piątek, 29 sierpnia 2014

78. MĄŻ NIEMODNY

Kochana Babciu!
               
                Muszę Ci się pożalić, bo niedawno przeżyłam coś strasznego: tata zabrał mnie ze sobą na zakupy! Mam nadzieję, że nigdy więcej mnie to nie spotka. Bo to nie były ani zakupy spożywcze, ani moje, ani zlecenie mamy na promocję w dyskoncie. Tata postanowił zaktualizować swoją garderobę…
                Zakupy z mamą to świetna rozrywka: spokojnie zwiedzamy sobie kolejne sklepy w mieście, oglądamy z każdej strony, co tam mają fajnego, czasami przymierzamy i niekiedy nawet zdarza nam się coś kupić. Z tatą jest inaczej. Biegniemy od sklepu do sklepu w poszukiwaniu butów, spodni albo koszuli potrzebnych na już, a każdy kolejny sklep opuszczamy coraz bardziej rozpaleni: tata ze złości, a ja od biegania za nim. Pewnie nie byłoby tego problemu, gdyby tacie było obojętne, co nosi, ale niestety: wybredny jest jak księżniczka i jak mu się coś nie podoba, to nie założy i już…

środa, 27 sierpnia 2014

DZIEWIĄTKA

Słońce,


Dziewięć to taka liczba, którą nie wiadomo jak traktować, bo prawie wszyscy ją ignorują, zaokrąglając do dziesiątki i tylko handlowcy ją kochają, bo optycznie wyszczupla ceny...
Niby to jeszcze nie okrągła rocznica, ale wygląda prawie tak nobliwie, jak pierwsze ślady mojej siwizny…
I nie trzeba kombinować nad bukietem, bo jest nieparzyście.

Dziewięć lat wystarczy, żeby nauczyć się odróżniać sukienkę od spódnicy, ale za mało, żeby to zapamiętać…
Dość, żeby starł się wzór z obrączek i nabrały charakteru – jak antyk…
To też odpowiednio dużo czasu, żeby doświadczyć dziewięciu miesięcy czekania, przygotowań, stresu i radości. Niejeden raz.
A potem, żeby nabrać do tego zdrowego dystansu.

Dziewięć lat formalnie razem, to dla niektórych prawdziwy wyczyn.
Dla mnie żaden, bo to było dziewięć udanych lat.
I gdybym dzisiaj miał złożyć podpis w tym samym miejscu, co dziewięć lat temu – wahałbym się jeszcze mniej, niż wtedy.
Już nie mogę się doczekać kolejnych…

Dziękuję.
Kocham Cię.

T.







piątek, 22 sierpnia 2014

76. BohateROWie są zmęczeni.

Wrocław 2014
                Kochana Babciu!

                Nareszcie! Postanowione! Będziemy mieli ścieżki rowerowe, jakich jeszcze nikt w tym kraju nie ma! Pan Prezydent chce, żeby rowerzyści już w przyszłym roku zauważyli zmiany i natychmiast zarządził prace nad przygotowaniem planów ścieżek „na europejskim poziomie”, naprawdę! Bo jak Włodarz naszego miasta coś zarządzi, to nie ma bata w mieście! Zwłaszcza przed wyborami…

                O naszych tzw. ścieżkach rowerowych już Ci kiedyś pisałam, jak to łatwo pozbyć się na nich ostatnich mleczaków. Ale piach, błoto i żwir to jeszcze nie powód, żeby się nie chwalić przed całym światem, że nasze miasto ma ponad 100 km szlaków, na których można znaleźć (jeżeli jest się spostrzegawczym) kolorowe znaczki z rowerkami. Te znaczki czasami niszczą jacyś biedni, chorzy ludzie (jest taka choroba, która objawia się niszczeniem  cudzej własności bez potrzeby), a miasto musi co roku wydawać na farbę i blaszki tyle pieniędzy, ile kosztuje jedna rzeźba na rondzie. To musi być bardzo droga farba… Nie wiem też, od kiedy liczy się „co roku” albo które to ścieżki, bo chociaż jakieś dwa lata temu rzeczywiście domalowano znaczki w lasach po wycinkach drzew, to więcej zmian nie zauważyłam… Ale na szczęście Pan Prezydent już podpisał stosowne dokumenty, a na nich stoi, że na same plany modernizacji ścieżek przeznaczonych zostaje tyle pieniędzy, że rzeźby na dwa ronda można by za nie zamówić!

wtorek, 12 sierpnia 2014

75. "LANS" NA WIERCHACH

Wielka Kopa (857 m.n.p.m.)
Rudawy Janowickie
Kochana Babciu!
               

                Czy Tobie zdarza się bywać w górach? Ale nie w takich Tarnowskich, które są pod ziemią, tylko takich mniej lub bardziej wysokich, na które można wchodzić? Bo te Tarnowskie to tak naprawdę kopalnie, które kiedyś nazywano górami (stąd górnicy – wiem od taty), chociaż kiedyś słyszałam, jak pewna pani zarzekała się, że tam mieszkają górale, mówią po góralsku i nic a nic ich nie można zrozumieć. Widocznie coś jej się pomieszało, jak jej próbowali tłumaczyć, że to ona jest gorolka…
                Na szczęście ta pani nie uczy w żadnej szkole geografii, bo zamieszanie na górskich szlakach byłoby jeszcze większe, niż jest. Nie wiem, Babciu, czy słyszałaś, ale mamy w polskich górach dwa takie Parki Narodowe, do których co roku przyjeżdża tyle turystów, że ich władze zastanawiają się, czy nie wprowadzić limitów: Tatrzański i Karkonoski. Nie dość, że turyści depczą sobie tam po piętach (a jak wiadomo japonki się od tego szybko niszczą), to pracownicy tych parków i ratownicy ledwo nadążają z ratowaniem „najmądrzejszych inaczej” zdobywców. Do tego muszą jeszcze wysłuchiwać skarg na niedostosowanie szlaków do odzieży i kondycji fizycznej turystów, którzy przecież „płacą za wstęp, więc wymagają!”...

niedziela, 3 sierpnia 2014

74. BIURO FRUSTROWANIA KLIENTA

AKT I

Kuchnia. Człowiek kroi mięso. Dzwoni telefon. Człowiek rzuca nóż, szybko płucze ręce, biegnie po telefon.
Na wyświetlaczu „numer prywatny”. Człowiek odbiera.
- Halo…
- Proszę czekać na połączenie z konsultantem. Proszę czekać na połączenie z konsultantem. – aksamitny głos automatu dobrany na podstawie badań preferencji reprezentatywnej grupy 997 Polaków nie działa na Człowieka uspokajająco. Widocznie nie jest, k…, reprezentatywny! Rozłącza się.

AKT II

Następnego dnia o tej samej porze. Człowiek w toalecie.
Dzwoni telefon. Człowiek wykonuje całą sekwencję czynności niezbędnych, żeby po niego sięgnąć.
Na wyświetlaczu „numer prywatny”. Człowiek odbiera.
- Halo…
- Proszę czekać na połączenie z konsultantem. Proszę czekać na…  – telefon ląduje na ścianie na drugim końcu mieszkania, na szczęście chroni go, przygotowana specjalnie na takie okazje, pancerna obudowa…

piątek, 25 lipca 2014

73. SŁOWA W RUINACH

Pałac w Rzuchowie


„Od 1945 roku do dziś na Dolnym Śląsku bezpowrotnie unicestwiono około 800 zabytkowych rezydencji. Niewiele ucierpiało wskutek działań wojennych. Przede wszystkim były rozkradane, dewastowane i burzone z przyczyn narodowych, ideowych i klasowych lub dla zaspokojenia barbarzyńskiej woli zniszczenia. Przepadł wielokulturowy dorobek kilku stuleci, wspaniała architektura, niezliczone dzieła sztuki, słynne w Europie niezwykłe założenia parkowe. Dziś już nawet nie wiemy, gdzie znajdowały się niektóre dwory i pałace. Pozostały jedynie zdjęcia...”


„Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”

(Ludwig Wittgenstein)

 



Jakiś czas temu świat obiegła informacja, że w pewnym włoskim miasteczku, podczas świętowania jakiejś rocznicy przez rajców w miejskim ratuszu, wystrzelony korek z szampana zrobił dziurę w zabytkowym obrazie. Niefrasobliwość rozochoconych radnych wywołała ogólne rozbawienie, zwłaszcza że komunikat prasowy kończył się informacją, że nieostrożny obywatel, który nie zapanował nad korkiem, zobowiązał się pokryć koszty renowacji obrazu. Zapewne to właśnie ta skrucha wzbudziła największą radość w kraju nad Wisłą, gdzie zabytek, mimo że według prawnej definicji ma być pamiątką, to jednak zgodnie ze znaczeniem, jakie niosło to słowo jeszcze w czasach Piastów, jest to coś, o czym należałoby jak najszybciej zabyć (zapomnieć). Zapewne mało kto rozumie to tak dobrze jak Pan.

Po lekturze każdego Pańskiego wpisu na temat niszczejących zabytków jestem pełen podziwu dla Pańskiego uporu i myślę sobie, że zacne jest to, co Pan robi. Właśnie zacne, bo chociaż słowem tym raczej określano ludzi niż ich poczynania, to jego znaczenie związane z szacunkiem i archaiczny wydźwięk, wywołujący pobłażliwy uśmieszek na twarzach „poważnych” osób, najlepiej oddają sens Pańskiego działania.
Niestety, odnoszę też wrażenie, że mimo, wydawałoby się, oczywistych racji związanych z walką o ratowanie materialnych świadectw kultury nie tylko Dolnego Śląska, skazana jest ona na zakwalifikowanie do pewnego rodzaju donkiszoterii.

piątek, 18 lipca 2014

72. SOBOTA W WIELKIM MIEŚCIE CZ II : POPOŁUDNIE.

Kochana Babciu!
               

                Sobotnie popołudnie z początku jest leniwe, jak urzędnik w piątek po przerwie obiadowej. Ale czym bliżej zmierzchu, tym więcej zjeżdża się samochodów w okolice rynku. To młodzież w wieku od lat 13 do 53. A kiedy młodzież zajeżdża autem do miasta się bawić, to musi być widoczna i słyszalna z daleka, dlatego nie zajeżdża byle czym!
                Chociaż mówi się, że „nie szata zdobi człowieka”, to przecież każda kobieta wie, że tak się tylko mówi. Kiedyś panowie nie przywiązywali wagi do swojego wyglądu, bo ich ozdobą był samochód. Mama mówi, że niedługo więcej spirytusu będzie się używało w męskim przemyśle kosmetycznym niż spożywczym, tak się czasy zmieniły, ale nadal auto ma duży wpływ na budowanie wizerunku „prawdziwości” mężczyzny.
                Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, Babciu, ale podobno dziewczyny najbardziej lubią sportowe samochody, dlatego każdy kawaler chce taki mieć. Tata mówi, że te najlepsze są bardzo drogie i jeżeli tatuś kawalera nie figuruje ani na liście Forbesa, ani policji, to raczej takiego synkowi nie kupi. Dlatego kawalerowie radzą sobie inaczej.