Szanowny Czytelniku,
Włosa część czwarta – Oto Człowiek.
Dzielenie włosa na czworo zawsze było dla mnie ważne. To, co tutaj piszę też. To jest akt oskarżenia, przemówienie obrony i wyrok jednocześnie - we własnej sprawie. Wiadomość złożona w kapsule czasu. List w butelce puszczony na fale: nie wiem, czy rozbitkiem jest nadawca, czy adresat. Piszę to, bo uważam, że jest mi potrzebne. Możesz więc uznać, że nie jest potrzebne Tobie. Może zniechęcić Cię rozmiar i brak akcji. Nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie. Może to robienie z igły wideł nie obejdzie nikogo, a może ktoś znajdzie tu coś dla siebie.
Poniższe przemyślenia mają osobisty charakter. Jako rodzaj podróży w głąb własnych i zapożyczonych myśli, mają być formą uporządkowania świadomości. Mapą punktów orientacyjnych na drodze do skarbu, który nigdy nie był ukryty. Nie odkryję tutaj niczego, czego nie odkrył już ktoś przede mną. Zwłaszcza, że będę się posługiwał mapami i wskazówkami pozostawionymi przez innych. Ale też nie o to tu chodzi, żeby odkryć coś dla świata, ale dla siebie.
Włosa część czwarta – Oto Człowiek.
„Prawda nie jest tym, czego można dowieść. Jeśli w tej, a nie innej glebie drzewa pomarańczowe zgłębiają swoje korzenie i pokrywają się owocami, gleba ta jest prawdą drzew pomarańczowych. Jeśli ta religia, ta kultura, ta skala wartości, ta, a nie żadna inna forma działania sprzyjają pełni człowieczeństwa w człowieku, jeśli to one wyzwalają w nim władcę, który nie wiedział o swoim istnieniu, to znaczy, że ta skala wartości, ta kultura, ta forma działania są prawdą człowieka. Co na to logika? Niech sobie radzi, jak może, aby zdać sprawę z życia”[1]
(Antoine de
Saint-Exupéry, Ziemia, planeta ludzi)
I
Z
dotychczasowego dzielenia włosa na czworo można by wyciągnąć przytłaczające
wnioski na temat świata, w którym żyjemy i kondycji Człowieka. Cóż: nie jest to
obraz różowy, ale nie jest też całkowicie pozbawiony światła - wszystko zależy
od interpretacji. Osobiście śmiem twierdzić, że chociaż XXI w. nie stwarza
idealnych warunków do rozwoju osobowości, to jednak umożliwia je w większym
stopniu niż jakikolwiek wcześniejszy. Choć niewolnictwo przybiera coraz to inne
formy i w dalszym ciągu funkcjonuje – również w naszej cywilizacji – to formy
buntu i szukanie możliwości wyzwolenia wyznaczają etapy rozwoju ludzkości. Nie
oznacza to jednak, że zawsze jesteśmy w stanie uniknąć kroków wstecz.
„Zapominamy, że choć każdej ze swobód niegdyś zdobytych trzeba bronić ze szczególną mocą, to problem wolności jest nie tylko problemem ilościowym, lecz także jakościowym; że nie tylko mamy zachować i rozszerzać wolność tradycyjną, lecz musimy zdobyć nowy rodzaj wolności, która umożliwi nam urzeczywistnienie naszego własnego indywidualnego ‘ja’, wiarę w to ‘ja’ i wiarę w życie”.[2]
Już 2 tys.
lat temu podobna refleksja pojawiła się na Ziemi. Oczywiście, jako błąd
ówczesnego systemu przekonań o właściwym porządku świata. Bo niezależnie od
tego, czy ktoś uznaje Boskość Jezusa z Nazaretu, czy nie, w naukach spisanych
przez Jego uczniów zawarty jest głęboki humanizm i przekonanie o prawie każdego
człowieka do wolności. Kilkanaście wieków zarządzania tą nauką przez system
interpretacji zatwierdzonych przez autorytety, obwarowanych nakazami i
zakazami, doprowadził do sytuacji, w której system stoi ponad prawdą i
Człowiekiem. Strach przed zejściem niewinnych na drogę grzechu doprowadził do
uproszczeń i wprowadzenia terroru. Prawo do wybaczania zostało sprowadzone do
licencji na potępianie. Zgodnie z doświadczeniami P. Zimbardo, ludzie skłonni
są czynić zło, kiedy są przekonani, że robią to dla czyjegoś dobra.
Ale tak jak
część ludzkości pragnie zatrzymać świat w miejscu, kiedy wydaje jej się, że
stworzyła już trafną mapę rzeczywistości, tak druga jej część, zazwyczaj mniej
liczna, dąży do zapełnienia białych plam na tejże mapie. Również „w łonie
Kościoła” ścierały się różne tendencje rozumienia nauk Jezusa. Przez całe wieki
obracano w nakaz umartwiania się i żałoby naukę Osoby, której pierwszy
oficjalny, uznawany przez teologów cud miał polegać na zmianie wody w wino,
żeby ludzie mogli dłużej cieszyć się na weselu. W XX w. na kartach Gaudium et spes (Radość i nadzieja),
konstytucji duszpasterskiej powstałej w wyniku Soboru Watykańskiego II,
pojawiają się założenia, które pozostają w sprzeczności z wieloma
interpretacjami z wieków wcześniejszych:
„Gaudium et spes podkreśla bardzo mocno, że to wyjaśnienie tajemnicy człowieka, które sięga do głębi tajemnicy Słowa Wcielonego, odnosi się nie tylko do chrześcijan, lecz także do wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu w niewidzialny sposób działa łaska. Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno, mianowicie Boskie, powinniśmy utrzymywać, że Duch Święty wszystkim daje możliwość uczestniczenia w tym misterium paschalnym w tylko Bogu znany sposób”[3].


