Kochana Babciu!
Jak
Ci minęły wszystkie święta, miło? Jesteś zadowolona z prezentów? Bo my
bardzo. Oczywiście, wiem, że w Świętach najważniejsze wcale
nie są prezenty, tylko to, że możemy ten czas spędzić spokojnie razem i cieszyć
się z narodzin Jezuska, ale skoro te warunki udało nam się spełnić, to chyba
można już pocieszyć się trochę z tego, co się dostało?
W
Wigilię najbardziej cieszył się tata, który cały wieczór spędził na składaniu z
klocków smoka, pojazdu kosmicznego i samochodu wyścigowego, którym Dzieciątko
obdarowało M. Nie było to, co prawda, takie wyzwanie jak klockowy jacht, który
ja dostałam w zeszłym roku, a tata z instrukcją grubszą od encyklopedii kończył
składać jeszcze po pasterce, ale widzieliśmy, że chociaż nie chciał się
przyznać, to sprawiło mu to równie wiele radości, a może i więcej niż nam
późniejsza zabawa. Mama też bawiła się świetnie, czytając książkę,
którą dostał tata. Ja, dzięki kolczykom, które dostała mama, mogłam pokazać się
w towarzystwie lalki-księżniczki, którą znalazłam pod choinką. Mój waleczny
brat w oczekiwaniu na zakończenie ojcowskiego aktu tworzenia, spełnił się
odnosząc kolejne zwycięstwo w walce dobra nad złem: tym razem w wykonaniu postaci
ze świątecznych pierników. A pies poczuł się chyba jak w psim raju, kiedy w
rytm „Przybieżeli do Betlejem” mógł wyrwać całą watę z brzucha starego
pluszowego króliczka specjalnie na tę okazję sprowadzonego przez Dzieciątko do
sklepu z odzieżą na wagę… W sumie prezenty sprawiły wszystkim mnóstwo radości.



