarnych mundurach i kominiarkach, z których wystawały tylko długie uszy. Nagle jeden wybił kolbą karabinu szybę w oknach, drugi wyważył drzwi, wpadli do środka, wyciągnęli zaspanego Puchatka z łóżka, rzucili na ziemię i krzycząc coś o synach suk, oporze i strzelaniu, padli na niego, próbując założyć kajdanki na łapki, z których ciągle zsuwały się stalowe obręcze. W końcu jeden z zamaskowanych długouchych rzucił kajdanki w kąt, zaklął brzydko i powiedział:
- Nawet aresztować cię nie można zgodnie z procedurą, dziwaku! – po czym wyciągnął igłę i nici, żeby unieruchomić pluszowe łapki oszołomionego misia…
- Ale o co wam chodzi, panowie? Myślę, że to bardzo niegrzeczny sposób na budzenie misia przed wschodem słońca…
- Zamknij się! – wrzasnął jeden z napastników i kolbą przycisnął łepek Kubusia do podłogi, dopóki drugi nie zakończył szwu grubym supłem. Potem zarzucili Kubusiowi na głowę kawałek prześcieradła i wykręcając mu ręce, wyprowadzili na podwórko, gdzie czekał już na nich okratowany bus, do którego szybko wsiedli i ruszyli, zostawiając za sobą tumany kurzu…